Tajemnice i ciekawostki Nowej Zelandii
(wielojęzycznie, po angielsku For English version click on this flag, polsku Dla polskiej wersji kliknij na ta flage, itp.)
Uaktualizowano:
27 lutego 2008


Ignoruj lub wydeletuj wszelkie błędy lub banery jakie będą starały się powstrzymać cię przed przeczytaniem tej strony.



Menu 1:

(Wybór języka:)


(Główna
tej witryny:)


Index

(Tu po polsku:)

Nowa Zelandia

Tapanui

Grzałka soniczna

Korea

Hosta

Darmowa energia

Telekinetyczne ogniwo

Telekineza

Strefa wolna od telekinezy

Telepatia

Sejsmograf

Artyfakt

Koncept Dipolarnej Grawitacji

Totalizm

Pasożytnictwo

Karma

Prawa moralne

Wehikuły czasu

Napędy

Magnokraft

Komora oscylacyjna

Militarne użycie magnokraftu

Dowody działań UFO na Ziemi

UFO

Chmury-UFO

Bandyci wśród nas

Tornado

Huragany

Katrina

Lawiny ziemne

Zburzenie hali w Katowicach

Ludobójcy

26ty dzień

Przepowiednie

Plaga

Podmieńcy

WTC

Columbia

Kosmici

UFOnauci

Zło

Antychryst

O Bogu

Nirwana

Biblia

Prawda

O mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk)

Poszukuję pracy

Aleksander Możajski

Świnka z chińskiego zodiaku

Zdjęcia ozdobnych świnek

Owoce tropiku

Uzdrawianie

Ewolucja ludzi

Wszystko-w-jednym

Grecka klawiatura

Rosyjska klawiatura

Rozwiązanie kostki Rubika 3x3=9

Rozwiązanie kostki Rubika 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Bitwa o Milicz

Św. Andrzej Bobola

Liceum Ogólnokształcące w Miliczu

Klasa Pani Hass z LO Milicz

Wszewilki

Zwiedzaj Wszewilki i Milicz

Wszewilki jutra

Zlot "Wszewilki-2007"

Unieważniony Zjazd "2007"

Poprzedni Zlot "2006"

Raport Zlotu "2006"

Lepsza ludzkość

Partia totalizmu

Absolwenci 1964

Absolwenci 1970

FAQ - częste pytania

Replikuj

Memoriał

Sabotaże

Menu 2

Menu 4

Źródłowa replika tej strony

Tekst [8p]

Tekst [7]

Tekst [7/2]

Tekst [7b]

Tekst [6/2]

Tekst [5/4] 1, 2, 3

Tekst [4c]: 1, 2, 3

Tekst [4b]

Tekst [3b]

Tekst [2]

Tekst [1/3]: 1, 2, 3

X tekst [1/4]:

Monografia [1/4]:
P, 1, 2, 3, E, X

Monografia [1/5]:


(Here in English:)

New Zealand

Tapanui

Sonic boiler

Korea

Hosta

Free energy

Telekinetic cell

Telekinesis

Telekinesis Free Zone

Telepathy

Seismograph

Artefact

Concept of Dipolar Gravity

Totalizm

Parasitism

Karma

Moral laws

Time vehicles

Propulsion

Magnocraft

Oscillatory Chamber

Military use of magnocraft

Evidence of UFO activities

UFO

Cloud-UFOs

Bandits amongst us

Tornado

Hurricanes

Katrina

Landslips

Demolition of hall in Katowice

Predators

26th day

Plague

Changelings

WTC

Columbia

Aliens

UFOnauts

Evil

Antichrist

About God

Nirvana

The Bible

Truth

About me (Prof. Dr Eng. Jan Pajak)

My job search

Aleksander Możajski

Pigs from Chinese zodiac

Pigs Photos

Tropical fruit

Healing

Evolution of humans

All-in-one

Greek keyboard

Russian keyboard

Solving Rubik's cube 3x3=9

Solving Rubik's cube 4x4=16

Wrocław

Malbork

Milicz

Battle of Milicz

St. Andrea Bobola

Wszewilki

Wszewilki of tomorrow

Better humanity

Party of totalizm

FAQ - questions

Replicate

Memorial

Sabotages

Menu 2

Menu 4

Source replica of this page

Text [8e]

Text [7]

Text [7/2]

Text [6/2]

Text [5/3]

X text [2e]

Text [2e]: 1, 2, 3

X text [1e]

Text [1e]: 1, 2, 3

X text [1/4]:

Monograph [1/4]:
E, 1, 2, 3, P, X

Monograph [1/5]:


(Hier auf Deutsch:)

Freie Energie

Telekinesis

Moralische Gesetze

Totalizm

Über mich

Menu 2

Menu 4

Quelreplica dieser Seite


(Ici en français:)

Énergie libre

Telekinesis

Lois morales

Totalizm

Au sujet de moi

Menu 2

Menu 4

Reproduction de source de cette page


(Aquí en espańol:)

Nueva Zelanda

Energía libre

Página de Telekinesis

About me

Menu 2

Menu 4

Reproducción de la fuente de esta página


(Qui in italiano:)

Energia libera

Telekinesis

Leggi morali

Totalizm

Circa me

Menu 2

Menu 4

Replica di fonte di questa pagina




Menu 2:

(Przesuwne)

(Oto wykaz wszystkich stron z TEGO serwera, w zestawieniu językowym - w 8 językach. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:)

Tu powinna być wyświetlona strona menu2.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 2".)



Menu 3: (Alternatywne adresy internetowe tej witryny, np.:)

energia.sl.pl

milicz.fateback.com

storm.prohosting.com/craters

timevehicle.150m.com

www.totalizm.pl

energy.atspace.org

evil.thefreehost.biz

god.ez-sites.ws

karma.freewebpages.org

parasitism.about.tc




Menu 4:

(Przesuwne)

Oto wykaz wszystkich moich stron ze wszystkich serwerów. Strony te najpierw zestawione są językami (tj. jako strony po polsku, angielsku, niemiecku, francusku, hiszpańsku, włosku, grecku, oraz rosyjsku.) Dla każdego zaś języka strony zestawione są przedmiotowo. Wybierz interesującą Cię stronę manipulując suwakami, potem kliknij na nią aby ją uruchomić:

Tu powinna być wyświetlona strona menu.htm.

(Ten sam wykaz daje się też wyświetlić z "Menu 1" poprzez kliknięcie tam na pozycję "Menu 4".)


Gdyby ktokolwiek nas zapytał jaki kraj na świecie jest najbardziej tajemniczy, prawdopodobnie mielibyśmy poważne trudnosci z dokonaniem wyboru. Wszakże wiemy o piramidach z Egiptu, o tajemniczych kamiennych monumentach z Południowej Ameryki, o Wielkim Murze Chińskim i o wszelkich owych tajemnicach jakie go otaczają, itd. Nigdy byśmy zapewne nie przypuszczali, że miniaturowe wersje tych tajemnic z wszelkich innych krajów, można także znaleźć w Nowej Zelandii. I tak Nowa Zelandia w części zwanej Coromandel posiada dwie małe piramidy, w lasach Kaimanawa posiada ruiny kamiennej świątyni w stylu Machu Picchu (jak te z Peru), w tzw. Northland posiada ona miniaturę Wielkiego Muru Chińskiego, posiada ona także własne miejsce eksplozji jakie jest nawet bardziej spektakularne niż słynna eksplozja Tunguska z 1908 roku z Centralnej Syberii, a na dodatek do tego wszystkiego posiada ona jeszcze wiele lokalnych tajemnic jakie wcale nie występują w innych krajach świata, oraz jakie w Nowej Zelandii mogą być tanio badane przez wszystkich zainteresowanych. Czyli owa popularna opinia o Nowej Zelandii, że jest to kraj w jakim niemal wszystko jest czyimś monopolem niedostępnym dla normalnej kieszeni, oraz gdzie jedynie daje się zobaczyć 1000 owiec przypadających na każdego mieszkańca, jest dosyć mylące. Problem leży jednak w tym, że w sprawie tajemnic swego kraju Nowozelandczycy są wyjątkowo nieśmiali i skromni. Nie lubują się oni w przechwałkach na temat posiadanych tajemnic. Szczególnie jeśli tajemnice te nie są uznawane ani wytłumaczalne przez dzisiejszą oficjalną naukę. Raczej wolą zabrać swojego rozmówcę na dobry kufel piwa, lub obejrzeć z nim podniecający mecz rugby, niż wymądrzać się w wyjaśnianiu miejscowych tajemnic. W ten sposób, na przekór że kraj ten dosłownie przelewa się tajemnicami, ktoś musi mieć wiele szczęścia aby cokolwiek znaleźć na ich temat w miejscowych broszurkach turystycznych czy w miejscowych oficjalnych publikacjach.


Część A: Informacje wprowadzające tej strony:

      


#A1. Czym jest niniejsza strona internetowa:

       Niniejsza strona internetowa właściwie jest wstępnym raportem który podsumowuje wyniki moich prywatnych badań nad tajemnicami Nowej Zelandii. Jest ona nastawiona na ujawnienie w jakich obszarach badania te zostały dokonane, oraz jakie wyniki one wniosły. Ponadto wskazuje ona gdzie dokładnie w moich monografiach naukowych badania nad daną tajemnicą zostały opisane bardziej szczegółowo i dostarcza darmowych egzemplarzy tych monografii dla załadowania sobie do własnego komputera. Strona ta wskazuje też dokładne dane innych źródeł informacji związanych z daną tajemnicą, takich jak artykuły w gazetach, nazwy miejsc, itp. Poprzez dostarczenie tego wszystkiego, identyfikuje ona te rodzaje tajemniczych widoków i zjawisk, które są warte oglądnięcia w Nowej Zelandii. Wszakże nie daje się niczego znaleźć na ich temat w oficjalnych przewodnikach turystycznych. Podczas czytania o opisywanych tutaj tajemnicach, warto sprawdzić ich położenie na mapach Nowej Zelandii. Mapy te można znaleźć na stronie internetowej www.linz.govt.nz. Ponieważ jestem naukowcem który strannie bada każdą z tajemnic opisywanych poniżej, razem z prezentacją każdej z nich podałem również moje własne wyjaśnienie dla mechanizmu jaki za tajemnicą tą się ukrywa. Zapraszam każdego do zweryfikowania zasadności tych moich wyjaśnień.


#A2. Istnieje też alternatywny obraz Nowej Zelandii:

       Jeśli ktoś zwiedza Nową Zelandię za pośrednictwem jakiejś oficjalnej wycieczki poprzez biuro podróży, wówczas ogląda tam standardowe widoki. Znaczy przewodnicy pokazują ten kraj pełen tajemnic i niewyjaśnionych zjawisk mniej więcej w następujący sposób: oto gejzery Rotoruy - aby móc oglądać podobne poza Nową Zelandią trzeba się wybrać aż do Islandii albo do USA, oto świecące się glizdy - wyglądają one niemal jak zakotwiczone w jednym miejscu robaczki świętojańskie z Europy lub świetliki "klip-klip" z Malezji, oto lodowce wybrzeża zachodniego - aby zobaczyć podobne trzeba się wybrać do Norwegii lub na Alskę, tutaj turyści mogą nabyć nowozelandzkich owoców - są one tu niemal równie tanie jak w sklepach, tutaj wolno poglaskac owieczki - oczywiście dopiero po wykupieniu tej atrakcji, itd., itp. (Po przykład potraktowania przez biura podróży patrz artykuł "Chinese get souvenirs, not the Kiwi sights" (tj. w tłumaczeniu znaczeniowym "Chińczykom oferowane są pamiątki, a nie faktyczne widoki Nowej Zelandii") ze strony A5 gazety The New Zealand Herald, wydanie z piątku (Friday), January 25, 2008.) Tymczasem w Nowej Zelandii można zobaczyć też rzeczy których nie daje się zobaczyć w żadnym innym kraju - tak jak niniejsza strona to wyjaśnia. Większość też z nich jest do wglądu za darmo. Trzeba jedynie wiedzieć gdzie ich poszukiwać, oraz oczywiście trzeba nieco zboczyć z ustalonych szlaków turystycznych.


#A3. Cele do osiągnięcia poprzez niniejszą stronę:

       Niniejsza strona ma na celu pokazanie alternatywnej Nowej Zelandii. Znaczy pokazanie Nowej Zelandii pełnej tajemnic, niewyjaśnionych zjawisk, naukowych zagadek których niemal nikt nie bada, szokującej historii której istnieniu oficjalnie się zaprzecza, itp. Czyli zobaczenie tej unikalnej Nowej Zelandii, jaka wcale nie jest powtórzeniem któregokolwiek z innych miejsc na Ziemi.
* * *
       Tak więc proponuję rzucić okiem na te ciekawostki i tajemnice Nowej Zelandii, które zdążyłem już przebadać i przetransformować w poniższą ich prezentację. Oto one.


Część B: Konwencjonalne ciekawostki warte poznania i zobaczenia w Nowej Zelandii:

      


#B1. Wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - znaczy starożytny instrument jaki alarmuje o zbliżającym się trzęsieniu ziemi zanim ono nas uderzy:

       W Wellington, stolicy Nowej Zelandii, działa narodowe muzeum Nowej Zelandii o nazwie Te Papa. (W chwili kolejnego aktualizowania tej strony w styczniu 2008 roku wstęp do niego był bezpłatny - podobnie zresztą jak do większości innych muzeów Nowej Zelandii.) Z ogromnej liczby eksponatów wystawionych w owym muzeum, dwa polecałbym do szczególnie uważnego oglądnięcia. Są one bowiem rodzajami unikatów. Jednym z owych eksponatów polecanych tu do dokładnego oglądnięcie jest zdalny wykrywacz nadchodzących trzęsień Ziemi. Wykrywacz ten jest błędnie nazywany "seismografem Zhang Heng'a". Dlaczego ów zdalny wykrywacz gotujących się trzęsień ziemi jest warty oglądnięcia, opisuję to w niniejszym punkcie. Kolejnym eksponatem wartym oglądnięcia jest motocykl John'a Britten. Motocykl ten pokazany jest na "Rys. #B5" poniżej, zaś opisany w punkcie #B3 tej strony.
       Jak prawdopodobnie każdy jest już tego świadomym, dzisiejsza nauka nie jest w stanie przewidzieć trzęsień ziemi zanim one nastąpią. Nasze dzisiejsze instrumenty, nazywane "sejsmografami" wskazują jedynie zaistnienie trzęsienia, jeśli trzęsienie to już potrząśnie samym instrumentem. Dlatego ujawniają one trzesienia ziemi dopiero po fakcie - czyli kiedy już dokona ono zniszczeń. Tymczasem proszę sobie wyobrazić, że tak dawno temu jak w roku 132 AD (czyli niemal 2000 lat temu), chiński genialny astronom i matematyk o nazwisku Zhang Heng zbudował urządzenie obecnie błędnie nazywane sejsmografem Zhang Henga. (Tj. opisy tego urządzenia wskazywane są przez wyszukiwarki jeśli nazwa "Zhang Heng seismograph" użyta jest jako słowa kluczowe.) Było ono w stanie ostrzec o zbliżającym się trzęsieniu ziemi na długi czas zanim owo trzęsienie uderzyło. Instrument tego geniusza jest aż tak zaawansowany, że - jak wyjaśnię to w dalszej części tego opisu, nawet dzisiaj wyprzedza ono stan naszej obecnej nauki ortodoksyjnej o co najmniej dalsze 100 lat. Aby było jeszcze bardziej interesujące, połowy wielkości replika tego cudownego urządzenia znajduje się w Nowej Zelandii. Może ona być ogladana w muzeum nazywanym Te Papa, a znajdującym się w Wellington. Ja osobiście wierzę, że oryginalne urządzenie jakie owa replika imituje, było jednym z "technicznych cudów świata". Gdyby w Wellington znajdowało się oryginalne i pracujące takie urządzenie, nie zaś jego wzrokowo-podobna replika, Nowa Zelandia mogłaby dumnie stwierdzić, że jest ono najbardziej zaawansowanym urządzeniem technicznym na nowozelandzkiej ziemi, oraz jednym z kilku nielicznych cudów technicznych naszej planety.
       Urządzenie Zhang Henga faktycznie było skonstruowane w formie ozdobnej fontanny - patrz fotografia z "Rys. #B1" obok. Kiedy też żadne trzęsienie ziemi nie nadchodziło, urządzenie to działało również jako ozdobna fontanna. Główny zbiornik na wodę owej fontanny miał kształt parabolicznej komory antenowej wykonanej z blachy miedzianej. Kształt ten w przekroju pionowym przypominał kształt dzisiejszych parabolicznych anten satelitarnych. Miał on tą cechę, że skupiał on dokładnie w swoim centrum większość promieniowania jakie docierało do owej komory antenowej z dowolnego miejsca na Ziemi gdzie właśnie gotowało się jakieś trzęsienie ziemi. Do obwodu bocznych ścianek tej komory antenowej przymocowanych było osiem pysków smoczych, z których wypływała woda. W każdym z tych pysków znajdowała się ciężka metalowa "perła". Pod każdym zaś z tych pysków smoczych ustawiona była mosiężna żaba, która faktycznie była głośnym dzwonem ulanym w kształcie żaby. Strumienie wody wylewające się z pysków smoczych zakreślały w powietrzu łuk, wpadając w otwarte pyski owych żab. Kiedy jednak nadchodziło trzęsienie ziemi, wówczas owa ciężka metalowa perła trzymana w pysku smoka od strony z której nadchodziło to trzęsienie, wypadała wraz z wodą i uderzała w mosiężną żabę poniżej. Jej uderzenie powodowało, że żaba (która faktycznie była głośnym dzwonem) wydawała bardzo głośny dźwięk dzwoniący. Dźwięk ten był właśnie alarmem ostrzegającym o nadchodzącym trzęsieniu ziemi.
       Zasada działania opisywanego tutaj urządzenia bazuje na indukowaniu falami telepatycznymi zdecydowanych różnic w tarciu wody wypływającej z pysków owych smoków. W normalnym bowiem przypadku, kiedy żadne silne trzęsienie ziemi nie gotuje się w pobliżu tego urządzenia, woda jaka wypływa z pysków owych smoków formuje tzw. "wypływ laminarny". Wypływ ten jest doskonale znany z małego tarcia. Woda ta swoim tarciem nie jest więc w stanie wyrzucić ciężkich metalowych pereł leżących w owych pyskach w równowadze chwiejnej. Kiedy jednak gdzieś w pobliżu zaczyna się gotować trzęsienie ziemi, tarcie warstw skalnych indukuje potężne fale telepatyczne które docierają do komory antenowej owej fontanny. Paraboliczny kształt owej komory ogniskuje owo promieniowanie na wlocie do jednej z rur doprowadzających wodę do pyska smoka leżącego po stronie z której dane trzęsienie ma nadejść. Energia tego promieniowania telepatycznego zamienia teraz wypływ wody z owego pyska z poprzedniego "wypływu laminarnego" na tzw. "wypływ burzliwy". Wypływ zaś burzliwy ma już na tyle duże tarcie, że wyrzuca on perłę z pyska tego smoka. Z kolei upadająca perła podnosi alarm dźwiękowy informujący wszystkich że trzęsienie ziemi właśnie nadchodzi. Ludzie mają więc czas aby uciec z budynków zagrożonych zawaleniem przez to trzęsienie ziemi.
       Niefortunnie dla nas wszystkich, oryginalne urządzenie Zhang Heng'a zostało zniszczone. (Nie powinno to dziwić, zważywszy co wyjaśniłem o diabolicznych UFOnautach na stronie o UFOnautach.) Do naszych czasów przetrwały jedynie laickie opisy ludzi którzy widzieli je w działaniu, jakie wyjaśniają nam jak ono wyglądało. Jednak kluczowe szczegóły działania tego urządzenia pozostają nieznane. Szczegóły te, niestety, muszą być wynalezione i wypracowane całkowicie od początku (na szczęście ja jestem bardzo dobry w takim powtórnym wynajdowaniu). Dlatego też począwszy od słynnego 19-wiecznego wynalazcy angielskiego, Dra John'a Milne, który zbudował swój własny sejsmograf używany, między innymi, w Nowej Zelandii, najróżniejsi naukowcy ortodoksyjni spekulowali jak ów "Zhang Heng seismograph" może działać. Ponieważ patrzyli oni na owo urządzenie z perspektywy ich własnej wiedzy, wyjaśniali jego działanie na taki sam sposób jak działanie dzisiejszych sejsmografów. Mianowicie, zgodnie z nimi, urządzenie to wykorzystuje siły inercji do wzniecania alarmu. Jedna z takich wydedukowanych konstrukcji tego urządzenia, pokazana została na rysunku dostępnym pod adresem internetowym international.tamu.edu. W ich więc zrozumieniu, to cudowne urządzenie działa niemal tak samo jak obecne sejsmografy. Na podstawie tamtych spekulacji wykonali oni też dzisiejsze repliki owego urządzenia. Jednak moje własne badania nad ową repliką z Wellington, a także analizowanie tego co wiem na temat urządzenia Zhang Heng'a, wskazują jednoznacznie że założenia które dzisiejsi naukowcy przyjmują są całkowicie błędne. Wszakże starają się oni opisać owo cudowne urządzenie jako prymitywną wersję dzisiejszych sejsmografów działających na zasadzie sił inercji. Tymczasem w rzeczywistości urządzenie to wykorzystuje doskonałą wśród starożytnych Chinczyków wiedzę na temat "chi", lub - jak my dzisiaj je nazywamy - "fal telepatycznych". Owo błędne wyjaśnienie inercyjne naukowców ortodoksyjnych nie ujawnia pełnych możliwości tego cudownego urządzenia, a na dodatek wprowadza wiele konfuzji. Ponadto z powodu swojej błędności, uniemożliwia ono zbudowanie protypu który by zadziałał. (Wszystkie kopie tego cudownego urządzenia które zbudowane zostały przez dzisiejszych naukowców odmówiły działania! Powodem było że dla nich wszystkich naukowcy ci zakładali zupełnie błędną zasadę działania opartą na siłach inercji zamiast "chi".)
       Ja sam interesuję się tym urządzeniem od 1993 roku, czyli od czasów kiedy podczas swojej profesury w Malezji usłyszałem o nim po raz pierwszy od zaprzyjaźnionych Chińczyków. Niestety, nie zdołałem wówczas ustalić gdzie jego oryginał się znajduje, nie stać zaś mnie było aby polecieć do Chin i tam go poszukiwać (dopiero niedawno dowiedziałem się że jego oryginał został zniszczony). Jednak skoro Dr Pająk nie mógł przybyć do sejsmografu, sejsmograf przybył do Dra Pająka. W 2003 roku całkiem niespodziewanie dla siebie znalazłem to urządzenie w muzeum "Te Papa" odległym jedynie o kilka kilometrów od mojego ówczesnego mieszkania. Natychmiast też poddałem je analizom funkcjonalnym. W wyniku swoich badań rozpracowałem odmienne wyjaśnienie dla zasady działania dla "Zhang Heng Seismograph". Wyjaśnienie to już opisałem parę paragrafów wyżej, oraz streściłem je także w podpisie pod ilustracją "Rys. #B1". Jest ono całkowicie odmienne od tych zaproponowanych przez innych naukowców. Bierze ono bowiem pod uwagę działanie fal telepatycznych, na którym oryginalne urządzenie Zhang Heng'a bazowało. Jak bowiem się okazuje, starożytni Chińczycy wiedzieli znacznie więcej od nas o falach telepatycznych. Referowali oni do nich wówczas jako do energii "chi". Ponadto cała ich wiedza na temat tzw. "feng schui" to faktycznie wiedza o następstwach oddziaływania na losy ludzi określonych rodzajów fal telepatycznych. Stąd moje wyjaśnienie dla działania tego urządzenia ujawnia, że do wykrywania trzęsień ziemi zaprzegnięte w nim zostały włąśnie fale telepatyczne (chi). To zaś umożliwiało aby trzęsienia te wykryć na długi czas zanim zdołają one do nas dotrzeć i dokonać zniszczeń.
       Zgodnie z moimi oszacowaniami, opisany tu telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi wyprzedza stan dzisiejszej nauki ortodoksyjnej o co najmniej 100 lat. Jest tak ponieważ nauka ortodoksyjna potrzebuje co najmniej 50 następnych lat aby się nauczyć czym właściwie są fale telepatyczne, potem potrzebuje następnych 30 lat aby się nauczyć, że nadchodzące trzęsienia ziemi zawsze wysyłają ostrzeżenie uprzedzające - które przyjmuje właśnie postać wiązki potężnych fal telepatycznych (odbieranych w wyprzedzeniem m.in. przez zwierzęta), a potem jeszcze co najmniej 20 lat aby zbudować pracujące urządzenie telepatyczne jakie wykorzystywałoby tą wiedzę dla ostrzegania ludzi o nadchodzącym trzęsieniu ziemi. Stąd jeśli już ktoś będzie w Nowej Zelandii, wówczas sugerowałbym wstąpić do muzeum nazywanego Te Papa aby zobaczyć na własne oczy ten starożytny cud techniki, jaki na Ziemi zapewne zostanie zbudowany nie wcześniej niż za jakieś 100 lat. (Technicznie mógłby on być zbudowany już obecnie. Niefortunnie, dzisiejszy wrogi dla nowych idei klimat naukowy czyni to niemożliwym.)
       Przy okazji omawiania tego cudownego urządzenia w podrozdziale N6.2 z tomu 11 monografii [1/4], przytaczam tam także kilka istotnych powodów, dlaczego urządzenie to NIE miało prawa działać na zasadzie inercji - czyli działać tak jak je obecnie wyjaśniają ortodoksyjni naukowcy, a faktycznie musiało działać na zasadzie fal telepatycznych (tj. "chi"). Oto najważniejsze z owych powodów:
      1. Kształt. Wyprodukowanie w starożytności komory rezonansowej o kształcie parabolicznego lustra wklęsłego, o zarysie identycznym do dzisiejszych satelitarnych anten telewizyjnych było bardzo kosztowne i trudne. Zhang Heng nie ukształtowalby więc swego urządzenia w aż tak trudny sposób, gdyby użyta zasada działanie tego nie wymagała. Tymczasem tylko urządzenie działające na "chi" wymaga ściśle parabolicznego kształtu. Urządzenia zaś działające na zasadzie sił inercji (tak jak nasze dzisiejsze sejsmografy) mogą mieć obudowę o dowolnie prostym kształcie, np. zwykłej skrzynki.
      2. Fontanna. Jeśli owo urządzenie działa na zasadzie sił inercji, wówczas wcale nie musiało być budowane jako fontanna. Wszakże woda jedynie psułaby jego inercyjne działanie. Jednak woda jest absolutnie konieczna dla wykorzystania fal telepatycznych (tj. "chi").
      3. Położenie głów smoczych w połowie wysokości fontanny. Gdyby ten instrument działał na zasadzie sił inercji, wówczas wyloty dla strumieni wody wcale nie powinny być wbudowane w połowie wysokości komory antenowej. Wszakże gdyby wyloty dla wody były tuż przy dnie komory antenowej wówczas uzyskiwane byłoby wyższe ciśnienie wylotu, a stąd fontanna taka działałaby znacznie lepiej. Za to wyloty wody w połowie wysokości komory antenowej są absolutnie konieczne dla wykorzystania fal telepatycznych. Wszakże właśnie w połowie wysokości znajduje się punkt ogniskowy w jakim fale te są skupiane.
       4. Chi. Starożytni Chinczycy znali doskonale własnosci "chi" (tj. fal telepatycznych). Jednak niemal nie posiadali żadnej wiedzy na temat mechnanicznych drgań gruntu i na temat sił inercji.
      5. Symetria. Urządzenia pracujące na zasadzie drgań inercyjnych działaję symetrycznie - jako że wibracje są zawsze symetryczne. Doskonale widzimy to na dzisiejszych sejsmografach, w których rysowana linia zawsze wychyla się o niemal tą samą wartość w obu kierunkach z punktu równowagi. Stąd gdyby urządzenie Zhang Heng'a pracowało na zasadzie inercji, wówczas dwie (a nie jedna) "perły" musiałyby zawsze wypadać z pysków smoków po przeciwstawnych stronach urządzenia. Z kolei fale telepatyczne (tj. "chi") powodowałoby że tylko jedna "perła" wypadała z pyska tylko jednego smoka. Starożytne opisy efektów działania tego urządzenia wyjaśniają, że zawsze wypadała z niego tylko jedna "perła".
      6. Alarm dźwiękowy. Omawiane urządzenie służyło podnoszeniu alarmu dźwiękowego - to właśnie dlatego używało ono żab jakie wydawały głosny dźwięk bicia w dzwon. Gdyby jednak było to urządzenie inercyjne, wówczas podnosiłoby ono hałas tylko kiedy trzesienie ziemi już nim wstrząsnęło. Jednak alarm w takim przypadku wcale nie byłby już potrzebny, bowiem towarzyszyłby on doskonale dla każdego widocznym oznakom trzęsienia ziemi, takim jak np. zawalanie się budynków, przesuwanie się i upadanie mebli, kołysanie się podłogi, itp. Jedyne więc uzasadnienie dla użycia alarmu dźwiękowego jest, jeśli był on podnoszony na jakis czas przed nadejściem właściwego trzęsienia ziemi, czyli jeśli urządzenie to działało na zasadzie fal telepatycznych (tj. "chi").
* * *

       Zauważ że można zobaczyć powiększenie każdej fotografii z niniejszej strony internetowej. W tym celu wystarczy zwyczajnie kliknąć na tą fotografię. Ponadto większość tzw. browser'ów które obecnie są w użyciu, włączając w to populany "Internet Explorer", pozwala na załadowanie każdej ilustracji do swojego własnego komputera, gdzie można jej się do woli przyglądać, gdzie daje się ją zredukować lub powiększyć, a także gdzie ją można wydrukować za pomocą posiadanego przez siebie software graficznego.

Rys. #B1.

Rys. #B1: Powyższe zdjęcie pokazuje telepatyczny wykrywacz nadchodzących trzęsień ziemi - tj. instument zdolny do odbierania fal telepatycznych wysyłanych przez gotujące się trzęsienie ziemi i do podniesienia alarmu zanim trzęsienie to uderzy. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) (Odnotuj, że znacznie bardziej dokładny opis tego niezwykłego urządzenia zawarty jest na odrębnych stronach internetowych seismograph_pl.htm, oraz telekinesis_pl.htm.)
       Zajmnie to nie mniej niż jakieś 100 dalszych lat zanim dzisiejsza nauka ortodoksyjna nauczy się jak budować takie urządzenia. Szokująco jednak urządzenie takie zostało już zbudowane w starożytnosci przez chińskiego geniusza o nazwisku Zhang Heng. Wykorzystuje ono starożytną wiedzę chińską o tzw. chi (czyli o "falach telepatycznych") dla wzniecania wczesnych alarmów ostrzegających przed nadciągającym trzęsieniem ziemi. Owe "chi" czyli "fale telepatyczne" które ono wykorzystuje w swoim działaniu, można sobie wyobrażać jako rodzaj dźwięku lub światła, który: (1) propagowany jest w odmiennym świecie, (2) rozchodzi się z nieskończenie dużą szybkością, (3) każdy obiekt jest dla niego przeźroczysty, stąd przenika on przez obiekty nawet tak ogromne jak ziemia czy słońce, oraz (4) częściowo odbija się on od praktycznie każdej powierzchni. Nowa Zelandia otrzymała replikę tego cudownego urządzenia od zarządu miasta Beijing (Pekin) w Chinach. Owa replika jest jedną z pierwszych jakie udostępnione zostały poza granicami Chin. Obecnie może ona zostać oglądnięta w muzeum zwanym Te Papa z Wellington - stolicy Nowej Zelandii.
       Powyższe zdjęcie ilustruje również zasadę działania urządzenia Zhang Henga. Jak to wyraźnie widać z tego zdjęcia, urządzenie Zhang Heng'a przyjmuje postać metalowej fontanny, w której woda wylewa się z pysków ośmiu smoków wprost do otwartych ust ośmiu spiżowych żab (ropuszek) czekających poniżej. Smoki są przymocowane do komory antenowej w kształcie zbliżonym do dzisiejszych anten satelitarnych oraz wypełnionej wodą. Osiem wlotów do rur które doprowadzają wyciekającą wodę, umieszczonych jest w pobliżu centrum tej komory. Z tych punktów wlotu, woda doprowadzana jest do ośmiu dysz wylotowych tej fontanny, jakie ukształtowane są ozdobnie na podobieństwo pysków smoczych, oraz rozmieszczone w równych odstępach naokoło obwodu komory rezonansowej. Pionowe umiejscowienie i konfiguracja owych wlotów, rur, oraz pysków smoczych jest tak dobrane, że woda jaka przez nie przepływa wykazuje to co nauka hydromechaniki nazywa przepływem laminarnym. Aby być w stanie dokładnie dostroić konfigurację pysków smoczych oraz intensywność przepływu laminarnego wody, specjalny pionowy drążek sterowniczy umieszczony jest w centrum komory rezonansowej. Ów drążek połączony jest ze szczękami poszczególnych smoków za pośrednictwem układów dźwigni. Mechanizm owego drążka i dźwigni służy doregulowaniu siły przepływającej wody do poziomu wymaganego dla wyrzucenia danej "perły" z pyska trzymającego ją smoka. Dlatego mechanizm ten służy także do regulowaniu mocy trzęsienia ziemi jaka jest wymagana aby podnieść alarm. Pechowo jednak, dzisiejsi ortodoksyjni naukowcy interpretują ów drążek jako inercyjny mechanizm wyzwalający, podobny do tego używanego w dzisiejszych sejsmografach.
       Aby wszcząć alarm poprzedzający trzęsienie ziemi, w pysku każdego smoka umieszczona jest ciężka metalowa "perła". Wielkość, ciężar, oraz kształt tej perły jest tak dobrany, że w normalnym przypadku laminarny przepływ wody nie wyrzuca jej z pyska danego smoka. Jednak tzw. "przepływ burzliwy" powoduje wypadnięcie tej perły z pyska smoka i jej wpadnięcie do otwartego pyska żaby siedzącej poniżej owego smoka. Miedziana komora antenowa posiada tak zaprojektowaną krzywiznę swoich parabolicznych ścianek bocznych, że ścianki te formują dla fal telepatycznych rodzaj "lustra parabolicznego". (Starożytni Chińczycy doskonale byli obznajomieni z falami telepatycznymi, jakie oni nazywali "chi".) Owo lustro paraboliczne odbija fale telepatyczne i koncentruje je na wlotach do rur które dostarczają wodę do pysków poszczególnych smoków z przeciwstawnej strony komory. W normalnych jednak okolicznościach, owe fale telepatyczne mają zbyt małą energię, a ponadto zbyt mała amplitudę oraz niewłaściwą częstotliwość, aby zakłócić przepływ laminarny wody przez usta któregokolwiek ze smoków. Jeśli jednak nadciąga trzęsienie ziemi, wówczas trzęsienie to wzbudza potężne spiętrzenie fal telepatycznych ("chi"). Fale te mają energię oraz częstotliwość do jakiej komora antenowa została dostrojona. Amplituda i energia owych fal skoncentrowana na wlocie do rury która doprowadza wodę do pyska określonego smoka jest wystarczająco silna do zakłócenia "przepływu laminarnego" wody, oraz do przemienienia tego przepływu w tzw. przepływ burzliwy. Jak nauka hydromechaniki nas uczy, przepływ burzliwy formuje znacznie wyższe siły oporu i tarcia niż przepływ laminarny. Stąd ów przepływ burzliwy jest w stanie wyrzucić perłę z pyska danego smoka. Perła wpada do pyska żaby siedzącej poniżej. Z kolei owa żaba jest faktycznie rodzajem głośnego spiżowego dzwonu. Stąd, jeśli ciężka metalowa "perła" wpada do niego, dzwon ten wydaje bardzo głośny sygnał alarmu na zbliżające się trzęsienie ziemi. Stąd każdy wie, że potężne trzęsienie ziemi nadchodzi, każdy przygotowuje się więc na jego nadejście. Ponieważ krzywizna komory antenowej odbija fale telepatyczne jak wklęsle lustro z powrotem w kierunku z którego one nadeszły, pojedyncza perła która wypada z pyska smoczego wskazuje także dokładny kierunek z jakiego owo trzęsienie ziemi wkrótce nadejdzie. Stąd urządzenie pokazane powyżej nie tylko że informuje iż potężne trzęsienie ziemi właśnie nadchodzi, ale także informuje z jakiego kierunku ono wkrótce przybędzie (stąd także czy np. jest ono w stanie wzbudzić fale tsunami, obsuwiska ziemi, itp.).
       Jeszcze bardziej precyzyjne opisy konstrukcji i działania powyższego urządzenia znajdują się w podrozdziale N6.1. z tomu 11 monografii [1/4]. Z kolei informacje na temat fal telepatycznych jakie dobrze jest poznać dla lepszego zrozumienia działania tego urządzenia zawarte są w podrozdziale H7.1 z tomu 4 monografii [1/4]. (Monografia [1/4] dostępna jest nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej.)
* * *
       Opisany powyżej telepatyczny sejsmograf wnosi możliwość uratowania od niechybnej śmierci niezliczone liczby ludzi którzy żyją na obszarach jakie w przyszłości dotknięte zostaną gwałtownymi trzęsieniami ziemi. Ponadto posiada on ogromny potencjał komersyjny. Jeśli więc jego cena zdoła zejść do poziomu dzisiejszych domowych wykrywaczy dymu, niemal każda rodzina będzie chciała go posiadać w swoim mieszkaniu. Wszakże z wyprzedzeniem wystarczającym dla skutecznej ucieczki, ostrzegał on ją będzie przed ewentualnie nadchodzącym trzęsieniem ziemi. Dlatego obecnie, kiedy jego prawdziwa zasada działania jest już poznana, czas abyśmy zakasali rękawy, przetłumaczyli tą zasadę działania na dzisiejszy poziom technologii, oraz podjęli seryjną produkcję tysięcy takich urządzeń.
       "Seismograf Zhang Henga" jest opisany w całym szeregu źródeł. Niezależnie od powyższego opisu omawia go również podrozdział N6.1 z tomu 11 monografii [1/4], jak również odrębna strona internetowa poświęcona wyłącznie temu sejsmografowi. Ponadto, wyniki badań nad budową i zasadą działania tego cudownego urzadzenia prezentowane były w moim referacie na konferencję naukową ICST-2005. Referat ten można sobie przeczytać pod adresem konferencji ICST-2005.


#B2. Techniczne cuda świata:

       Ja osobiście wierzę, że na Ziemi ciągle znajduje się cały szereg technicznych cudów świata. Opisany powyżej "Zhang Heng seismograph" jest tylko jednym z nich. Przez cuda owe rozumiem już zbudowane i sprawdzone w działaniu urządzenia techniczne, jakich zasada działania znacząco przekracza stan wiedzy, nauki i techniki na Ziemi w czasach kiedy zostały one zbudowane. Teoretycznie więc rzecz biorąc, ludzie powinni być w stanie zbudować te urządzenia dopiero w odległej przyszłości w stosunku do czasów kiedy faktycznie się one pojawiły. Ich przedwczesne pojawienie się na Ziemi jest więc dla nas rodzajem znaku, na jaki powinniśmy zacząć zwracać uwagę. Oto najważniejsze z owych "technicznych cudów świata" o jakich istnieniu do chwili obecnej zdołałem się już dowiedzieć:
       #1. Thesta-Distatica. Jest to telekinetyczny generator darmowej energii. Działający prototyp tego generatora znajduje się w posiadaniu szwajcarskiej Komuny "Methernitha" (po jego szersze opisy patrz podrozdział K2.3 z tomu 10 monografii [1/4]). Wytwarza ona darmową energię elektryczną dosłownie z niczego, poprzez pozyskiwanie, za pośrednictwem zjawiska technicznej telekinezy (będącej odwrotnością dla zjawiska tarcia), energii cieplnej zawartej w otoczeniu oraz zamienianie tej energii w elektryczność.
       #2. Radio kryształkowe. Jak to wyjaśniłem dokładnie w punktach #5 i #6.3 odrębnej strony internetowej o ogniwach telekinetycznych, ponad pół wieku temu na Ziemi produkowane już były prymitywne prototypy telekinetycznych generatorów darmowej energii. Prototypy te nazywano "radiami kryształkowymi". Działały one doskonale produkując darmową elektryczność - tyle że w niewielkich ilościach. Faktycznie to były one jedynymi urządzeniami dotychczas produkowanymi masowo na Ziemi, które nie wymagały żadnej baterii ani innego zasilania w energię, a na przekór tego poprawnie wykonywały swoją pracę. Czyniły to właśnie ponieważ zawierały wbudowaną w siebie prymitywną wersję ogniwa telekinetycznego opisywanego na odrębnej stronie o ogniwach telekinetycznych.
       Eksperci elektroniki wyjaśniają ów brak potrzeby dla zewnętrznego zasilania w energię w owych "radiach kryształkowych", poprzez twierdzenie że jakoby owe radia pobierały z anteny potrzebną im moc. Jednak, ja nigdzie nie mogę znaleźć opisów jakichkolwiek badań eksperymentalnych które by raportowały o kimś kto faktycznie pomierzył pobór mocy z anten owych radioodbiorników, oraz wykazał że ów pobór rzeczywiście pokrywa konsumpcję energii jaka w nich ma miejsce. Problem bowiem, na jaki staram się tutaj zwrócić uwagę, polega na tym, że skoro faktycznie nikt nigdy nie dokonał eksperymentalnej weryfikacji iż radia kryształkowe rzeczywiście pokrywają z anteny swoje zapotrzebowanie na energię, w praktyce mogą one równie dobrze działać właśnie ponieważ ich obwody wyzwalały zjawisko odwrotności tarcia które jest podstawą działania ogniw telekinetycznych. Tyle tylko, że eksperci elektroniki po prostu nie zdają sobie sprawy z tego ogromnie istotnego faktu. Jest również dosyć znaczące, że poza owymi "radiami kryształkowymi" nigdy nie udało się zbudować jakichkolwiek innych urządzeń elektronicznych które by pokrywały swoje zużycie energii z anteny.
       Obecnie wystarczy jedynie aby owe stare prototypy radioodbiorników kryształkowych odpowiednio udoskonalić, a otrzyma się ogniwa telekinetyczne pełnej wydajności i mocy. Do dzieła więc, bo bez nich nasza cywilizacja pomału obumiera. W punkcie #6 owej strony o ogniwach telekinetycznych zaproponowane zostało dokładnie, krok po kroku, jak w najprostrzy oraz w najszybszy sposób tak przetransformować "radio kryształkowe" aby wypracować z jego obwodów konstrukcję i działanie ogniwa telekinetycznego generującego zatrzęsienie darmowej energii.
       #3. Mechanizm z Antikythera. Był to analogowy komputer astronomiczny który umożliwiał wyznaczanie położeń ciał niebieskich, daty zaciemnień, itp. Analizy wskazują że przykładowo był on w stanie uwzględniać niejednorodności w ruchu orbitalnym Księżyca z precyzją większą niż wiele dzisiejszych programów komputerowych. Komputer ten zbudowany był pomiędzy latami 100 a 150 BC, prawdopodobnie przez greckiego astronoma o nazwisku Hipparchos z wyspy Rhodes. Miał on wymiary 33x16x10 cm. Odkryto 30 kół zębatych z brązu z jakich się składał - aczkolwiek uważa się w rzeczywistości posiadał ich co najmniej o 7 więcej (część z nich zaginęła). W roku 1900 odkryto go we wreku starożytnego statku rzymskiego koło wyspy Antikythera (w połowie drogi pomiędzy Peloponnese a Crete). Na początku listopada 2006 roku ukazał się na jego temat artykuł w "Nature", który następnie był streszczony w dwóch nowozelandzkich gazetach, mianowicie w artykule "Ancient Greek computer yields its secrets" ze strony B3 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z soboty (Saturday), December 2, 2006, a także artykule "Ancient computer found on seabed" ze strony B4 nowozelandzkiej gazety The New Zealand Herald, wydanie datowane w piątek (Friday), December 1, 2006.
       #4. Wieczna lampka. Nieprzerwanie wytwarza ona światło bez zużywania jakiejkowiek energii. Opisałem ją w podrozdziale H6.1.3 monografii [1/4].
       #5. Arka Przymierza (ta z Biblii). Opisałem ją dokładniej w podrozdziale S5 z tomu 14 monografii [1/4]. Dostępne dane dokumentują że było to najważniejsze urządzenie napędowe m.in. powodujące lewitowanie dzisiejszych wehikułów UFO - to dlatego ową Arkę nosili kiedyś tzw. "lewici". W dzisiejszych czasach urządzenie to nazywane jest komorą oscylacyjną.
       #6. Grzałka z Pakistanu. Miała ona kształt metalowej amfory pustej w środku. Nieprzerwanie zagotowywała ona wodę bez pobierania jakiejkolwiek energii. Została zniszczona gdzieś w latach 1950-tych przez naukowca angielskiego który ją rozciął aby zbadać co znajduje się w jej środku (okazała się być pusta). Zasada działania takich grzałek wynika ze zjawisk opisanych w podrozdziale H6.1.3 z tomu 4 monografii [1/5]. Według moich oszacowań, zasada ta była niemal identyczna do zasady działania grzałki telekinetycznej opisanej na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. Tyle że jej powierzchnie omywane gorącą i zimną wodą dodatkowo były sprzężone zwrotnie poprzez oscylator z jej rezonującymi elektrodami. Dlatego gorąca i zimna woda która omywała te powierzchnie wyzwalała działanie tzw. Efektu Seebeck'a, generując na tych powierzchniach ładunek elektryczny potrzebny do zadziałania owej amfory.
       Na dodatek do powyższego, analizowałem i osobiście gwarantuje jako technicznie poprawne dwa następne przekazy telepatyczne, które zalecają nam zbudowanie dalszych takich cudownych urządzeń. Przekazy te są opisane w podrozdzialach N2 i N5.1.1 monografii [1/4], a także w odrębnych traktatach [7/2] i [7B]. Ponadto dokonywałem także badań dalszych dwóch starożytnych odpowiedników takich cudownych urządzeń, przykładowo tzw. "kamienia filozoficznego", oraz "orba" (czyli "jabłka monarszego"). Wyniki tych badań opublikowałem w rozdziale S monografii [1/4].
       Więcej informacji na temat powyższych i innych niezwykłości zawarte zostało na stronach o telepatii oraz o Seismografie Zhang Henga.


#B3. Tajemnicze przekleństwo wynalazców które prześladuje wszystkich twórczych ludzi, oraz jego ofiary w Nowej Zelandii:

       Prawdopodobnie niemal każdy słyszał o "przekleństwie faraonów". Zdaje się ono dopadać rzeczowych badaczy którzy starają się odkryć i potwierdzić tajemnicę kosmicznego pochodzenia ludzkości poprzez badania piramid i starożytnego Egiptu. Niektórzy zapewne są świadomi, że istnieje również "przekleństwo Jagiellonów" które prześladuje archeologów w Polsce. Ma ono tendencję do zabijania każdego kto stara się rzeczowo badać średniowieczny okres w historii Polski, tj. okres czasu kiedy czarownice i "diabły" ciągle operowały w sposób jawny, a także okres kiedy z mocarstwa europejskiego Polska została zepchnięta do roli nic nie znaczącego kraiku jaki później został poddany rozbiorom przez swoich sąsiadów. Jednak niemal nikt nie jest świadomym, że na naszej planecie działa również takie coś jak "przekleństwo wynalazców". Owo przekleństwo powoduje, że każdy wynalazca, który stara się dołożyć coś ogromnie ważnego do dorobku naszej cywilizacji, zostaje ukarany na setki skrytych sposobów, a często w końcu nawet zamordowany. Jako przykład rozważ los Rudolfa Diesel (1858 - 1913), który opracował słynny silnik Diesel'a. Był on prześladowany przez owo "przekleństwo wynalazców" przez okres całego swojego życia, aż w końcu zniknął za burtą (tj. najprawdopodobniej został przez kogoś wyrzucony za burtę) podczas żeglugi przez Kanał Angielski. Jeśli ktoś czyta życiorysy znanych wynalazców, okazuje się wówczas, że żaden z nich nie został ochroniony przed następstwami owego przekleństwa. Praktycznie też żaden wynalazca nie odnosi korzyści ze swojego wynalazku, bez względu na to jak wartościowy wynalazek ten by nie był. Także wielu z nich umiera w samotności, opuszczeni przez wszystkich, w ubóstwie i brudzie, czasami zaś ich ciała muszą leżec wiele dni zanim zostają przez kogoś odkryte. Jeśli istnieją jakieś odstępstwa od owej zasady, te zwykle zawdzięczane są rodzinom wynalazców, które to rodziny roztaczają nad nimi opiekę, a także zawdzięczane są innym źródłom dochodów niż te pochodzące z samych wynalazków. Stąd na przekór że praktycznie wszystko co nasza cywilizacja kiedykolwiek osiągnęła zawdzięczane jest twórczości wynalazców, kiedy przychodzi do spłacenia ich wysiłków, wynalazcy są oszukiwani i karani za dodawanie swojej kontrybucji do rozwoju ludzkości. Oczywiście Nowa Zelandia - podobnie jak cała reszta świata, posiada własny udział wynalazców, którzy byli, lub ciągle są, prześladowani przez owo "przekleństwo wynalazców". Ja postaram się wyszczególnić tutaj niektórych z nich:
      (a) Richard Pearse z Pleasant Point. Był on jednym z trzech ludzi którzy wynaleźli i zbudowali samolot zupełnie niezależnie od siebie. Stało się tak ponieważ owo "przekleństwo wynalazców" zmusiło aby samolot był wynajdowany co najmniej 3 razy, zanim świat zdołał się dowiedzieć, że może on wogóle być zbudowany. Pierwszym wynalazcą samolotu był geniusz techniczny polskiego pochodzenia pracujący w carskiej Rosji, o nazwisku Aleksander F. Możajski. Jego losy opisane są dokładnie na stronie Aleksander Możajski dostępnej przez "Menu 1". Samolot Możajskiego był oblatany z sukcesem latem 1882 roku (znaczy 21 lat przed samolotem Braci Wright). Na nieszczęście, jego technicznie wyrafinowany samolot został efektywnie zgnieciony przez "biurokratów" Rosji carskiej. Ilustracja "Rys. #B4", zreprodukowana ze starej rosyjskiej encyklopedii, dokumentuje oficjalny pokaz lotu samolotu Możajskiego dla rządu carskiej Rosji. Drugi wynalazca który zdołał zbudować i oblatać samolot był Nowozelandczyk o nazwisku Richard Pearse (1877-1953). Jego samolot dokonał pierwszego lotu w dniu 31 marca 1902 roku. Niestety, z powodu działania owego "przekleństwa wynalazców", świat nigdy nie dowiedział się o budowie i sukcesach tych dwóch pierwszych pionierow awiacji. Dopiero trzeci lot zakończony sukcesem, jaki odbył się w dniu 17 grudnia 1903 roku, tym razem na samolocie Braci Wright z USA, zdołał w końcu przebić się przez hermetyczną blokadę jaką ta szatańska siła bez przerwy nakłada na ludzkie strategiczne wynalazki. (Zauważ, że opisy tragicznego losu Richard'a Pearse zawarte są w tomie 1 mojej monografii [1/4]. Z kolei wszyscy troje wynalazcy samolotu opisani są w podrozdziale O1 z tomu 12 monografii [1/4].) W chwili obecnej pomnik wystawiony Richardowi Pearse oraz jego samolotowi może być oglądnięty niedaleko od małego miasteczka zwanego Pleasant Point, na Wyspie Południowej Nowej Zelandii (koło Timaru). Polecałbym oglądnięcie tego pomnika, jako że otwiera on nasze oczy na gorzki fakt, że "coś nie jest tak" z tymi wynalazkami i z losami wynalazców, a czego ludzie ciągle nie są świadomi.
      (b) Bruce Simpson z Tokoroa. Wynalazł on i faktycznie zbudował efektywny, lekki, oraz prosty system napędowy, który nazwał "cruise missile" czyli "pocisk cruise" (ja wierzę że użył tej właśnie nazwy głównie z powodów propagandowych). Pechowo dla niego, "przekleństwo wynalazców" spowodowało jego szybkie bankructwo. Stąd nie jest on w stanie odnosić korzyści ze swojego wynalazku. Oczywiście, owa krzykliwa nazwa jaką nadał swojemu systemowi napędowemu nie pomogła mu ani w produkcji ani w sprzedaży jego atrakcyjnego napędu. Nie dopomogło mu też, że na przekór nazwania swojego wynalazku "cruise missile", faktycznie to zbudował on prosty i lekki system napędowy generalnego użytku, jaki mógł być używany np. w lekkich samolotach, jako pędniki bezpieczeństwa w szybowcach, a także do napędu łodzi w wodzie pełnej trawy lub błota. Tajemniczy los jego wynalazku oraz wymowny sposób na jaki sztucznie spowodowano jego bankructwo, były prezentowane w programie telewizyjnym "Sunday", nadawanym na kanale 1 TVNZ, w niedzielę (Sunday), 25 kwietnia (April) 2004, godziny 7:30 do 8:30 wieczorem.
      (c) Bruce DePalma z Waiatarua (West Auckland). Wynalazł on efektywny generator nazywany "N-Machine", jaki wykorzystuje odwrotność tarcia (telekinezę) do generowania darmowej elektryczności. Skrótowy opis jego generatora zawiera podrozdział K2.2 z monografii [1/4]. Najbardziej kłoptliwy problem jego generatora, jaki prześladował DePalmę przez wiele lat i jaki uniemożliwiał przemysłowe wykorzystanie jego wynalazku, jest że generuje on bardzo wysokie natężenie, jednak niskie napięcie prądu. Niemniej po latach badań, Bruce DePalma podobno znalazł rozwiązanie do swojego problemu napięcia. Pechowo jednak, zanim zdołał urzeczywistnić to rozwiązanie w swoim generatorze, niespodziewanie zmarł w nowozelandzkim szpitalu w czwartek dnia 2 października 1997 roku, w wyniku masywnego krwawienia wewnętrznego. Z nim prawdopodobnie umarło również jego rozwiązanie dla problemu napięciowego. Filmy upowszechniane w ostatnich czasach ilustrują, że właśnie takie masywne krwawienie wewnętrzne jakie zabiło DePalmę, niezależnie od najróżniejszych naturalnych przyczyn może również zostać zaindukowane technicznie przez użycie broni która emituje potężną wiązkę dźwięków ultrasonicznych. Niemniej jest publicznym sekretem, że pokojowo nastawiona Nowa Zelandia nie posiada broni ultrasonicznej. Możemy jednak sobie wyobrazić, że UFOnauci posiadają taką broń i byliby w stanie sekretnie ją użyć w Nowej Zelandii - jeśli zechcą kogoś tam zamordować. Możemy sobie także łatwo wydedukować, że jeśli UFOnauci eksploatują ludzkość i starają się powstrzymywać istotne techniczne wynalazki na Ziemi, wówczas mieliby oni pilny motyw aby zamordować Bruce De Palma w sposób sekretny natychmiast po tym jak znalazł on rozwiązanie dla swojego problemu napięciowego. Wszakże DePalma miał zarówno determinację jak i środki aby skierować swój wynalazek do masowej produkcji natychmiast po tym jak stałby się on gotowy do użycia. Więcej na temat śmierci tego wynalazcy zawarte jest w podrozdziale A4 z [1/4].
      (d) John Britten z Christchurch. Był on prawdziwym geniuszem technicznym. Najbardziej znany jest z budowy swoich słynnych super-motocykli (patrz zdjęcie po lewej). Motocyklom tym na wyścigach nikt nie mógł dorównać. Ja miałem honor poznać go osobiście. Negocjowaliśmy bowiem wspólne podjęcie budowy komory oscylacyjnej i magnokraftu - niestety realizacja tych planów najpierw została odłożona z powodu mojego opuszczenia Nowej Zelandii w poszukiwaniu chleba, potem zaś ucięta śmiercią Johna. John zmarł nagle na raka w wieku około 45 lat w szczytowym okresie swojej twórczej działalności wynalazczej. Można i powinno się zadawać pytanie, czy jego śmierć była przypadkiem, czy też premedytowanym wynikiem działania "przekleństwa wynalazców"?
      (e) Peter Daysh Davey z Christchurch. Wynalazł on rewolucyjną grzałkę telekinetyczną. Zgodnie z opowiadaniami grzałka ta miała wytwarzać wielokrotnie więcej ciepła niż zużywała elektryczności - patrz "Rys. #B6" poniżej. Pracowała więc niemal jak najnowocześniejsze tzw. "pompy cieplne". Nasza cywilizacja desperacko zaś potrzebuje tego typu urządzeń. Jednak wynalazca ten tak był prześladowany przez agentów opisywanego tutaj "przekleństwa wynalazców", że jego grzałka do dzisiaj nie otrzymała oficjalnych pozwoleń wymaganych aby wdrożyć ją do seryjnej produkcji fabrycznej - i to na przekór że minęło już rekordowe ponad 60 lat od chwili jej wynalezienia. Więcej informacji na temat owej niezwykłej grzałki oraz na temat szokujących losów jej wynalazcy, zawarte zostało na odrębnej stronie internetowej boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. Natomiast nieco więcej na temat samego Peter'a Daysh Davey zawarte jest w punkcie #B3.1 poniżej.
       Oczywiście, ja uważam siebie samego również za ofiarę tego "przekleństwa wynalazców". Ja sam wynalazłem wszakże tak wiele urządzeń i bez przerwy staram się zbudować przynajmniej jedno z nich. Jednak bez przerwy coś niespodziewanego mi się przydarza, co niszczy owoce moich wysiłków. Ja osobiście wyjaśniam te kłopoty za pomocą teorii niewidzialnej okupacji Ziemi przez szatańskie istoty pasożytnicze, jakie są ogromnie zaawansowane technicznie aż do punktu iż mogą czynić siebie całkowicie niewidzialnymi dla ludzkich oczu. Jednocześnie jednak osiągnęły one samo dno moralnego upadku, stąd żyją wyłącznie z rabunku innych cywilizacji. Istoty te rozciągają swoją niewidzialną kontrolę nad wszystkim co się dzieje na Ziemi. Ich szatańskie machinacje obejmują, między innymi, prześladowanie wszelkich ludzkich wynalazków i karanie wszystkich ludzkich wynalazców którzy dopomagają ludzkości podnieść naszą technikę do poziomu przy którym będziemy w stanie odnotować ich pasożytnicze działania na Ziemi. Bardziej dokładnie opisałem owe szatańskie istoty na stronach internetowych evil_pl.htm, ufo_pl.htm, oraz bandits_pl.htm. Jednak nawet jeśli ktoś nie podziela moich poglądów, ciągle poprzez zwykłe ogarnięcie ogromnej liczby wynalazków jakie w niezwykły sposób są wytłumiane, prześladowane, lub niszczone, ten ktoś musi przyznać, że "coś dziwnego jest grane" oraz że ktoś lub coś w sposób zamierzony wytłumia istotne wynalazki na Ziemi.
* * *
       Odnotuj że owo "przekleństwo wynalazców" jest omawiane z nawet większą liczbą szczegółów na odrębnej stronie internetowej na temat telekinetycznych ogniw. Dlatego jeśli kogoś interesuje ów temat wówczas być może powinien zaglądnąć na tamtą stronę.
Rys. #B2. Maszyna elektrostatyczna Winshursta
Rys. #B2. (Rysunek 11 z monografii [6/2].) Jeden z moich własnych wytłumionych wynalazków. Fotografia ta pokazuje mnie (Dra Jana Pająka) trzymającego w rękach nową maszynę elektrostatyczną Wimshurst'a, którą zakupiłem z zamiarem użycia jej jako inicjującego podzespołu do budowy efektywnego urządzenia darmowej energii nazywanego "telekinetyczna influenzmaschine". (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) W 1989 roku skompletowalem relatywnie szerokie badania tzw. "urządzeń darmowej energii". Urządzenia te wykorzystują odwrotność tarcia do generowania darmowej elektryczności. W taki sam sposób jak tarcie spontanicznie zamienia ruch na ciepło, również urządzenia darmowej energii spontanicznie zamieniają energię cieplną zawartą w swoim otoczeniu na ruch elektronów w przewodniku. Stąd ochładzają one swoje otoczenie, podczas gdy równocześnie generują one elektryczność dosłownie za darmo - znaczy bez potrzeby zasilania ich w jakiekolwiek paliwo lub w jakąkolwiek inną formę energii. Ja sam wynalazłem moje własne urządzenie darmowej energii, które w tomie 10 monografii [1/4] opisane jest pod nazwą "bateria telekinetyczna". Zasada użyta w działaniu owej baterii telekinetycznej wyjaśniona została na moich stronach internetowych o "darmowej energii" dostępnych poprzez "Menu 2" i "Menu 4" z tej strony. Ponadto rozpracowałem wówczas również zasadę działania całej odmiennej klasy urządzeń darmowej energii, jakie noszą ogólną nazwę "telekinetycznych influenzmaschine" (dla przykładu, słynna "Thesta-Distatica" ze Szwajcarii, która w chwili obecnej jest najbardziej doskonała ze wszystkich urządzeń darmowej energii zbudowanych na naszej planecie, należy właśnie do klasy telekinetycznych influenzmaschine). Potem zdecydowałem się zbudować owe urządzenia. Niestety, zaraz po tym jak ukończyłem wykonywanie ich szczegółowych konstrukcji i zakupiłem podzespoły, przez ogromnie dziwny "zbieg okoliczności" moi przełożeni z Uniwersytetu Otago w Dunedin, Nowa Zelandia, zdecydowali się wyrzucić mnie z pracy. Tamta strata pracy wykładowcy uniwersyteckiego uczyniła zupełnie niemożliwym skompletowanie któregokolwiek z urządzeń darmowej energii jakie wynalazłem. Wszakże, w tak przykrej sytuacji, znalezienie następnej pracy oraz przeżycie stało się moim najważniejszym zadaniem. Ironicznie, ci sami administratorzy nauki którzy ubliżali moim badaniom i aktywnie powstrzymywali mnie przed zbudowaniem moich urządzeń darmowej energii, już wkrótce mogą doświadczyć borykania się z zaciemnieniami prądu i z brakami energii, jako ze Nowa Zelandia właśnie zbliża się do kryzysu energetycznego.
       Powyższa fotografia pokazuje mnie kiedy trzymam w ręku fabrycznie nową maszynę elektrostatyczną Wimshursta, która jest głównym podzespołem dla konstruowania telekinetycznych influenzmaschine. Tuż zaś za moimi plecami, na wysokosci moich łopatek, zgrupowanie budynków kampusu Uniwersytetu Otago w Dunedin jest widoczne. Kiedyś miałem nadzieję że zbuduję tam telekinetyczną influenzmaschine - niestety zostałem usunięty z pracy zanim zdołałem osiągnąć ten cel. Proszę odnotować, że zasady działania i konstrukcja baterii telekinetycznych mojego wynalazku, a także telekinetycznych influenzmaschine (znaczy jeszcze jednej klasy urządzeń darmowej energii do której to klasy należy słynna Thesta Distatica ze Szwajcarii), jest omówione szczegółowo na mojej odmiennej stronie internetowej jaka, między innymi, może być oglądana pod nazwą darmowa energia z "Menu 2" i "Menu 3".
       Nieco dalej na widnokręgu, powyższa fotografia pokazuje charakterystyczny stożkowy kształt miejscowego "Saddle Hill". Zgodnie z legendami Maoryskimi, we wnętrzu owego wzgórza mieści się duża jaskinia którą zajmuje "legowisko Taniwha'ry" - tak jak ono zostało opisane w pobliżu końca niniejszej strony internetowej. Ja osobiście znam uprowadzonego do UFO, który twierdzi że został uprowadzony do wehikułu UFO jaki zawisał we wnętrzu ogromnej jaskini podobno mającej istnieć w środku owego wzgórza.

Rys. #B3. Pomnik dla Richarda Pearse

Rys. #B3. Wynalazek i wynalazca zniszczeni przez własnych rodaków. Powyższa fotografia pokazuje pomnik wystawiony Richard'owi Pearse oraz jego samolotowi. Pomnik ten wzniesiony został niedaleko małego miasteczka "Pleasant Point" z Wyspy Południowej Nowej Zelandii. Oznacza on miejsce w którym samolot Pearse'a z sukcesem został wypróbowany w locie. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Na przekór ze Richard Pearse zbudował i oblatał swój samolot na około rok przed Braćmi Wright, owo "przekleństwo wynalazców" uniemożliwiło mu aby reszta świata dowiedziała się o jego wynalazku. Z kolei napięcie psychiczne i najróżniejsze prześladowania jakich doświadczył on wówczas od swoich rodaków, którzy nazywali go "pomylonym Pearse" (tj. "Mad Pearse"), spowodowały że Pearse zmarł w domu wariatów.
* * *


Rys. #B4. Samolot Aleksandra F. Mozajskiego (oblatany w 1882 roku)

Rys. #B4. Pierwszy samolot na świecie zbudowany został i oblatany w carskiej Rosji latem 1882 roku (tj. na 21 lat przed Braćmi Wright). Pokazany on jest na powyższej ilustracji zreprodukowanej ze starej rosyjskiej encyklopedii. Na nieszczęście, "przekleństwo wynalazców" spowodowało, że świat nigdy nie dowiedział się o tym samolocie, podczas gdy jego plany i prototyp gromadziły kurz w przepastnych archiwach carskiej Rosji. Więcej danych o samolocie Możajskiego można znaleźć albo na stronie Aleksander Możajski z "Menu 1", albo też na zupełnie odrębnej stronie poświęconej Możajskiemu, jaka to strona nosi nazwę mozajski.htm. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Ludzie zwykle nie są świadomi, że zanim cały łańcuch korzystnych okoliczności dopomógł aby świat dowiedział się o samolocie Braci Wright, samoloty były wynajdowane, budowane i oblatywane przez trzech odmiennych wynalazców, którzy nawzajem nie wiedzieli o swoim istnieniu. Owi wynalazcy to: Polak Aleksander F. Możajski (z carskiej Rosji), Richard Pearse (z Nowej Zelandii), oraz Bracia Wright (z USA).

Rys. #B5. Motocykl słynnego geniusza technicznego Johna Britten

Rys. #B5. Od około 2004 roku, w najważniejszym muzeum Nowej Zelandii zwanym "Te Papa", na 3-cim piętrze wystawiony był ten super-motocykl skonstruowany przez nowozelandzkiego geniusza technicznego o nazwisku John Britten. (Motocykl ten ciągle był tam wystawiany w styczniu 2008 roku, kiedy to dokonywałem kolejnej aktualizacji niniejszej strony.) Niestety, ów niezwykle dobrze zapowiadający się wynalazca i konstruktor, niespodziewanie zmarł na raka w 1995 roku, w środku najbardziej twórczego okresu swego życia, w wieku około 45 lat. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Powinniśmy zadać sobie tutaj pytanie, czy jego śmierć to czysty przypadek, czy też działanie owego "przekleństwa wynalazców"? Jest mi bowiem wiadomo, że UFOnauci posiadają urządzenie do indukowania złośliwego raka u tych osób na Ziemi, których chcą cichcem zgładzić. Urządzenie to demonstrowali bowiem w działaniu uprowadzonemu jakiego osobiście badałem - po szczegóły patrz podrozdział N5.2 w monografii [1/4]. Jest mi też wiadomo, że raka takiego UFOnauci zaindukowali u kilku moich bliskich współpracowników - wykaz zamordowanych w ten sposób ludzi jakich znałem zawarty jest w podrozdziale A4 z monografii [1/4]. Wśród znajomych Johna Britten krążą też rumory, że na krótko przed ujawnieniem się jego raka, John wynalazł efektywny mechanizm bicia skrzydeł w budowanej przez siebie wersji "mięśniolotu". Z kolei jest powszechną tajemnicą, że UFOnauci zdecydowanie starają się zablokować na Ziemi rozwój wszelkich urządzeń latających, w tym mięśniolotów. Czyżby więc UFOnauci uznali wynalazcę i budowniczego powyższego super-motocykla za aż tak groźnego dla swoich okupacyjnych interesów na Ziemi, że go sekretnie zgładzili?
* * *
       Warto tutaj odnotować, że przykłady wynalazków i wynalazców dotkniętych omawianym "przekleństwem wynalazców" jakie wyszczególniłem na tej stronie, wcale nie wyczerpują ogromnego oceanu podobnych przypadków. Dalsze takie przypadki omawiam na stronie internetowej o "darmowej energii" oraz w podrozdziale A4 mojej monografii [1/4]. Przypadki jakie przedstawiłem tutaj są głównie nastawione na zilustrowanie: (a) kategorii wynalazków jakie są zgniatane i prześladowane najbardziej zaciekle, (b) rodzaju przeszkód jakie są wznoszone na drodze owych wynalazków i wynalazców, oraz (c) sposobów na jakie wynalazcy są karani przez ową "mroczną moc" której szatańska działalność kryje się za "przekleństwem wynalazców".
       Jest łatwym do ustalenia, że najbardziej surowo karani przez owo "przekleństwo wynalazców" są ludzie którzy wynaleźli maszyny latające, jakiekolwiek rodzaje silników, lub jakiekolwiek rodzaje urządzeń generujących energię. To zaś wyraźnie demaskuje, że owa "mroczna moc" jaka kryje się za tym przekleństwem, stara się zapobiec osiągnięciu przez ludzkość zdolności do podróży międzygwiezdnych.


#B3.1. Wynalazca którego warto poznać - czyli "rekordzista świata" którego paląco potrzebny wynalazek jest już blokowany przez ponad 60 lat (tj. przez ponad 2/3 długości jego życia):

       Jeśli czytelnik znajdzie się w nowozelandzkim mieście Christchurch, wówczas powinien skontaktować się z ponad 92-letnim wynalazcą z owego miasta, o nazwisku Peter Daysh Davey. (Aby zobaczyć zdjęcie tego wynalazcy wykonane w 1990 roku - kliknij na niniejszy zielony napis i patrz na starszego Pana z brodą (ten drugi to ja - tj. Dr Jan Pajak), aby zobaczyć zdjęcie tej wersji jego grzałki którą sfotografowałem około 1990 roku - kliknij na niniejszy zielony napis (też tam widoczna moneta ma 32 mm średnicy), natomiast aby oglądnąć rysunek konstrukcyjny tejże grzałki - kliknij na niniejszy zielony napis.) Wynalazca ten jest bowiem swoistym "rekordzistą świata" i według mojego rozeznania powinien znaleźć się w "Guiness Book of Records". Mianowicie jeszcze podczas drugiej wojny światowej (tj. w 1944 roku) wynalazł on ogromnie potrzebną naszej cywilizacji grzałkę telekinetyczną. Grzałka ta działa na opisywanej na odrębnej stronie internetowej zasadzie telekinetycznych urządzeń darmowej energii. Niezwykłe losy tego wynalazcy i jego grzałki, prześladowanych opisanym poprzednio "przekleństwem wynalazcy", zaprezentowane zostały na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. Unikalną cechą omawianej grzałki jest, że podobno posiada ona zdolność do generowania aż kilkakrotnie większej ilości ciepła niż wynosi jej zużycie elektryczności - gdyby więc badania to potwierdziły grzałka ta mogłaby wówczas dostarczać technicznej podstawy do budowy termicznych "perpetum motion". Grzałkę tą jej wynalazca opatentował oraz zbudował jej działające prototypy. Niestety, przez następnych ponad 60 lat ktoś systematycznie uniemożliwiali mu wprowadzenie owej grzałki do seryjnej produkcji. W środę dnia 30 stycznia 2008 roku kanał 1 telewizji nowozelandzkiej pokazywał krótki reportaż (około 3 minuty) o owym wynalazcy oraz o jego działającej grzałce. Reportaż ten nadany został w wiadomościach wieczornych niemal dokładnie o godzinie 23:00. (Zapewne dysk DVD z nagraniem owego reportażu daje się zakupić od kanału 1 telewizji nowozelandzkiej.) Jednocześnie lokalna gazeta nowozelandzka z miasta Christchurch, o nazwie The Press, w swoim wydaniu ze środy (Wednesday), January 30, 2008, opublikowała na stronie A13 artykuł pod tytułem "Sax notes lead to off-beat boiler" (tj. "Nuty saksofonowe wiodą do nietypowej grzałki"). Artykuł ten informuje o istnieniu owej grzałki i jej wynalazcy. Na początku lutego 2008 roku treść tego artykułu była dostępna w Internecie pod adresem http://www.stuff.co.nz/4379593a6530.html. Pod owym adresem można wówczas też było kliknąć na link "Watch audio slideshow of Peter Davey" który otwierał krótki pokaz jaki demonstrował ową grzałkę w działaniu. W dniu 30 stycznia 2008 roku wynalazca tej niezwykłej grzałki obchodził właśnie swoje 92 urodziny. Jednocześnie jego walka o pozwolenie na podjęcie produkcji fabrycznej owej grzałki trwała już od rekordowych ponad 60 lat. W owym krótkim reportażu z wiadomości telewizyjnych, wynalazca ten ciągle wyrażał nadzieję że uda mu się pokonać przeszkody i wdrożyć swoją grzałkę do seryjnej produkcji. Jednocześnie jednak do tego samego reportażu włączona też została krytyczna wypowiedź jakiegoś "eksperta-opiniodawcy" który na mnie sprawił wrażenie wysoce zawiedzionego że NIE jest w stanie stwierdzić iż owa grzałka nie ma prawa działać. W reportażu zademonstrowano bowiem że grzałka ta jednak działa i to natychmiast po jej włożeniu do zimnej wody, zagotowując tą wodę w czasie rzędu sekund.

Rys. #B6

Rys. #B6: Mr Peter Daysh Davey demonstruje rewolucyjną "grzałkę soniczną". Grzałka ta w dosyć tajemniczych okolicznościach została mu "zwrócona" na krótko przed wykonaniem powyższego zdjęcia. Niezwykła historia rewolucyjnego wynalazku grzałki Pana Davey, wraz z historią tajemniczego zwrócenia powyższej grzałki, opisana została na odrębnej stronie internetowej boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Powyższe zdjęcie wykonałem w kilka dni po 92-gich urodzinach Pana Davey w dniu 30 stycznia 2008 roku. Wszystkie też fakty wskazują na to, że tak sędziwy jego wiek jest wynikiem picia natelekinetyzowanej wody wytwarzanej właśnie przez omawianą tutaj grzałkę. Wszakże Koncept Dipolarnej Grawitacji informuje, że woda odpowiednio natelekinetyzowana przez jakieś urządzenie telekinetyczne w rodzaju omawianej tutaj grzałki, nabiera cech mitologicznej wody życia dającej zdrowie i długie życie wszelkim organizmom żywym. (Więcej na temat "wody życia" wytwarzanej przez omawiana tutaj grzałkę wyjaśnione zostało w punkcie #E6 strony boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.)
       Moim osobistym zdaniem grzałka wynalazku Peter'a Daysh Davey jest aż tak unikalna i aż tak nowatorska, że gdyby to zależało odemnie, ja umieściłbym jej egzemplarz na honorowym miejscu w specjalnej sekcji zadedykowanej dla nowozelandzkich wynalazców i naukowców z Narodowego Muzeum Nowej Zelandii zwanego Te Papa. Mianowicie umieściłbym ją tam obok takich eksponatów, jak pierwszy samolot nowozelandzkiego wynalazcy o nazwisku Richard Pearse (pokazany na zdjęciu z "Rys. #B3" powyżej), czy pierwszy model atomu opracowany przez nowozelandzkiego naukowca o nazwisku Ernst Rutherford. Wszakże wszystkie owe trzy wkłady cywilizacyjne, tj. grzałka Dave'a, samolot Pearse'a, oraz model atomu Rutherford'a, przechodziły przez podobne koleje losu, zaś ich twórcy w czasach kiedy tworzyli swój rewolucyjny dorobek doświadczali bardzo podobnego potraktowania od innych Nowozelandczyków.
       Grzałka ta tym bardziej zasługuje na jej umieszczenie w muzeum, ponieważ tajemnicze okoliczności jej "zwrócenia" sugerują, że tak naprawdę to jest ona rodzajem "konia trojańskiego" podrzuconego naszej cywilizacji przez UFOnautów aby nadal blokować i opóźniać fabryczne wdrożenie przez ludzi zaawansowanej technologii którą grzałka ta reprezentuje. Innymi słowy, jedną z atrakcji pokazanego tu modelu tej grzałki zapewne jest że został on zbudowany przez kosmitów a nie przez ludzi - po więcej szczegółów patrz w/w strona boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy.


Część C: Niezwykłości Nowej Zelandii wynikające z nietypowej historii i kolei losów tego lądu:

      


#C1. Brak rodzimych zwierząt lądowych:

       Niemal każde państwo na świecie posiada najróżniejsze miejscowe zwierzęta lądowe, takie jak ssaki, węże, itp. Jednak nie Nowa Zelandia. Miejscowe stworzenia Nowej Zelandii głównie obejmują ptaki oraz kilka innych gatunkow jakie mogły dostać się do Nowej Zelandii za pośrednictwem podmuchów wiatru, lub będąc uczepione do powierzchni najróżniejszych obiektów jakie tam przypłynęły niesione prądami oceanów. Oryginalnie Nowa Zelandia nie miała więc ani węży, ani ssaków, ani nawet ryb całkowicie słodkowodnych. Oczywiście, to ma wiele dobrych stron, bowiem w Nowej Zelandii jak narazie nikt nie musi się bać np. węży. Stąd scena taka jak ta pokazana na zdjęciu z "Rys. #C1" narazie nie może się tam zdarzyć. (Aczkolwiek najróżniejsi niszczycielscy przemytnicy usilnie się starają aby przemycić kilka jadowitych węży do Nowej Zelandii.) Nowa Zelandia ukrywa jednak również i naukową tajemnicę oraz rodzaj "paradoksu fauny" wynikających z owego braku rodzimych zwierząt lądowych. Mianowicie, dlaczego Nowa Zelandia nie posiada owych miejscowych zwierząt lądowych, na przekór że jest pełna ich skamienielin?

Rys. #C1.

Rys. #C1: Ogromny wąż dusiciel pyton uchwycony na zdjęciu wkrótce po tym jak zadusił on człowieka - "tapper'a" i przystępował do jego połknięcia. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) (Nazwa "tapper" przyporządkowana jest w Malezji do osób które spuszczają żywicę z drzew kauczukowych - pochodzi ona od angielskiego słowa "tap" czyli "spuszczać".) Powyższa fotografia ilustrowała artykuł "Python kills tapper" (tj. "Pyton zadusił tapper'a") jaki ukazał się na stronie 7 w Malezyjskiej gazecie The Sun, wydanie datowane 6 września (September) 1996 roku. W czasie kiedy owo zaduszenie człowieka przez ogromnego węża miało miejsce w Malezji, ja właśnie przebywałem w tamtym kraju. Przez więc spory czas owo zdjęcie odbierało mi smak na wybieranie się na wycieczki do tropikalnej dżungli, co przed tym nieszczęśliwym zdarzeniem było jednym z bardziej moich ulubionych zajęć ruchowych. Wcale nie odstraszało mnie wówczas, że tropikalna dżungla w Malezji jest pełna niebezpiecznych zwierząt. Oprócz węży dusicieli, takich jak ten pokazany powyżej, żyją tam wszakże dzikie tygrysy i dzikie słonie, ogromne mordercze krokodyle, silne i agresywne małpy (orangutany), szerszenie i skorpiony których jedno ukąszenie zabija, a także całe zatrzęsienie najróżniejszych jadowitych węży, ze wszystkimi odmianami słynnej kobry na czele. Praktycznie też w tropikalnej dżungli wszystko gryzie, drapie, rozcina, albo rani - niebezpiecznie jest tam więc dotykać czegokolwiek. Odnotuj że powyższe zdjęcie pokazuję także na stronie predators_pl.htm.


#C2. Niedawne całkowite zatopienie Nowej Zelandii:

       Wyjaśnienie dla owego "paradoksu fauny" oraz tajemnicy naukowej Nowej Zelandii, czyli dla braku w niej rodzimych zwierząt lądowych na przekór istnienia tam skamienielin tych zwierząt, dostarczyły moje "hobbystyczne" badania. Mianowicie, zgodnie z moimi badaniami, paradoks ten wynika z faktu że Nowa Zelandia najpierw okolo 23 000 lat temu została całkowicie zatopiona w oceanie, potem zaś około 13 500 lat temu wyłoniła się ponownie z dna oceanu. Wszystkie więc miejscowe zwierzęta lądowe zostały w niej potopione. Tak właśnie twierdzą też legendy miejscowych Maorysów. Na to wskazuje znaczna ilość materiału dowodowego obecnego w Nowej Zelandii (np. wyjątkowo "ubita gleba", cieniutka warstewka czarnej gleby, zaokraglone kanty każdej dużej skały, itp.) To także jest sugerowane przez alternatywną historię Nowej Zelandii, jaką ja opracowałem w wyniku swoich badań i jaką opisałem w podrozdziale V3 monografii [1/4]. Jednak, oczywiście, wcale nie pokrywa się ona z tym co ortodoksyjni naukowcy Nowej Zelandii uparcie twierdzą - jako przykład ich upartych zaprzeczeń, patrz artykuł zatytułowany "NZ was never underwater say scientists" (tj. "NZ nigdy nie była pod wodą twierdzą naukowcy) opublikowany na stronie A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), dnia 15 stycznia (January 15), 2008 roku. (W owym artykule jakiś naukowiec argumentuje, że niemożliwość zanurzenia NZ pod ocean jest potwierdzana przez obecność jaszczura "tuatara" w Nowej Zelandii, a także przez molekularne datowanie pyłku z "kauri" które wykazuje że nowozelandzkie i australijskie kauri wyodrębniły się od siebie już jakieś 40 do 90 milionów lat temu. Jednak owi naukowcy nie uwaględniają w swoich badaniach owych "fluktuacji czasu" opisywanych w punktach #F1 i #F2 strony internetowej o eksplozji Tapanui, które to fluktuacje mogły przenieść na trwałe do naszych czasów niektóre gatunki fauny i flory z czasów poprzedzających zatopienie NZ w oceanie.) Z tego powodu prawdopodobnie czytelnik powinien poznać ową alternatywną historię Nowej Zelandii i porównać ją z materiałem dowodowym obecnym w Nowej Zelandii, takim jak przykładowo: (1) bardzo cienka warstewka czarnej gleby, (2) pozaokrąglane krawędzie miejscowych gór, wysoce (3) sprężona i ubita gleba, itd., itp. Prawdopodobnie pewnego dnia stanie się możliwym udowodnienie, że ortodoksyjna historia Nowej Zelandii jest jedynie życzeniem ortodoksyjnych naukowców, podczas gdy naprawdę prawdziwa jest owa alternatywna historia. To przywróciłoby znaczenie legendom Maorysów, którzy starają się nam przekazać ową alternatywną historię przez całe lata, tyle że miejscowi naukowcy nie bardzo są gotowi udzielić jej należnej uwagi.


Część D: Efekty działania nadprzyrodzonego w Nowej Zelandii:

      


#D1. Kamień który swoją nadprzyrodzoną wędrówką dowodzi błędności dzisiejszej fizyki:

Motto: "Prawdziwe życie swoje, a naukowcy swoje."

       Jeśli wierzyć samozadufanym twierdzeniom niektórych dzisiejszych fizyków, we wszechświecie jakoby nie ma "nadprzyrodzonego". Według nich wszystko co nas dotyka, to wyłącznie działanie już poznanych praw fizyki. Jeśli jednak rozglądnąć się uważnie dookoła, wówczas szokuje jak wiele nadprzyrodzonego bez przerwy ludziom się ujawnia, tyle że fizycy z uporem przedszkolaków udają że problem rzeczowego badania nadprzyrodzoności wcale nie istnieje. W punkcie #F1 odrębnej strony internetowej biblia.htm - o Biblii autoryzowanej przez samego Boga wyszczególniłem długą listę doskonale znanych fizykom zjawisk, które bezpośrednio dowodzą istnienia nadprzyrodzoności. Znaczy dowodzą one np. istnienia Boga, innego świata, nieśmiertelnej duszy ludzkiej, itp. Na niektórych z owych zjawisk oparte nawet zostały już istniejące formalne dowody naukowe na istnienie Boga, duszy, innego świata, na stworzenie pierwszej pary ludzi przez Boga, itp. (Dla zapoznania się z owymi naukowymi dowodami na faktyczne istnienie nadprzyrodzoności proponuję zajrzeć np. do stron internetowych god_pl.htm - o naukowym i świeckim wyjaśnieniu istoty Boga, dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, nirvana_pl.htm - o ignorowanym przez dzisiejszą naukę zjawisku nirwany, oraz evolution_pl.htm - o ewolucji w świetle "teorii wszystkiego" zwanej Konceptem Dipolarnej Grawitacji.) Do wszystkich tamtych dowodów na istnienie nadprzyrodzoności, w niniejszym opisie dodam jeszcze jeden materiał dowodowy. Mianowicie wskażę tu przykłady kamieni odkrywanych na Ziemi, które to kamienie wykazują nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnych wędrówek. Ponieważ zgodnie ze stwierdzeniami dzisiejszej fizyki, kamienie same nie mają prawa inteligentnie zmieniać swojego położenia, rosnąca ilość materiału dowodowego na temat tych nadprzyrodzonych kamieni posiada jednoznaczną wymowę. Mianowicie istnienie takich inteligentnie przemieszczających się kamieni jest jeszcze jednym dowodem na błędność stwierdzeń i fundamentów naukowych dzisiejszej fizyki. Dowód ten dodaje się do całej gamy innych podobnych dowodów na kompletną błędność dotychczasowej fizyki ziemskiej, które już od dawna wskazywane nam są przez tzw. teorię wszystkiego zwaną Konceptem Dipolarnej Grawitacji.
       Pierwszy kamień o którym się dowiedziałem że posiada on nadprzyrodzoną zdolność do odbywania inteligentnej wędrówki badałem osobiście już około 1990 roku. Był to spory kamień istniejący koło miejscowości Atiamuri na Wyspie Północnej Nowej Zelandii. Pokazuje go zdjęcie z "Rys. #D1" poniżej. Jest on otoczony licznymi legendami. Jest także przedmiotem kultu dla miejscowych Maorysów. Maorysi ci modlą się do owego kamienia, oraz składają mu liczne ofiary. W ten sposób Maorysi przekazują temu kamieniowi unikalną formę inteligentnej energii przez Chińczyków zwanej "chi", zaś przez Koncept Dipolarnej Grawitacji nazywanej "energią moralną" albo "zwow". Dzięki zapasowi owej inteligentnej energii zgromadzonemu w sobie, kamień z Atiamuri jest w stanie odwzajemniać modły Maorysów poprzez dokonywanie licznych uzdrowień oraz poprzez przynoszenie szczęścia tym co o nie proszą. Ja swego czasu badałem fizykalnie kamień z Atiamuri, oraz stwierdziłem że wykazuje on dosyć niezwykłe cechy. Dla przykładu zdaje on się wydzielać jakiś rodzaj promieniowania. Kiedy bowiem umieściłem na nim film do fotografii Roentgenowskich, ów film pokazał potem dziwne naświetlone wzory. Kamień ten jest także namagnesowany (jego namagnesowanie daje się wykryć za pomocą zwykłego kompasu).
       Najbardziej jednak nadprzyrodzoną cechą kamienia z Atiamuri jest, że zgodnie z miejscowym folklorem kamień ten ma odbywać "wędrówki". Miejscowi ludzie twierdzą, że w przeszłości był on odsuwany od krawędzi szosy, ponieważ w swojej normalnej lokacji wprowadza on dosyć poważne niebezpieczeństwo dla przejeżdżających samochodów. Co jakiś bowiem czas rozbija się na nim samochód zaś pasażerowie czasami nawet tracą życie. Jednak po przesunięciu, kamień ten sam powracał na swoje poprzednie miejsce. Podobno z powodu jego wędrówek, w oficjalnej dokumentacji tamtej szosy widnieje on w zupełnie innym miejscu niż faktycznie znajduje się on w rzeczywistości. Powodem ma być brak odważnego managera który by się podpisał pod oficjalnie naniesionymi poprawkami w dokumentacji tamtej drogi stwierdzającymi że kamień ten sam powrócił na swoje ulubione miejsce. Ludzie twierdzą także, że kamień ten okresowo zmienia kształt owej dziury w swoim boku (w dziurę tą składane są ofiary Maorysów). Owa dziura podobno jednym razem jest całkowicie okrągła, innym zaś razem wydłużona jak muszla małży.
       Wyjaśnienia dla mechanizmu pozwalającego kamieniom na wędrowanie dostarcza "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji. Zgodnie z nią, we wszechświecie istnieje inteligentny rodzaj energii, przez Chińczyków nazywanej "chi", zaś przez ów Koncept Dipolarnej Grawitacji zwanej "zwow" albo "energia moralna". Owa inteligentna energia ma to do siebie, że wypełnia one inteligentne nakazy myślowe. To właśnie ową energię osoby uprawiające "kung fu" są w stanie skierować np. na pręt stalowy który uderzają swoją głową i nakazać jej aby ta rozbiła ów pręt w drobny proszek. To także owa inteligentna energia powoduje że tzw. feng shui faktycznie działa w praktyce. (O działaniu "feng shui" można sobie poczytać m.in. w punkcie #19 strony wroclaw.htm - o mieście Wrocław, oraz w punkcie #B1 strony wszewilki_jutra.htm - o marzeniach lepszej przyszłości dla wsi Wszewilki.) Ponieważ zgodnie z owym Konceptem Dipolarnej Grawitacji wszelkie obiekty kultu otrzymują od modlących się do nich ludzi porcje owej inteligentnej energii, takie obiekty są też w stanie nakazać posiadanej przez siebie energii wykonanie jakichś specyficznych działań fizycznych. To właśnie dlatego wszelkie obiekty czyjegoś kultu, takie jak ów kamień z Atiamuri, czy też jak owe słynne drzewa i kamienie które w Malezji nazywane są Datuk, są zdolne do nadprzyrodzonego powodowania inteligentnych manifestacji fizykalnych. Przykład takiego nadprzyrodzonego drzewa "datuk" zilustrowany został i opisany na stronie internetowej ufo_pl.htm - o pochodzeniu UFOnautów (kliknij na niniejszy zielony napis aby je zobaczyć). Owe malazyjskie drzewa i kamienie "Datuk" uzdrawiają i pomagają lokalnym ludziom, dokonują cudów, drzew "datuk" nie daje się wyciąć, itp. Posiadanie podobnych nadprzyrodzonych mocy wykazują też słupy totemowe z Borneo, o których to słupach piszę w podrozdziałach I6.7 oraz I5.1 z tomu 5 monografii [1/5]. Owe słupy totemowe z Borneo nie dadzą się fotografować, same karzą tych co nie są im posłuszni, a ponadto potrafią uzdrawiać i wypełniać życzenia tych co do nich się modlą. W przeszłości miałem także okazję osobistego doświadczenia nadprzyrodzonych mocy krzyżackiej figury Matki Boskiej która kiedyś istniała w Polsce w zamku z Malborka, a która dała się poznać z antypolskiego działania. Tamten posąg krzyżackiej Matki Boskiej z Malborka jest znany m.in. z historycznie dobrze udokumentowanego faktu, że polskie działo którym chciano go zniszczyć zwyczajnie eksplodowało - co udokumentowane zostało na stronie o zamku w Malborku. Ponadto posąg ten posiadał przywiązaną do siebie antypolską przepowiednię która wypełniła się kiedy posąg ten został nadprzyrodzenie zniszczony jakąś tajemniczą eksplozją. (Na przekór owej antypolskiej przepowiedni oraz antypolskiego działania owego posągu, ciągle istnieją nierozważni Polacy którzy chcą odbudować ten krzyżacki posąg o nadprzyrodzonych mocach - po szczegóły patrz strona o zamku w Malborku oraz strona fundacji Mater Dei jaka to fundacja właśnie chce go odbudować.)
       Na temat takich właśnie obiektów kultu obdarzonych nadprzyrodzonością, owa "teoria wszystkiego" zwana Konceptem Dipolarnej Grawitacji nie tylko dostarcza wyjaśnienie dla ich działania, ale również udziela nam zdecydowanego ostrzeżenia. Mianowicie, sama natura owych obiektów, ich niedoskonałość intelektualna, a także mechanizm za pośrednictwem którego dokonują one swoich nadprzyrodzonych działań, są dalekie od doskonałości. Dlatego takie obiekty, podobnie jak narowiste konie, mają swoje "zagrania", nie używają racjonalnie swoich mocy, potrafią kogoś lubić lub nieznosić, są stronnicze, mogą się mścić, często działają w sposób mechaniczny, oraz są dalekie od poczucia sprawiedliwości. Na przekór więc że niektórym ludziom potrafią one oddać jakąś przysługę, generalnie to trzeba na nie bardzo uważać, bo są one w stanie wyrządzić również wiele zła. Stąd modlenie się do nich, oraz wynikające z tego modlenia się przekazywanie im swojej energii moralnej, jest jakby dawaniem boskiej mocy kapryśnemu dziecku. To właśnie dlatego istnieją religie które ostrzegają np. przed modleniem się do "złotego cielca", lub przed modleniem się do obrazów. Przykładem takiego obiektu kultu który swoją stronniczością, kapryśnością, oraz brakiem poczucia sprawiedliwości wyrządził Polakom wiele zła, jest korzyżacki posąg Madonny z zamku w Malborku opisywany poprzednio.
       O kolejnym dużym kamieniu który w nadprzyrodzony sposób sam sobie wychodzi na spacer dowiedziałem się z artykułu "Land where spirits still rule" (tj. "Ziemia gdzie duchy ciągle rządzą") ze strony D1 gazety "The New Zealand Herald", wydanie datowane we wtorek (Tuesday), January 29, 2008. Artykuł ten opisuje nadprzyrodzone wędrówki brązowego kamienia o wielkości typowego samochodu, a nazywanego lokalnie "A spirit stone", którego każdy może sobie oglądnąć jak leży tuż przy nowej "freeway" wiodącej z Port-Moresby w Papua New Guinea aż do brzegu morza. Oto dosłowne cytowanie z owego artykułu w moim znaczeniowym tłumaczeniu: "Kiedy wyrąbywali drogę przez niniejsze miejsce, odkryli że ów kamień był zbyt twardy aby go rozłupać dlatego załadowali go na ciężarówkę, zwieźli w dół do zatoki, oraz wrzucili go do morza. Jednak następnego ranka był on spowrotem na swoim miejscu. Tak stało się aż trzy razy. Wrzucali ten kamień do zatoki jednak nocą on powracał, w końcu więc pozostawili go tutaj." (W oryginale angielskojęzycznym: "When they cut the road through here, they found this stone was too hard to break up so they put it on a truck, took it down to the harbour, and dropped it in the sea. But the next morning it was back here again. That happened three times. They dropped the stone in the harbour but overnight it returned, so finally they left it here.")
       Nowa Zelandia i Papua New Guinea nie są jedynymi krajami na Ziemi w których kamienie w nadprzyrodzony sposób same zmieniają swoje pozycje. Innym takim miejscem, dosyć nawet sławnym, jest wysuszone dno jeziora zwane "Racetrack Playa", a położone w tzw. "Death Valley National Park", California, USA. Po płaskim jak stół wysuszonym błocie tego dna jeziora przemieszczają się kamienie zwane Sliding Rocks of Racetrack Playa. W 2007 roku dosyć dobrze ilustrowany artykuł na ich temat dostępny był w Internecie pod adresem http://geology.com/articles/racetrack-playa-sliding-rocks.shtml. Ciekawe że ortodoksyjna nauka ziemska wprawdzie mnoży najróżniejsze hipotezy i teorie które starają się wyjaśnić jak owe kamienie się przemieszczają bez udziału nadprzyrodzonego. Jednak nauka ta nie jest w stanie potwierdzić empirycznie poprawności żadnej z owych teorii i hipotez. Chociaż więc wielu dzisiejszych naukowców jest tak zawziętymi ateistami i niedowiarkami, że raczej by dało się "ukamieniować" niż by otwarcie przyznało że kamieniami tymi poruszają jakieś nadprzyrodzone moce, faktycznie istnienie owych mocy jest jedynym racjonalnym wyjaśnieniem dla tego co naprawdę się tam dzieje.
       Tematyka niniejszej krótkiej strony nie pozwala mi na dokładniejsze wyjaśnianie mechanizmów które pozwalają aby "nadprzyrodzone" mogło czasami fizykalnie manifestować swoją obecność. Jednak mechanizmy takie wyjaśniam dokładniej na całym szeregu innych stron internetowych totalizmu. Tym więc czytelnikom którzy zechcą się dowiedzieć: (1) dlaczego dzisiejsza fizyka zawiera podstawowy błąd już w sformułowaniu swoich fundamentów który to błąd czyni ją ślepą na fizykalne manifestacje nadprzyrodzoności (tj. błąd ten polega na przyjęciu przez naukę błędnego założenia że pole grawitacyjne jest tzw. "polem monopolarnym"), (2) jak błąd ten daje się naprawić (tj. proste naprawienie owego błędu polega na uznaniu że pole grawitacyjne jest tzw. "polem dipolarnym" - czyli na uznaniu stwierdzeń Konceptu Dipolarnej Grawitacji), oraz (3) jakie nadprzyrodzone zjawiska daje się łatwo wyjaśnić po naprawieniu tego błędu (tj. że Koncept Dipolarnej Grawitacji dostarcza wyjaśnienia dla praktycznie wszystkiego czego oficjalna nauka ziemska dotychczas nie potrafiła wyjaśnić), proponuję zaglądnąć do następujących totaliztycznych stron internetowych: dipolar_gravity_pl.htm - o "teorii wszystkiego" która naprawia błędy i niedoskonałości dzisiejszej fizyki, malbork.htm - o nadprzyrodzonych zjawiskach z zamku w Malborku, timevehicle_pl.htm - o naturze czasu i o podróżach w czasie, oraz telepathy_pl.htm - o wykorzystaniu zjawisk odrębnego świata w którym mieszka Bóg do zrealizowania nieskończenie szybkiej komunikacji telepatycznej.
* * *

Rys. #D1.

Rys. #D1: Kamień który posiada nadprzyrodzoną zdolność do dokonywania inteligentnej wędrówki. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Oto ja, dr inż. Jan Pająk, zaś przez okres 2007 roku - Prof. dr inż. Jan Pająk, przy "chodzącym" kamieniu z Atiamuri. (Kliknij na to zjęcie aby je ogądąć w powiększeniu.) Kamień ten leży tuż przy krawędzi dosyć ruchliwej szosy. Wprowadza on znaczne ryzyko dla ruchu po tej szosie, jako że od czasu do czasu rozbijają się na nim samochody i giną ludzie. Nie można go jednak usunąć, bowiem jest on "świętym kamieniem" i przedmiotem kultu lokalnych Maorysów. Dokonuje on dla nich wielu cudów, podobnie jak czynią to święte drzewa i kamienie zwane Datuk z Malezji (opisywane i pokazane w punkcie #21 strony "ufo_pl.htm"), słupy totemowe z Borneo, czy zwykł kiedyś dokonywać posążek Maryi z Malborka. Dlatego co jakiś czas ponawiane są próby przeniesienia tego kamienia w miejsce nieco odleglejsze od szosy. Zgodnie jednak z lokalnym folklorem, po każdym takim przeniesieniu, kamień ten ma zwyczaj wybierania się na przechadzkę, wracając z powrotem na swe stare miejsce. Kiedy badałem ów kamień około 1990 roku, emitował on jakieś dziwne promieniowanie rejestrowalne na filmie fotograficznym. Wykazywał też spore namagnesowanie jakie było na tyle silne, że dawało się wykryć zwyczajnym kompasem.


#D2. Fluktuacje czasu które w Nowej Zelandii powodują zmiany konfiguracyjne odnotowywalne tylko dla przyjezdnych z dalekich stron:

       W Nowej Zelandii na porządku dziennym są niezwykłe "fluktuacje czasu" opisywane dokładniej w punktach #C6 do #C6.1 strony internetowej timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Powodem owych częstych w Nowej Zelandii naturalnych fluktuacji czasu jest eksplozja wehikułu czasu koło miasteczka Tapanui, która miała tam miejsce w 1178 roku. Eksplozja ta opisana jest dokładniej w punkcie #H1 do #H4 tej strony, a także na odrębnej poświęconej jej stronie tapanui_pl.htm - o eksplozji wehikułu czasu koło Tapanui.
       Fluktuacje czasu są to rodzaje lokalnych zafalowań tzw. "przestrzeni czasowej". (Owa "przestrzeń czasowa" jest to rodzaj tworu softwarowego opisywanego dokładniej na stronach dipolar_gravity_pl.htm - o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, oraz timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. "Przestrzeń czasowa" obejmuje w sobie modele softwarowe wszystkich obiektów (i ich losów) jakie istnieją w całym wszechświecie we wszystkich czasach prze które wszechświat ten przechodzi. "Przestrzeni czasowej" nie powinno się mylić z ideą "czasoprzestrzeni" używanej przez dzisiejszą fizykę.) Efektem tych zafalowań przestrzeni czasowej jest, że dla ludzi czy obiektów które zostały nimi objęte, czas cofa się do tyłu, zaś ich cała historia powtarza się od nowa już w nowym przebiegu ich czasu. W nowym zaś nowym przebiegu ich czasu, ich historia może już stać się nieco odmienna niż była ona w poprzednim przebiegu czasu. Przykładowo, jeśli takim zafalowaniem czasu objęty jest budynek, w nowym przebiegu czasu architekt który zaplanował ten budynek może już zaprojektować go zupełnie inaczej, albo nawet może wystawić go w zupełnie innym miejscu. Z kolei ludzie w nowym przebiegu czasu mogą poślubić już kogoś innego, pracować w innym miejscu, itp. Oczywiście ludzie objęci owymi fluktuacjami czasu nie mają pojęcia że ich doświadczyli, bowiem cała ich historia z poprzedniego przebiegu czasu jest z ich pamięci automatycznie wymazywana - tak jak to wyjaśnia punkt #B1.1 ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu. Jednak inni ludzie którzy ich odwiedzą przybywając z obszaru poza taką lokalną fluktuacją czasu, będą pamiętali jak było poprzednio i będą zaskoczeni zmianami które ujrzą. Niestety, przy dzisiejszym stanie naszej wiedzy, my wierzymy jedynie w omylność naszej pamięci, natomiast uważamy że to co się stało w przeszłości nie może już zostać zmienione. Dlatego typowo, każdy kto w życiu odnotuje jakieś zmiany spowodowane taką fluktuacją czasu, uważa że to jego własna pamięć płata mu figle i natychmiast zapomina o całej sprawie.
       Ja osobiście zgromadziłem sporą liczbę obserwacji podczas których ja sam przeżywałem takie fluktuacje czasu - czasami nawet w obecności innych osób. Najważniejsze z tych analizowanych przez siebie przypadków opisałem w punktach #C6 do #C6.1, oraz w punkcie #C8.1, ze strony timevehicle_pl.htm - o wehikułach czasu.
       Największą liczbę takich naturalnych fluktuacji czasu odnotowałem w Nowej Zelandii. Osobiście nawet uważam, że Nowa Zelandia bije wszelkie światowe rekordy pod względem częstości i powszechności tego niezwyklego zjawiska. Przykładowo w Nowej Zelandii istnieją obszary, gdzie takie fluktuacje czasu są niemal chroniczne i pojawiają się tam nie rzadziej niż co dwa lata. Jednym z takich obszarów jest miasteczko Oamaru, innym zaś miejscowość Ealing, leżące na Highway 1, pomiędzy Christchurch i Dunedin. Przykładowo, niemal za każdym razem kiedy z daleka przybywam do Oamaru, widzę odmienną konfigurację wieży pokazanej poniżej na "Rys. #D2". Często też zmienia się tam konfiguracja skał wiodących do punktu obserwacyjnego migracji pingwinów. Z kolei w okolicach Ealings, szosę "Highway 1" przecina linia wysokiego napięcia. Linia ta niemal za każdym razem przecina ową szosę w innym miejscu. Raz nawet odnotowałem ją przed ową miejscowością (tj. po tej stronie od Ealings, po której leży Christchurch). Typowo jednak linia ta przecina szosę po stronie Dunedin od Ealings. Inne miejsca które podlegają okresowym fluktuacjom czasu, obejmują małe wysepki skalnej lawy znajdujące się tuż przy Lawyers Head w Dunedin, oraz wodospad z punktem widokowym, znajdujący się niedaleko Nelson, przy trasie z Christchurch do Nelson poprzez Lewis Pass. Jeszcze innym zmieniającym się tak kształtem jest otwór w kamieniu z "Rys. #D1" powyżej. Tego typu zmieniających się konfiguracji jest jednak w Nowej Zelandii zadziwiająco dużo. Tyle że wypunktowanie położenia i zmian kształtu ich wszystkich na niniejszej niewielkiej stronie zajęłoby zbyt wiele miejsca.
       Jeśli dany obszar podlega takim lokalnym fluktuacjom czasu, wówczas fluktuacje te pojawiają się tam w dosyć regularny sposób. Dlatego jeśli czytelnik odnotuje jedno z takich miejsc, cechujące się tym że po przybyciu do niego z dalekich stron jego uprzednia konfiguracja uległa zmianie, wówczas proponuję czytelnikowi aby je zapamiętał oraz dokładniej oglądnął po następnym tam przybyciu z daleka.
       Naturalne fluktuacje czasu, które w Nowej Zelandii są zjawiskiem naturalnym i wysoce powtarzalnym, należy wyraźnie odróżniać od jednorazowych celowych zmian wprowadzanych do przeszłości przez dysponentów wehikułów czasu. Przykładowo, anulowanie wyburzenia domu Pana Davey, które opisuję na stronie boiler_pl.htm - o szokującej historii rewolucyjnej grzałki która bije wszelkie rekordy, jest tylko takim jednorazową zmianą przeszłości wprowadzoną celowo przez istoty opisywane na stronie evil_pl.htm - o pochodzeniu zła na Ziemi.
* * *

Rys. #D2.

Rys. #D2: Oto wieża kaplicy przy szkole średnej z miasteczka Oamaru, Nowa Zelandia. Wieża ta ma tą cechę, że dla przyjezdnych osób które przybyły do Oamaru spoza obszarów objętych powtarzającymi się w Oamaru fluktuacjami czasu, wieża ta zawsze zmienia swoją konfigurację w odniesieniu do kaplicy przy której się ona znajduje. Przykładowo, jednym razem przylega ona do owej kaplicy - jak na powyższym zdjęciu, innym zaś razem stoi zupełnie oddzielnie i w pewnej odległości od ściany owej kaplicy. (Kliknij na powyższe zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.)
       Wieżę tą łatwo odnotować kiedy wjeżdza się do miasteczka Oamaru samochodem, jadąc "Highway 1" od kierunku Christchurch a w kierunku Dunedin. Powodem jest, że droga wjazdowa do Oamaru, została z owego kierunku "nacelowana" właśnie na ową wieżę. Stąd w początkowej części po wjechaniu do Oamaru droga ta jest prosta jak strzelił, zaś na jej końcu widać właśnie powyższą wieżę. Dopiero tuż przed ową wieżą droga ta skręca w lewo, przebiegając obok kaplicy - tak jak powyższe zdjęcie to pokazuje. Jeśli ktoś przybywa do Oamaru ową drogą, wówczas powinien zwrócić uwagę i dokładnie zapamiętać jaka jest konfiguracja powyższej wieży w odniesieniu do kaplicy przy której wieża ta stoi. Kiedy bowiem będzie przejeżdżał obok tej wieży nastepnym razem, przybywając tu z daleka i to po upływie co najmniej dwóch lat, wieża ta może wówczas już stać w zupełnie odmiennej konfiguracji względem tego kościoła.
       Warto tutaj też dodać, że ludzie którzy mieszkają w Oamaru, lub na tyle blisko tego miasta że też objęci zostali fluktuacjami czasu które zmieniają konfigurację powyższej wieży, NIE odnotują żadnych zmian. Wszakże po każdej takiej fluktuacji przeżywają oni nowy przebieg czasu razem z ową wieżą. Aby więc odnotować fakt zmiany konfiguracji tej wieży, należy do Oamaru przybywać ze znacznej odległości.


Część E: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z podwyższonej aktywności UFO w owym kraju:

      


#E1. Kręgi zbożowe i lądowiska UFO z Nowej Zelandii:

       Nowa Zelandia jest doskonale znanym krajem gdzie UFO grasuje zupełnie swobodnie. Wystarczy wszakże przypomnieć w tym miejscu słynny na całym świecie film jaki w dniu 31 grudnia 1979 roku uchwycił jarzący się wehikuł UFO ponad miejscowoscią Kaikoura. Jedna klatka z owego filmu została pokazana na rysunku P23 w monografii [1/5]. Pilot samolotu transportowego "Argosy" z którego ten historyczny film nakręcono, Capt. Bill Startup, nie szczędził wysiłków ani funduszy aby udowodnić światu istnienie UFO i aby potwierdzić naukowo autentyczność tego filmu. Wkróce jednak po nakręceniu owego filmu, pilot ten przeszedł masywne porażenie mózgu (brain stroke). Owo bardzo tajemnicze porażenie mózgu Capt. Bill'a Startup opisane zostało w podrozdziale A4 z tomu 1 monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Niemal natychmiast po nakręceniu owego filmu niezliczeni pseudo-naukowcy z wysoce podejrzaną zawziętością starali się też zdyskredytować jego autentyczność i ważność. Do dzisiaj jednak im się to nie udało. Wehikuł UFO sfilmowany nad Kaikoura w Nowej Zelandii w obecności całego szeregu świadków, do dzisiaj stanowi więc jeden z niepodważalnych dowodów filmowych na faktyczne istnienie wehikułów UFO. Do dzisiaj też, jeśli ktoś chce zobaczyć UFO, wówczas ma najwiekszą szansę sukcesu właśnie w Nowej Zelandii. Od kiedy mieszkam w Nowej Zelandii, widuję wehikuł UFO średnio co jakieś 6 lat. Najważniejsze ze swoich własnych obserwacji UFO opisałem w podrozdziale VB4.1 z monografii [1/4] dostępnej nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Oczywiście, kiedy wehikuły UFO nalatują na Nową Zelandię, lądują one także na ziemi. Dlatego, jeśli ktoś wie za czym się rozglądać, może znaleźć takie lądowiska UFO niemal przy każdym budynku rolniczym z Wyspy Południowej Nowej Zelandii (na Wyspie Północnej roślinność jest znacznie bardziej witalna, lądowiska UFO nie rzucają więc się tam już tak w oczy). Ilustracje "Rys. #E1" i "Rys. #E2" pokazują jak owe lądowiska UFO wyglądają.
* * *
Lądowiska UFO są objaśnione w większej liczbie szczegółów w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4]. Są tam także zilustrowane ich liczne przykłady.

Rys. #E1.

Rys. #E1: Tzw. "krąg zbożowy". (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) Znaleziony on był w Ashburton, w lutym (February) 1992 roku. Owe kręgi zbożowe to po prostu lądowiska UFO wykonane w zbożu. Formowane są one przez wirujące pole magnetyczne używane przez UFO do celów napędowych. Owo wirujące pole magnetyczne ugina w dół źdźbła zboża podobnie jak uczyniłaby to ogromna wirująca miotła. To zaś czyni owe lądowiska UFO tak zadziwiająco precyzyjne, że ludzcy żartownisie nie są w stanie zduplikować ich doskonałości. Po więcej wyjaśnień na temat napędu wehikułów UFO patrz strona internetowa propulsion_pl.htm.

Rys. #E2.

Rys. #E2: Okrągłe lądowisko wypalone w twardych krzewach górskich przez ogromne UFO typu K8 - patrz ów okrąg widoczny w centrum zdjęcia na około 2/3 jego wysokości. (Kliknij na to zdjęcie aby oglądnąć je w powiększeniu.) Średnica pierścienia wypalonego w tych krzakach wynosiła 98 metrów - co można docenić po rzuceniu okiem na wielkość samochodów na szosie poniżej niego. Sfotografowałem je w Wanaka, Nowa Zelandia, na zboczu góry lokalnie nazywanej "Coromandel Peak". Pole magnetyczne jakie wypaliło owo okrągłe lądowisko było tak potężne, że spopieliło ono na szary proszek twarde krzaki górskie jakie porastają zbocze owej góry. Aby było jeszcze ciekawiej, ów szary proszek jest palny i może zostać zapalony zwykłą zapałką. Żartownisie nigdy nie byliby w stanie wykonać tego lądowiska dla żartu, tak jak to twierdzi nowozelandzka telewizja. Dzisiejsi ludzie po prostu nie znają sposobu aby zamienić twarde krzaki górskie na palny szary proszek. Ponadto zbocze na jakim owo ogromne lądowisko zostało wykonane, jest praktycznie niedostępne dla żartownisiów. Zauważ że podobne pierścieniowate lądowiska UFO, tyle że wypalane np. w trawie, daje się zobaczyć w sporej części obszaru Nowej Zelandii. Więcej danych na ten temat zawartych jest w podrozdziale O5.1 z monografii [1/4].


#E2. Obserwacje wehikułów UFO:

       Nowa Zelandia jest krajem w której ma się największą szansę zobaczenia wehikułu UFO. Ponieważ jednak przygotowałem już wiele stron internetowych na temat obserwacji UFO (obejmujących też obserwacje UFO w Nowej Zelandii), zamiast powtarzać tutaj te informację raczej odsyłam czytelnika do tamtych innych stron. Jako przykłady owych stron proponuję oglądnąć: landslips_pl.htm, evidence_pl.htm, aliens_pl.htm, ufo_pl.htm, tapanui_pl.htm, oraz kilka onnych stron wyszczególnionych w menu.


#E3. Latające kule światła:

       Kule te są ogromnie niezwykłym zjawiskiem. Widoczne są one gołym okiem. Zwykle mają wielkość piłki ping-pongowej, oraz wyglądają jak okrągłe lampy fluorescencyjne które jarzą się upiornym białym światłem jakby księżyca. Pojawiają się jednak też raporty o kulach nieco większych rozmiarów, jakie mają wielkość typowej piłki. Kule te są w stanie przelatywać przez szyby i obiekty stałe, bez uczynienia szkody tym obiektom lub sobie. Raportowane mi było, że bez powodowania jakichkolwiek uszkodzeń wlatywały one do środka zamknietego samochodu, a także do środka zamkniętego namiotu. Jak dotychczas spotkałem się z raportami jakie opisywały obserwacje owych kul w kraterze Tapanui (tj. w tym opisanym powyżej, w którym stos 7 wehikułów UFO eksplodował w 1178 roku), oraz w Coromandel. W kraterze Tapanui pojawiają się one nocami relatywnie często. Właściciel tego krateru widział je wiele razy. Także grupa badaczy z "Unexplained Phenomena Research Society" zarejestrowanego w Dunedin, która zdecydowała się zaobozować w tym kraterze przez noc aby je zobaczyć, faktycznie została "wypędzona" z krateru przez owe kule w samym środku nocy, ponieważ owe upiornie jarzące się obiekty zaczęły ich terroryzować poprzez wlatywnie do ich namiotu.
* * *
       Poniżej przytaczam cytat listu datowanego 6.1.97 który otrzymałem od jednej z czytelniczek moich publikacji. Zawiera on najlepszy opis owych jarzących się kul światła jakie napotkałem w dotychczasowych badaniach. (Oto treść tego cytatu w moim swobodnym tłumaczeniu z angielskiego:)
       "Właśnie teraz sobie uświadomiłam że niektórzy z moich przyjaciół opowiadali jakieś kilka lat temu, że wybrali się do krateru Tapanui i obeszli go naokoło wzdłuż jego obrzeża, (dla jakiego powodu? Nie byłam w stanie wydobyć od nich żadnego wyjaśnienia o czym jest to wszystko - dopiero teraz zaczynam to rozumieć!) Ja sądziłam że jest to jakiś zwariowany pomysł związany z tą 'grypą Tapanui' która szerzy się tam naokoło, oraz zastanawiałam się dlaczego u licha chcieli oni abym wybrała się tam z nimi! Pamiętam jak opowiadali mi coś na temat świateł (Ty wspominasz że wykazują one 'inteligencję') zaś ja im powiedziałam że wcale nie muszą wybierać się aż tak daleko aby znaleźć ten rodzaj zjawiska, chociaż te światła jakie ja sama widziałam były definitywnie inteligentne, jednak wcale nie tak małe jak piłki golfowe. Jeśli o mnie chodzi, to uważam że jest wystarczająco wiele do zobaczenia tutaj na górze bez wybierania się na południe, a także aby być szczególnie ostrożnym wobec 'Strażnika' przed którym moja matka ostrzegała mnie kiedy jeszcze byłam nastolatką, plus inni ze starszyzny aż do ostatnich czasów kiedy byłam wystarczająco do nich blisko a także następnego dnia ówczesna Rangatira Wahine powtarzała mi ostrzeżenie abym nigdy nie podążała za wabiącymi ogniami 'Strażnika' ponieważ nigdy bym już nie wróciła, było to jakieś 5 - 6 lat temu. Inne światła, złote jarzące się sfery wielkości około piłki do siatkówki jakie rozsiewają jasne złotawe promieniowanie rozświetlając w środku cały dom w którym wówczas się zatrzymałam były znacznie bardziej interesujące. Ja słyszałam o nich wcześniej oraz że to był nasz gospodarz który je widział, jednak każdy się z nim drażnił i twierdził że wypił on zbyt wiele 'Waipiro' jako że był on dosyć rozsmakowany w swoim piwie. Jednak one istnieją, tak jak je opisałam. Nie mogłam spać owej nocy i odnotowałam jasność bijącą ze stołowego za drzwiami, wyglądnęłam więc przez firanki aby zobaczyć urzekający widok. Nie byłam w stanie dobudzić się swojej koleżanki, aby patrzyła wraz ze mną, dlatego sama wstałam z łóżka i zakradłam się do framugi drzwi w stołowym, ukrywając się w cieniu przejścia, oraz mając wspaniały widok na owe jarzące się sfery - i to wszystko jest prawda! Bawiąc się w przeskakiwanie siebie nawzajem jak żaby, oraz skacząc w dół wzgórza, poprzez bagno, aż do wody zatoki i jakieś 10 stóp od ściany domu, wszystkie przez jakiś czas podążały wzdłuż linii płotów, skacząc wzdłuż wierzchołka płotu z jednej sztachety na drugą potem na słupek, potem ponownie w najbardziej dzecinną zabawę jaką kiedykolwiek mógłbyś zobaczyć! Kontynuowały tak aż minęły nasz budynek i trochę dalej, potem zaś wróciły ponownie, czasami skacząc jedna na grzbiet drugiej. Pechowo tak byłam zaintrygowana że stopniowo wychyliłam się zbyt mocno ze stołowego i mnie w końcu zobaczyły - natychmiast (a było ich co najmniej dwa tuziny) wszystkie ich światła wygasły równocześnie, nawet tych jakie były dosyć daleko, było to urzekające - jakbym to ja właśnie wyłączyła przycisk światła! Nagłość tego wygaszenia była dosyć szokująca, niemal teatralna! Gdybyśmy znajdowali się w zabudowanej przestrzeni wówczas bym posądzała że ktoś, w jakiś sposób wyprawia na nas sztuczkę, jednak nie znajdowaliśmy się w widoku żadnego innego zabudowania za wyjątkiem tych po drugiej stronie zatoki, jako że Haurakei Gulf rozciągał się przed frontem naszego budynku, z prawej strony było strome, porosłe rodzimą puszczą wzgórze, jakieś sto metrów z tyłu znajdowały się bezludne wzgórza 200 - 300 stóp wysokie pokryte dziewiczą puszczą jaka zaczynała się natychmiast za drogą która wspinała się wzwyż do przełęczy, podczas gdy pozostała strona zajmowana była przez wybrzeże zatoki morskiej. Dla mnie owo miejsce było najbardziej dezorientującym w jakim przebywałam w całym swoim życiu, słońce nie wznosiło się tam gdzie by się go spodziewało, zaś zachodziło w miejscu jakiego nie dało się zrozumieć? Zmuszona byłam odwoływać się do mapy drogowej aby zrozumieć dokładnie gdzie się znajduję, a przecież wcale nie jestem nienawykła do lasu, jednak tutaj?! Aby jednak kontynuować opowiadanie o owych światłach, to ciągle patrząc przez boczne okno na drugą stronę bagna i w kierunku wzgórza po prawej stronie, zostałam zaszokowana zobaczeniem zimnego, białego, nie jarzącego się swiatła jakby lampy 'Strażnika' który się pojawił, jakie świeciło przez około 2 - 3 sekundy, potem się wyłączało, zaś po krótkiej chwili pojawiało się ponownie, wabiąc mnie abym podążyła za nim i go znalazła. Wyglądało ono tak blisko, że nawet sprawdziłam teren i zaplanowałam swoją drogę aż do jakiejś jednej trzeciej wysokości wzgórza, jednak wiedząc doskonale że gdybym podeszła do niego bliżej wówczas by się odsunął dalej aż, jak wszystkie przypadki o jakich słyszałam nam to potwierdzają, osoba która go ściga całkowicie się zgubi. Istnieją legendy o tych co go ścigali, itp."
       Odnotuj że powyższy cytat potwierdza iż owe kule światła wykazują inteligencję a nawet lubią się "zabawiać". Potwierdza on także że są one doskonale znane przez lokalny folklor nowozelandzki.


#E3.1. Podobne kule światła widziane są też w innych krajach:

       Obserwacje owych dziwnych latających kul światła nie są ograniczone wyłącznie do Nowej Zelandii. Podobna pojedyńcza kula zimnego światła jest widywana na stokach Babiej Góry w Polsce. Istnieje tam nawet lokalna legenda stwierdzająca, że owa kula światła pilnuje skarbu zbójeckiego ukrytego na zboczach owej góry. Z tego powodu owa polska kula światła nazywana jest "Strażnik". Polskie legendy stwierdzają na jego temat, że osoba która stara się odnaleźć ów skarb zbójecki, będzie przez tego strażnika zwodzona przez tak długo, aż zagubi się na śmierć. Więcej na temat owej polskiej kuli światła zwanej "Strażnik" zawarte jest w traktacie [4b]. Co mnie w tym wszystkim najbardziej intryguje, to że folklor maoryski z Nowej Zelandii nie tylko nazywa ową kulę światła tą samą nazwą "Strażnika" co folklor z Polski, ale również opisuje w taki sam sposób jej zwyczaj powodowania śmiertelnego zagubiania się ludzi.
       Podobne jarzące się kule są widywane jak wzlatują one z wód rzeki Mekong, na granicy Tailandii i Laosu. Lokalnie są one tam znane pod nazwą Naga Fireballs. Najwięcej ich daje się zobaczyć koło świątyni buddyjskiej w Phon Phisai, około 40 kilometrów od północnego miasta tailandzkiego "Nong Khai". Owe kule światła zdają się tam pojawiać ogromnie regularnie w październiku każdego roku nocą przy pełni księżyca. Ich krótki opis zawarty jest w artykule gazetowym o tytule "Goodness gracious, great balls of fire" opublikowanym na stronie C10 z wydania datowanego 7 December 2003 nowozelandzkiej gazety Sunday Star - Times.


#E3.2. Czym właściwie są owe tajemnicze latające kule światła:

       Istnieje wiele spekulacji na temat czym właściwie są owe upiornie jarzące się kule. Dominująca opinia jest, że posiadają one charakter duchowy i reprezentują duchy tych co umarli w wyniku eksplozji Tapanui (opisywanej powyżej). Jednak ja osobiście jestem raczej przekonany, że owe jarzące się kule to sterowane komputerowo miniaturowe UFO-sondy, jakie latają bardzo wolno w stanie telekinetycznego migotania. W zależności od strony z której zostały zaobserwowane lub sfotografowane, dzisiejsza UFOlogia nazywa owe UFO-sondy z użyciem albo niefortunnej nazwy rods - co oznacza "pałeczki" albo też nieco właściwszej nazwy orbs. Nazwa "rods" została im przyporządkowana ponieważ kiedy są one fotografowane z boku podczas szybkiego lotu, wówczas na zdjęciach wyglądają jak wydłużone, upiornie jarzące się pałeczki. Z kolei nazwa "orbs" została im przyporządkowana kiedy podczas lotu zostają sfotografowane od strony swej osi głównej, co nadaje im okrągły kształt. Więcej informacji na temat owych "rods" (tj. bezzałogowych, miniaturowych sond UFO) można znaleźć na stronie internetowej telekinesis_pl.htm a także w podrozdziale U3.1.2 monografii [1/4]. Z kolei na "Fot. 5" i "Fot. 6" ze strony landslips_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "orbs" (kliknij tutaj aby oglądnąć jedno z tych zdjęć). Natomiast na "Fot. 5" ze strony aliens_pl.htm, oraz "Fot. U18" ze strony explain_pl.htm pokazane zostały ich zdjęcia uchwycone z pozycji dającej kształt "rods" ujawniony albo w pojedynczym błysku, albo też w całym łancuchu kolejnych błysków tzw. "stanu telekinetycznego migotania" (kliknij tutaj aby spróbować oglądnąć jedno z tych zdjęć).


#E4. Kule ceramiczne które spadają z nieba:

       Kule ceramiczne pokazane poniżej należą do grupy około ich tuzina, jakie znalezione zostały około 1983 roku na jednym z pastwisk farmy z okolic Invercargill. Ja otrzymałem je bezpośrednio od owego farmera. W międzyczasie jednak zagnięły mi jego dane i adres. W zbliżonym czasie byłem też kontaktowany przez kogoś z wybrzeża zachodniego Nowej Zelandii (tzw. "West Coast"), kto znalazł kilka takich kul na swoim własnym ogrodzie. Jedną z powyższych kul wysłałem do Polski dla dokonania badań laboratoryjnych. Niestety, badania te okazały się sprowadzać głównie do jej oglądnięcia, tak że nadal pozostają nam nieznane zarówno jej cechy, jak i jej możliwe pochodzenie i przeznaczenie.
       Jeszcze inne gniazdo zawierające jedną różową oraz ponad 100 białych takich kamiennych kul znalazł w 1978 roku 12-letni wówczas Michael McManaway z Blenheim w Nowej Zelandii. (Adres znalazcy brzmiał w owym czasie: 39 Redwood Street, Blenheim, New Zealand.) Znalezisko to niemal pokrywało się w czasie ze słynnym sfilmowaniem wehikułu UFO ponad Kaikoura w Nowej Zelandii - patrz opis tego sfilmowania w punkcie #E1 powyżej. (Miasteczka Kaikoura i Blenheim sąsiadują ze sobą.) Jego znalezisko najpierw opisała miejscowa gazeta "The Marlborough Express", wydanie z 13 December 1978 roku w artykule zatytułowanym "Boy uncovers mystery on Wither Hills". Artykuł ten informował, że pojedyncza kula waży około 150 gram (około 3 razy więcej niż piłka golfowa), oraz jest wykonana jakby z "marmuru". Potem obszerniejszy artykuł o tytule "Mystery Balls" opublikował na temat owych kul nowozelandzki newsletter-miesięcznik o nazwie "UFOs and other mysteries", wydanie z November 1982 (Issue No. 10), strony 3 do 5. (Miesięcznik ten wydawał prywatnym nakładem niejaki John Thompson, w owym czasie używający adresu P.O. Box 537, Blenheim, New Zealand.) Ten obszerniejszy artykuł informował, że kule są wykonane ze "sprężonej porcelany". Są one aż tak twarde iż przecięcie jednej z nich wymagało użycia piły diamentowej której zajęło około kwadrans zaś snopy iskier aż buchały z kuli. Kula okazała się pełna zaś jej jakby odkolorowana siatka przebiegała ją na wskroś. Artykuł opisuje również jakiś eksperyment na owych kulach, który zdawałby się sugerować że kule te albo generują jakieś silne pole, albo też polaryzują pole grawitacyjne. Niestety, opis eksperymentu jest zbyt mglisty aby móc być niezależnie zweryfikowany. Z opisu tego wynikało że po zawieszeniu jakoś metalowej rybki wędkarskiej nad ową kulą, rybka ta jakoby zaczynała wirować.
       W 2007 roku zostałem poinformowany, że kolejną kamienną kulę o podobnej wielkości i wyglądzie znalazł latem 2005 roku niejaki Gerard Willems - email: gwillems1@chello.nl. Jego kamienna kula leżała na pastwisku koło niewielkiej miejscowości Brielle w Niderlandach. Współrzędne geograficzne miejsca jej znalezienia, odczytane z Google Earth, wynosiły: 51° 55' 7.24" N, 4° 10' 43.96" E. Wygląd kamiennej kuli Pana Willems'a zilustrowany jest na następującym zdjęciu (kliknij na niniejszy napis aby zdjęcie to sobie oglądnąć).

Rys. #E3.

Rys. #E3: Tajemnicze kule ceramiczne o wielkości piłek golfowych, jakie powtarzalnie pojawiają się na powierzchni pastwisk Nowej Zelandii i innych krajów świata. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Kule te mają kształt niemal okrągłych jajek. Ujawniają one regularną siatkę pod powierzchnią, ktora sugeruje że są one wytwarzane w przemysłowy sposób. Okoliczności w jakich lokalni farmerzy je znajdują sugerują, że kule te "spadają z nieba". Jak narazie nie spotkałem się jednak z raportem kogoś kto faktycznie zaobserwowałby moment ich upadku z nieba.


#E5. Nowozelandzkie Yeti - czyli małpopodobni UFOnauci widywani m.in. w Nowej Zelandii:

       Gdyby projekt SETI skierował swoją uwagę na naszą własną planetę - zamiast szukać kosmitów na na odległych galaktykach, wówczas jego badacze szybko by odnotowali że po naszej planecie grasują najróżniejsze rasy UFOnautów. Tyle tylko, że owi UFOnauci starannie ukrywają przed ludźmi swoją obecność na Ziemi - co dosyć obszernie wyjaśniam na stronach internetowych evil_pl.htm - o pochodzeniu zła na Ziemi, oraz memorial_pl.htm - o metodach ukrywania swojej obecności przez UFOnautów. Z ogromnej różnorodności ras UFOnautów grasujących po Ziemi, dosyć unikalna jest rasa owłosionych UFOnautów wyglądających jak małpy. Rasa owa najlepiej jest znana na świecie pod nazwą "Yeti". Warto jednak odnotować że ową nazwą Yeti UFOnauci ci nazywani są przez lokalną ludność Himalajów. W innych zaś miejscach na Ziemi ci sami futrzaści UFOnauci nazywani są innymi nazwami. Zależnie od kontynentu przyjmują oni nazwy: "Yeti", "Snowman", lub "Almas" (Azja); "Big-Foot", "Sasquatch", lub "Oh-mah-ah" (Ameryka), Yowie (Australia), oraz "Maroero" (Maorysi z Nowej Zelandii) - po szczegóły patrz podrozdział O6 z tomu 12 monografii [1/4].
       Futrzaści UFOnauci wyglądający jak małpy relatywnie często widywani są w Nowej Zelandii. Rysunek odtwarzający dokładny wygląd tych futrzastych UFOnautów, sporządzony przez aż trzech naocznych świadków którzy ich widzieli, opublikowany był w artykule "Aliens Sighted" (tj. "Kosmici widziani") który ukazał się na stronach 1 i 5 już obecnie nie istniejącej nowozelandzkiej gazety o nazwie Sunday News (published by News Media (Auckland) Ltd., Glenside Crescent, Auckland, New Zealand, with office at 78 Victoria Street, Wellington), wydanie z niedzieli (Sunday), May 14, 1989. (kliknij tu aby oglądnąć sobie ten rysunek). W obserwacji tej trzech futrzastych UFOnautów widzianych było przez trzech golfiarzy na międzynarodowym polu golfowym o nazwie "Wairakei International course". Pole to zlokalizowane jest na północnej stronie miasta Taupo z Północnej Wyspy Nowej Zelandii. Obserwatorom udało się zbliżyć na odległość do około 50 metrów od tych futrzastych UFOnautów. Stąd ich opis jest relatywnie dokładny. Opisują oni wygląd owych UFOnautów jak następuje: około dwumetrowego wzrostu, szczupli, pokryci bujnym futrem, koloru jaskrawo zielonego, o małpich rysach twarzy. Kiedy zostali spłoszeni wydali dziwnie brzmiący świdrujący dźwięk piszczący i uciekli w krzaki. Obseracja zilustrowana w owym artykule była trzecią z kolei obserwacją grupy takich samych UFOnautów widzianych na owym polu golfowym.
       W nowozelandzkich gazetach powtarzalnie i często pojawiają się artykuły które zawierają opis materiału dowodowego który dokumentuje faktyczne istnienie owych Yeti-podobnych stworzeń. Przykładowo, taki właśnie artykuł o tytule "Hoax, legend, obsession" ukazał się na stronie B2 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku (Tuesday), January 22, 2008. Artykuł ten m.in. podsumowywał najpowszechniej znane obserwacje Bigfoot i dowody na jego istnienie.
       Najbardziej szokujące jest, że zdjęcie Yeti maszerującego sobie po powierzchni Marsa zostało przesłane na Ziemię przez amerykańskiego robota "Spirit" który ostatnie 4 lata automatycznie fotografuje powierzchnię Marsa. Postać tego Yeti na zdjęciu NASA z Marsa wypatrzył najpierw jakiś amator i natychmiast umieścił je w Internecie pod nazwą "Marsjański Bigfoot". Jak ta postać wygląda, czytelnik sam może to sobie zobaczyć wyszukując owego zdjęcia w Internecie poprzez słowa kluczowe Martian Bigfoot. Oto reprodukcja tamtego marsjańskiego zdjęcia z maszerującym Yeti - niestety tutaj niezbyt wyraźna bowiem zreprodukowana ze zwykłej gazety (kliknij tu aby oglądnąć sobie to zdjęcie). Potem to samo zdjęcie zaczęły też pokazywać gazety. Przykładowo w Nowej Zelandii ilustrowało ono m.in. artykuł "Life on Mars or just a funny-shaped rock" (tj. "Życie na Marsie czy też śmiesznie ukształtowana skałka"), ze strony B1 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z czwartku (Thursday), January 24, 2008. Oczywiście NASA twierdzi że zdjęcie to pokazuje jedynie marsjańską skałę ukształtowaną w postać maszerującego Yeti.


#E6. Chupacabra ("czarna pantera") z Ashburton - tj. makabryczna maskotka UFOnautów:

       UFOnauci dali się nam już dobrze poznać z jednego wstrętnego sekretu, mianowicie że bez przerwy ukrywają przed ludźmi swoją nieustanną obecność na Ziemi. Niestety, mają oni również wiele dalszych "mrocznych sekretów" do ukrycia. Jednym z takich "mrocznych sekretów" jest ich "maskotka", albo zwierzątko, jakie lubią trzymać na swoich wehikułach UFO. Owa maskotka jest ogromnie dziwnym produktem inżynierii genetycznej. Faktycznie jest to bowiem "poskładane zwierzę". Stanowi ono genetyczne skrzyżowanie lwa z orłem. Może ono mieć wiele maści i kolorów, podobnie jak nasze psy domowe. Jednak najczęściej widywane jest jako całkowicie czarne. Wygląda wówczas trochę jak czarna pantera lub jak muskularny czarny pies (z rasy zwanej "rottweiler"). Jednak kiedy poczuje się zagrożone, wówczas rozpościera ogromne czarne skrzydła i ulatuje w powietrzu. Straszną częścią owego zwierzęcia jest to, że żywi się ono krwią. Z tego powodu UFOnauci często wypuszczają je na ziemię w najróżniejszych bezludnych miejscach, tak aby sobie mogło zapolować na ziemskie zwierzęta i aby nasyciło się ich krwią. W obecnych czasach badacze UFO nazywają tego potwora słowem chupacabra co dosłownie oznacza "wysysacz kóz ("goat sucker") - jako że lubuje się ono w wysysaniu krwi z kóz i z owiec. Jednak w dawnych czasach to samo potworne zwierzę znane było pod odmienną nazwą gryfa. Kiedy taka chupacabra (gryf) zabije jakieś stworzonko, ludzie zwykle nie wiedzą że padło ono ofiarą owego potwora. Powodem jest, że gryf wcale nie rozrywa na strzępy ani nie uszkadza w żaden sposób swojej ofiary. Jedyne co w niej czyni, to dwie niewielkie dziurki, jakie zwykle stają się niewidoczne, bowiem ukryte są w sierści ofiary. Potem zaś wysysa ze swojej ofiary całą krew przez owe dwa niewielkie otwory. W rezultacie, kiedy potem ludzie znajdują zwłoki ofiar tego potwora, zwykle sądzą że ofiary te zmarly w "naturalny" sposób. Nie oglądają więc ani badają ich wystarczająco wnikliwie aby odkryć owe dwa małe otworki oraz zupełny brak krwi.
* * *
       Na przekór że UFOnauci starają się ukrywać te potwory przed ludźmi, w różnych częściach świata są one widywane od czasu do czasu. W takich przypadkach zwykle są one mylone albo z "czarnymi panterami", albo też z dużymi czarnymi psami. Oczywiście, kiedy później ludzie szukają aby znaleźć tego dzikiego zwierza, okazuje się że jest on nieuchwytny ponieważ w międzyczasie wraca on do UFO i ulatuje w przestrzeń. W 2003 roku ów potwór (maskotka UFOnautów) widziany był w Nowej Zelandii niedaleko małego miasteczka nazywanego Ashburton. Przedtem jednak widywano go w wielu innych miejscach na świecie. Dzięki internetowi, prawdopodobnie najbardziej słynny z owych miejsc stał się Bodmin Moor w UK, gdzie potwora tego opisywano jako ogromną "cat-like creature". W latach 2004 do 2006 owa podobna do kota creatura z Bodmin Moor spopularyzowana została nawet po całym świecie dzięki słynnej reklamie telewizyjnej dla kart kredytowych "Visa". Kiedy ja miałem 17 lat, zostałem zaatakowany w Polsce w okolicach Cieszkowa i niemal zabity, przez jednego z owych potworów. To właśnie z tego powodu badam je obecnie. Gdyby ktoś zechciał dowiedzieć się więcej jak on mnie zaatakował, jak wyglądał, oraz jak się zachowywał, proponowałbym poczytać podrozdział R4.2 z tomu 14 monografii [1/4], która dostępna jest nieodpłatnie za pośrednictwem niniejszej strony internetowej. Ów podrozdzial R4.2 opisuje bowiem m.in. szczegóły przypadku kiedy to ja sam zostałem zaatakowany przez jedną z tych potwornych maskotek UFOnautów.
Rys. #E4.

Rys. #E4: Tajemnicza i nieuchwytna czarna pantera z Ashburton, Nowa Zelandia. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Nowa Zelandia nie ma dzikich drapieżników, szczególnie wielkości pantery. Niemniej potwór taki co jakiś czas jest tam widywany. Jednak nigdy potem nie znajduje się śladów jego łap, ani nadjedzonych ofiar pozostawianych zwykle przez pantery. Powyższa ilustracja została opublikowana bez wyjaśnienia. Prawdopodobnie prezentuje więc ona artystyczną wizję jak "czarna pantera" wyglądałaby na tle nowozelandzkiego krajobrazu. Podobny potwór jest jednak powtarzalnie widywany w najróżniejszych częściach Nowej Zelandii, a także w innych częściach świata. Najsłynniejsza jego obserwacja miała miejsce w piątek, 3 października (October) 2003 roku, w Mayfield, 35 km na północny-zachód od Ashburton, Nowa Zelandia. Obserwatorem był Mr Chad Stewart, zawodowy kierowca ciężarówki. Powyższy "Rys. #E4" ilustrował artykuł "An unsolved mystery" (tj. "Nierozwiazana tajemnica") jaki pojawił się w lokalnej gazecie nazywanej Ashburton Guardian (P.O. Box 77, Ashburton, New Zealand). Ja znalazłem ten rysunek dnia 14 października 2003 roku, na doskonałej stronie internetowej owej gazety, która to strona może być oglądana pod adresem Ashburton Guardian. Ponieważ obawiałem się, że Ashburton Guardian po jakimś czasie usunie ów rysunek aby zrobić miejsce na następną porcję interesujacych nowin, a także ponieważ chciałem uczynić ten rysunek i jego opis dostępny dla czytelników w językach innych niż angielski, przeniosłem go tutaj dla wygody oglądających tą stronę. Jednak wysoce zalecam aby najpierw go oglądać na oryginalnej stronie gazety Ashburton Guardian, gdzie jest on dostępny wraz z wysoce informacyjnymi artykulami na temat owego tajemniczego potwora z Ashburton. (Odnotuj, że strona owej gazety ma własną wyszukiwarkę. Po wpisaniu w niej słowa "panther" ukazuje się wykaz wszystkich artykułów na temat owego iluzyjnego potwora.) Warto też odnotować, że opisana w owej gazecie obserwacja "czarnej pantery" z okolic Ashburton opublikowana została także na stronach 31 do 32 książki pióra Nicola McClay o tytule "New Zealand Mysteries", Whitcoulls, 2005, ISBN 1-877327-36-0. Ponadto liczne artykuły na jej temat powtarzalnie pokazywały się w innych nowozelandzkich gazetach - jako przykład patrz artykuł "'Panther' eludes expert stalkers" jaki ukazał się na stronie A14 nowozelandzkiej gazety "Weekend Herald", wydanie datowane w sobotę (Saturday), August 19, 2006.

Rys. #E5.

Rys. #E5: Powyższe zdjęcie pokazuje, między innymi, dwa muskularne czarne psy jakie należą do rasy zwanej "rottweiler". (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) (W celu dokładniejszego oglądnięcia tego zdjęcia kliknij na nie.) Osoba w niebieskim skafandrze która trzyma na smyczy jednego z tych psów, to ja - dr Jan Pająk. Czarna chupacabra ("czarna pantera") która zaatakowała mnie i niemal zabiła kiedy miałem 17 lat, miała właśnie muskularną budowę ciała oraz wielkość psa tej szczególnej rasy, aczkolwiek jej kształt zewnętrzny znacznie od psa tego się różnił. Odnotuj jednak, że psa tej atletycznej rasy ja nigdy nie widziałem w Polsce, zaś po raz pierwszy w życiu zobaczyłem go dopiero po wyemigrowaniu do Nowej Zelandii. Więcej danych na temat wyglądu dziwnego potwora który zaatakował mnie i omal nie zabił kiedy byłem 17-letnim chłopcem, zawarte jest w podrozdziale R4.2 z tomu 14 monografii [1/4]).


Część F: Podziemne tunele i jaskinie odparowane w Nowej Zelandii przez wehikuły UFO:

      


#F1. Tunele UFO:

       UFO mają tą niezwykłą zdolność, że kiedy włączą swój tryb wiru magnetycznego, wówczas formują one wirującą chmurę jarzącej się plazmy wokoło swojej powłoki. Plazma, jak wiemy, jest ogromnie niszczycielskim zjawiskiem. Faktycznie cokolwiek nie da się pociąć z użyciem normalnych narzędzi, wówczas jest to cięte właśnie plazmą. Dlatego taka wirująca chmura jarzącej się plazmy która otacza wehikuł UFO jest rodzajem jakby piły tarczowej o przeogromnej mocy. Piła ta jest w stanie wcinać się w skały i w budynki. Poprzez użycie owych pił plazmowych, wehikuły UFO są w satnie odparowywać długie, proste, podziemne tunele. W Nowej Zelandii kilka takich tuneli zostało już odkryte, niestety żaden z nich nie został otwarty do badań. Dla przykładu górnicy którzy pracowali przy realizacji zapory wodnej "Clyde" raportowali mi że aż cały szereg takich prostych, szklistych tuneli został otwarty podczas wierceń, jednak były one natychmiast zacementowywane. Z tego powodu pierwszy tunel UFO jaki zdołałem zobaczyć i zbadać, znajduje się na Borneo a nie w Nowej Zelandii. Jest to słynna "Deer Cave" pokazana na "Rys. #F3".
       Ludzie są nietypowo (tj. sztucznie) sceptyczni w sprawie istnienia UFO. Z tego powodu wyjaśniają oni wszelkie dowody pozostawiane przez UFO na najróżniejsze "naturalne" sposoby. To także obejmuje tunele UFO. Typowe stwierdzenie jest, że takie tunele to faktycznie jaskinie lawy ("lava caves"), znaczy że wykonywane są one przez przepływ lawy z pobliskiego wulkanu. Na szczęście dla tuneli UFO, unikalny napęd magnetyczny jakiego używają wehikuly UFO, nakłada na te tunele cały szereg atrybutów, które faktywnie w nich występują jednak które nie mogą być obecne w "tunelach lawy". Dla przykładu, jedna grupa takich atrybutów wynika z faktu, że wehikuły UFO zawsze zmuszone są latać tak zwrócone że ich podłoga jest niemal prostopadła do lokalnego przebiegu linii sił ziemskiego pola magnetycznego. Ponieważ wehikuły UFO mają kształt w przybliżeniu dysku, taki ich lot oznacza, że muszą one odparowywać tunele eliptyczne, jak ten pokazany na "Rys. #F3", jeśli lecą one w kierunku magnetycznym północ-południe. Z kolei muszą one odparowywać tunele jakie mają w przybliżeniu przekrój trójkątny, jak ten pokazany na "Rys. #F1", kiedy lecą one w kierunku magnetycznym wschód-zachód. Zależność kształtu tunelu jaki UFO odparowują, od kierunku ich lotu, zilustrowana została na "Rys. #F2".
       Inną cechą charakterystyczną tuneli UFO jest istnienie w nich "podłogi pozornej". Faktycznie bowiem kompletne tunele UFO są zawsze symetryczne względem swej poziomej osi. Jednak ponieważ tuż po przelocie wehikułu UFO duża ilość gruzu skalnego opada na podłogę tych tuneli, a następnie gruz ten pokrywany jest szybko twardniejącymi oparami skały, niezależnie od faktycznej podłogi, tunele UFO posiadają też ową "podlogę pozorną" jaka przebiega na około połowie ich wysokości. Stąd dolna połowa tych tuneli znajduje się pod ową podłogą pozorną, zawsze będąc zapełniona gruzem skalnym a często także i wodą. Owa podłoga pozorna posiada także odmienną konsystencję niż ściany samego tunelu. Faktycznie też na "Rys. #F1" widzimy klasyczny wygląd takiej podłogi pozornej. Z kolei "Rys. #F2" ilustruje jak jest ona formowana i jak zalega ona tunel UFO.
       Tunele UFO występują praktycznie w każdym kraju. Tyle że nie wszędzie ludzie o nich wiedzą. Niniejsza strona, a także strona o magnokrafcie, pokazują zdjęcia tych tuneli z Nowej Zelandii i z tropikalnej wyspy Borneo. W Polsce takie tunele UFO na pewno istnieją pod Babią Górą, zaś folklor lokalny informuje że prawdopodobnie także istnieją pod Łysicą i pod Sobótką. Zdjęcie tunelu UFO istniejącego w Korei pokazane zostało na stronach o Korei i o Malborku. Zdjęcia zaś tuneli UFO z Ekwadoru i Australii pokazane są w rozdziale O z tomu 12 monografii [1/4].
       Po dalsze szczegóły o tunelach UFO proszę przeglądnąć podrozdziały z mojej monografii [1/4] wskazane pod ilustracjami "Rys. #F2" i "Rys. #F3".

Rys. #F1.

Rys. #F1: Czy powyższe zdjęcie pokazuje tunel UFO? (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Ja osobiście wierzę że tak. Ponieważ jednak nie mam możności przeprowadzenia dokładnych badań na tym tunelu, trudno mi o tym zawyrokować konklusywnie. Naukowcy ten tunel nazywaja "jaskinia lawy" (tj. "lava cave"), jako że przepływ lawy wulkanicznej jest jedynym naturalnym zjawiskiem które byłoby w stanie wyjaśnić unikalne atrybuty tych podziemnych tuneli (poza ich technicznym odparowaniem przez wehikuły UFO), jakich to atrybutów nauka ortodoksyjna nie chce jednak uznać za powodowane technicznie. Niemniej powyższe zdjęcie ilustruje, że ten szczególny tunel ujawnia obecność wszelkich atrybutów występujących w tunelach UFO, a także że byłoby dosyć trudno spowodować aby lawa płynęła poziomo, czy nawet nieco trochę pod górę. Powyższa fotografia niezwykłego tunelu pokazana jest na stronie 8 interesującej książki autorstwa (i copyrights) niejakiego Bruce W. Hayward, o tytule "Precious Land" (Geological Society Of New Zealand Guidebook Number Twelve, Bush Press Communications Ltd., P.O. Box 33-029, Takapuna 1309, Auckland, New Zealand, 1996, ISBN 0-908678-60-6). Opis jaki referuje do owego zdjęcia stwierdza że jest to "Wiri lava cave" zlokalizowana na górze zwanej "Wiri Mountain", w Manukau District (koło Auckland). Stwierdza on także, cytuję w moim wolnym tłumaczeniu: "Przy kilku okazjach w latach 1980-tych czujność miejscowych grotołazów uratowała ową jaskinię przed zniszczeniem przez skradające się kamieniołomy. ... Negocjacje pomiędzy najróżniejszymi ministerstwami aby nadać tej jaskini status rezerwatu zaczęły się w 1987 roku zaś w 1996 roku wcale nie wyglądają one bliższymi osiągnięcia tego celu." A więc wygląda na to że ktoś ogromnie wpływowy życzy sobie aby owa jaskinia została szybko zniszczona i nie była dostępna do oglądania przez ludzi. Z moich zaś poprzednich badań wynika, że jest tak zawsze kiedy w grę wchodzi jakiś materiał dowodowy na istnienie UFO, szczególnie tak obrazowy jak tunele UFO - jako przykład takiego skrytego chociaż upartego niszczenia materiału dowodowego na temat UFO patrz traktat [4B] na ten temat, lub patrz strony internetowe evil_pl.htm czy memorial_pl.htm.


Rys. #F2

Rys. #F2: Ta ilustracja pokazuje jak tunele UFO zostają odparowane, oraz jakie są najważniejsze ich cechy wynikające z tego sposobu ich odparowania. Szczegółowy opis atrybutów takich tuneli UFO zawarty jest w podrozdziale F10.1.1 z tomu 3 monografii [1/4] (jaki to podrozdział wyjaśnia jak owe tunele UFO są odparowywane przez wehikuły UFO), a także w podrozdziale O5.3.1 z tomu 12 monografii [1/4] (jaki wyjaśnia własności tunelu zwanego "Deer Cave" który istnieje na Borneo oraz który pokazany jest poniżej).

Rys. #F3

Rys. #F3: Fotografia najbardziej spektakularnego tunelu UFO, jakim jest tzw. "Deer Cave" z północnego Borneo. Tunel ten opisany został szczegółowo w podrozdziale O5.3.1 z tomu 12 monografii [1/4]. Powyższe jego zdjęcie omawiane jest również na stronie internetowej magnocraft_pl.htm.)


#F2. Legowiska Taniwha'ry:

       Nowozelandzcy Maorysi mają liczne legendy referujące do gignatycznych stworów jakie oni nazywają "Taniwha" (słowo to wymawiają w przybliżeniu jako "tanifar"). Jeśli zaś ktoś przeanalizuje wygląd i zachowanie się owych stworów, owo zachowanie bardzo dokładnie odpowiada zachowaniu dzisiejszych wehikułów UFO. Stąd jest wysoce prawdopodobne, że Maorysi którzy nie znali maszyn, wzięli latające wehikuły UFO za mistyczne zwierzęta nazywając je "Taniwha". Taka możliwość jest dodatkowo potwierdzana faktem, że identyczną nazwą "Taniwha" Maorysi zwykli również nazywać szatańskie stworzenia ludzko-kształtne (tj. ludzko-kształtne "Taniwha" z folkloru Maoryskiego są podobne do "serpentów" i "diabłów" z folkloru europejskiego). Wygląda więc na to że dawni Maorysi byli skołowani widząc ogromne latające wehikuły UFO, z jakich wyłaniali się szatańsko usposobieni członkowie załogi tych wehikułów, dlatego też nazywali oni "Taniwha" zarówno same wehikuły UFO jak i załogantów tych wehikułów UFO.
       Dziwne podobieństwo pomiędzy wehikułami UFO a Taniwha, polega też na tym że każde z nich ma tendencję do ukrywania się przed ludźmi wewnątrz jaskiń jakie odparowane zostały przez wehikuły UFO we wnętrzu samotnie stojących wzgórz. Zgodnie z legendami Maorysów, istnieje sporo wzgórz w Nowej Zelandii, które posiadają w swym wnętrzu ogromne beczko-kształtne jaskinie. W tych jaskiniach potwory Taniwha ukrywały się przed ludźmi. Jak dotychczas dowiedziałem się o takich Taniwha ukrywających się we wnętrzu: (1) Saddle Hill koło Dunedin (pokazanym tu na "Fot. 2a"), (2) Matanaka Hill koło Waikouaiti (pokazanym tu na "Fot. 13b"), (3) świętej góry Puketapu koło Palmerston, (4) góry Nimrod koło Timaru, oraz kilku dalszych jakich nazw ani położeń nie zdołałem zarejstrować. Jeśli ktoś przeanalizuje dokładnie owe góry jakie mają ukrywać w sobie Taniwha, okazuje się wówczas że góry te są ustawicznie pokrywane świeżymi pierścieniami telekinetycznie stymulowanej roślinności. (Można zobaczyć takie właśnie pierścienie na fotografii z "Rys. #F5", a także "Rys. #E2" i "Rys. #I3".) Z kolei jest już nam wiadomym, że właśnie takie pierścienie stymulowanej roślinności są formowane kiedy wehikuły UFO działające w trybie "telekinetycznego migotania" wolno zanurzają się pod ziemię. (Czym jest ów stan "telekinetycznego migotania", wyjaśnione to zostało na stronie telekinesis_pl.htm.) Czyli owe wypalone pierścienie roślinności są rodzajem materiału dowodowego jaki potwierdza prawdę w opowiadaniach Maorysów o Taniwha ukrywających się w jaskiniach zlokalizowanych we wnętrzu owych samotnych wzgórz!
       Aby wszystko było nawet jeszcze bardziej niezwykłe, podczas moich badań UFO spokałem naocznych świadków, którzy faktycznie zostali uprowadzeni do wehikułów UFO zaparkowanych w takich jaskiniach z wnętrza samotnych gór. Jeden z tych świadków został uprowadzony do wehikułu UFO, jaki "zaparkowany" był w takiej jaskini która istnieje we wnętrzu tzw. "Saddle Hill" koło Dunedin - patrz "Rys. #B2". Jego uprowadzenie dokonane zostało za pomocą "promienia podnoszącego" który dla niego wyglądał jak promień kolorowego światła. Opowiadał mi on, że kiedy w swoim locie miał właśnie uderzyć w powierzchnię Saddle Hill, zaczął się bać że mu się coś stanie. Jednak w rzeczywistości przeniknął on przez glebę i skały do jaskini w środku, potem zaś do ogromnego wehikułu UFO jaki zawisał we wnętrzu tej jaskini, tak jakby te twarde przeszkody były wykonane z jakiegoś płynu. UFOnauci sądzili że on śpi kiedy go uprowadzili, tymczasem on jedynie pretendował że śpi, stąd mógł potem opowiedzieć mi całą historię swojego uprowadzenia. Inny świadek uprowadzony został do wehikułu UFO jaki zaparkowany był we wnętrzu jaskini zlokalizowanej w jednym ze wzgórz miasta Auckland. Niestety wówczas jedynie wizytowal on Auckland (mieszkał wtedy w Dunedin). Dlatego nie był obznajomiony z owym miastem i dosyć skołowany swoim niezwykłym przeżyciem, nie był więc w stanie powiedzieć mi które wzgórze to było.
       Jeśli jaskinia kryjąca się we wnętrzu dużej góry odparowana zostanie przez wehikuł UFO typu K10, wówczas jej średnica może przekraczać jeden kilometr. Z kolei niewielkie wehikuły UFO zawisające w takiej ogromnej jaskini oraz jonizujące powietrze swoim polem magnetycznym wyglądałoby w niej jak małe podziemne słońca. Gdyby więc do takiej ogromnej jaskini częściowo wypełnionej podziemnym jeziorem oraz z własnym jakby poziemnym "słońcem" zabłądził ktoś z ludzi, wówczas po powrocie na powierzchnię zacząłby on opowiadać o całym "podziemnym świecie". Właśnie taka gigantyczna beczko-kształtna jaskinia ukrywająca się pod "Cairnmuir Hill" położonym koło Cromwell przy drodze do wioski o nazwie Nevis, została odkryta podczas wiercenia tuneli odwadniających dla zapory wodnej Clyde. Jest ona tak ogromna, że może pomieścić w sobie nawet największy wehikuł UFO. Ogromne jezioro wypełnione wodą mineralną znajduje się na jej dnie. W okolicach zaś Cromwell krąży sporo opowieści o tej oraz o innych podobnych do niej podziemnych jaskiniach. Jest więc możliwe że to właśnie echa podobnych opowieści zainspirowały Juliusza Verne do napisania swojej "Podróży do wnętrza ziemi". (Zapewne nie jest też przypadkiem że akcja filmu telewizyjnego z 1999 roku o tytule "Journey to the Center of the Earth", opartego na owej opowieści J. Verne, toczy się właśnie w Nowej Zelandii.) Wszakże J. Verne był świadom folkloru nowozelandzkiego. W swoich innych książkach referuje on nawet do istnienia "podziemnych światów" pod Nową Zelandią, a także opisuje nowozelandzkiego ptaka "kiwi".
* * *
       W tym miejscu powinienem dodać, że dokładna interpretacja kim właściwie były owe straszne Taniwha których wojowniczy nowozelandzcy Maorysi tak panicznie się bali, zaprezentowana jest na odrębnej stronie internetowej o kościele Św. Andrzeja Boboli w Miliczu. Interpretacja ta podparta jest dosyć sporym zdjęciowym materiałem dowodowym pokazującym m.in. wygląd owych strasznych "Taniwha" oraz wygląd ich morderczej broni. Z kolei wygląd "latającego serpenta" który wywodzi się z podobnej do Maoryskiej mitologii Kambodży, pokazany jest na "Fot. #2" ze strony o Biblii autoryzowanej przez samego Boga

Rys.#F4.

Rys. #F4: Wycinek wnetrza jaskini zwanej "Batu Cave" z Kuala Lumpur w Malezji, w której podobno mieszka Hinduski bóg Murugan. (Zdjęcie rzeźby boga Murugan pokazane jest na "Fot. #1" ze strony internetowej o filozofii pasożytnictwa.) (Kliknij na powyższa fotografię aby oglądnąć ją w powiększeniu.) Owa jaskinia faktycznie zlokalizowana jest we wnętrzu wzgórza stojącego samotnie. Z zewnatrz wzgórze to wygląda bardzo solidnie, zaś jaskinia ukryta w jego wnętrzu została odkryta tylko ponieważ część jego zbocza uległa zawaleniu. W przeciwnym przypadku ludzie nie mieliby pojęcia że ogromna jaskinia ukrywa się we wnętrzu tego samotnego wzgórza. Batu Cave jest też ukształtowana jak beczka, tak że z łatwością jest ona w stanie pomieścić duży wehikuł UFO w swoim wnętrzu. Jest zlokalizowana na jakiejś 1/3-ciej wysokości wzgórza "Batu Hill". Stąd dominuje ona swoje otoczenie i jako taka pozwala na dokonywanie bezpośrednich uprowadzeń ludzi przez promień podnoszący wysyłany z wnętrza owej jaskini. Nie jest więc przypadkiem że zadeklarowana ona została "świętą jaskinią" przez wyznawców religii hinduizmu, oraz że obecnie religijne obrządki Taipusam są w niej prowadzone w styczniu lub lutym każdego roku. Zauważ że jeden z bogów hinduskich (tj. God Ganesh) posiada twarz przykrytą maska gazową podobną do masek o jakich obecnie wiemy że używane są przez rasę UFOnautow którzy nie są w stanie oddychać ziemską atmosferą. Oczywiście starożytni ludzie nie wiedzieli co to takiego maska gazowa lub aparat do oddychania, stąd wierzyli oni że Ganesh jest "Bogiem Słoniem".


Rys. #F5

Rys. #F5: Fotografia wzgórza zwanego "Matanaka Hill" z Waikouaiti w północnym Otago. Zgodnie z legendami Maorysów, potwór "Taniwha" żyje również we wnętrzu owej góry. Jeśli przetłumaczymy ową legendę na dzisiejszy język, jest wysoce prawdopodobnym że we wnętrzu owej góry znajduje się jaskinia, zaś w owej jaskini rezyduje wehikuł UFO który dokonuje uprowadzeń ludzi mieszkających w pobliżu owej góry. Przez dziwny zbieg okoliczności owo wzgórze zawsze pokryte jest licznymi pierścieniami roślinności spalonej urządzeniami napędowymi wehikułów UFO. Na tej fotografii mozliwe jest zobaczenie kilku takich pierścieni trawy wypalonej magnetycznie przez UFO. Trzy największe z nich uszeregowane są w poziomym rzędzie jeden przy drugim. Można je łatwo dostrzec ponieważ ja (tj. Dr Jan Pajak) stoje w środku centralnego z nich. Aby uświadomić sobie jak ogromne są wehikuły UFO które wypaliły owe pierścienie, wystarczy porównać moją wielkość z wielkoącią owych powypalanych pierścieni. Biały okrąg jaki trzymam w swoich rękach ma dokładnie 1 metr średnicy, zaś jego strzałka wskazuje położenie magnetycznej północy. Jest wysoce prawdopodobnym, że takie pierścienie magnetycznie powypalanej roślinności są formowane kiedy wehikuły UFO wolno zanurzają się pod ziemię w stanie telekinetycznego migotania aby przenieść się do wnętrza jaskini zlokalizowanej we wnętrzu owej góry.
       Kiedy w lutym 2008 roku przejeżdżałem obok "Matanaka Hill", odnotowałem że w miejscu jakie pokazuje powyższe zdjęcie istnieje teraz rodzaj ogromnego leja. Lej ten nie istniał w 1988 roku kiedy wykonywałem powyższe zdjęcie. Powstał on zapewne z powodu zawalenia się jakiejś części jaskini która znajduje się we wnętrzu owej góry. Potwierdza więc on sobą, że legendy Maoryskie posiadają jednak fizykalny merit i że faktycznie w jaskini z wnętrza owej góry mógł kiedyś ukrywać się wehikuł UFO.
       Wierzenia że niektóre góry ukrywają wehikuły UFO z ich szatańskimi załogantami nie istnieją jedynie wśród nowozelandzkich Maorysów. Jak to pokazuje "Rys. #F4", dokładnie takie same wierzenia mają wyznawcy hinduizmu. Z kolei "Fot. #2" na stronie o Biblii autoryzowanej przez samego Boga pokazuje serpento-kształtne wehikuły UFO opisywane mitologią Kambodży. Co ciekawsze także w Polsce istnieją liczne legendy na temat smoków, diabłów i wiedźm kryjących się w jaskiniach z wnetrza wybranych gór. Przykładowo legendy twierdzą że w Polsce diabły i czarownice zlatywały się do Babiej Góry, Łysej Góry, Sobótki, a także do wzgórza na jakim obecnie stoi zamek w Malborku. (Faktycznie to w zamku malborskim nawet obecnie widywane są dziwne stwory zlatujące w dół do podziemi - patrz zdjęcie jednego z nich pokazane na stronie o zamku w Malborku.) Wszystkie też cechy owych polskich zadiablonych gór zdają się pokrywać z cechami gór w Nowej Zelandii które ukrywają Taniwha w swoim wnętrzu.


Część G: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z eksplodowowania statku kosmicznego (a ściślej tzw. "wehikułu czasu") koło Tapanui w 1178 roku:

      


#G1. Miejsce eksplozji UFO koło Tapanui:

       Prawdopodobnie każdy słyszał o słynnej eksplozji Tunguskiej w Centralnej Syberii, z 1908 roku. Otóż Nowa Zelandia doświadczyła podobnej eksplozji w 1178 roku. Tyle że owa nowozelandzka eksplozja była wiele razy bardziej potężna niż owa rosyjska. Ponadto nowozelandzka eksplozja pozostawiła po sobie ogromny krater oraz liczne inne dowody materialne, jakie można sobie pooglądać nawet obecnie. Owa eksplozja UFO z Nowej Zelandii miała miejsce koło małego miasteczka nazywanego Tapanui. Do dzisiaj można tam znaleźć liczne jej pozostałości, a także dowody materialne że faktycznie miała ona miejsce. Niektóre z nich można zobaczyć na stronie internetowej oznaczonej w "Menu 2" jako Tapanui.

* * *
Ponieważ skompletowałem sporo badań nad ową eksplozją UFO koło Tapanui, sporządziłem dla niej odrębną stronę internetową wyłącznie poświęconą dla jej opisania. Jeśli więc czytelnik zechce teraz dowiedzieć się więcej na temat owej gigantycznej eksplozji UFO, powinien przenieść się na stronę Tapanui która opisze ją w większej liczbie szczegółów.
Rys. #G1

Rys. #G1. Widok krateru Tapanui ze znacznej odległości. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) To w tym miejscu w 1178 roku eksplodował stos około 7 wehikułów UFO typu K6. Krater ten posiada około 1 kilometra średnicy. Odnotuj ogromną sosnę rosnącą przy górnej krawędzi w pobliżu środka krateru. Owa sosna jest także widoczna na poprzedniej fotografii tego krateru. Kolejna sosna rośnie w środku krateru po jego lewej stronie. Odnotuj też jak maleńkie są szopy w których właściciel tego krateru przechowuje swoje narzędzia.
       Powyższe oraz inne fotografie krateru Tapanui są również pokazane na odrębnej stronie tapanui_pl.htm - o eksplozji Tapanui.


Rys. #G2

Rys. #G2: Widok krateru Tapanui z jego południowego końca. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Powyższa fotografia została wykonana w 1998 roku, wkrótce po tym jak krater Tapanui przeszedł intensywne zabiegi kultywacyjne. Pechowo, owe zabiegi zniszczyły wiele z originalnych atrybutów tego miejsca eksplozji UFO (np. wyrównały zarysy wewnętrznych kraterów jakie istniały we wnętrzu tego krateru).


Rys. #G3

Rys. #G3: Kiedykolwiek ekspedycja badawcza była organizowana do krateru Tapanui, niespodziewanie w kraterze zaczynała panować nieprzyjemna pogoda jaka czyniła owe badania niemożliwymi. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Najczęściej taka nieprzyjemna pogoda objawiała się silnym wiatrem, lokalną mgłą, lub silnym opadem deszczu jakie zdumiewająco ograniczały się tylko do samego krateru. Raz w kraterze odnotowane zostało tornado. Na powyższej fotografii udokumentowany został dziwny aczkolwiek potężny wiatr, jaki podczas jednej z takich ekspedycji badawczych panował jedynie w samym kraterze Tapanui oraz na jego krawędzi, jednak zanikał zaledwie kilka metrów od krateru. Później odkryłem że niewidzialne wehikuły UFO są w stanie kształtować pogodę na swoje życzenie i to w każdym miejscu w jakim starają się na coś wpływać ową pogodą.


#G2. Koncentrycznie powalone drzewa szlachetnego "totara" które pamiętają czasy Jezusa:

       W 1178 roku potężna eksplozja koło Tapanui wykorzeniła drzewa, z jakich niektóre już wówczas liczyły ponad 1000 lat. Drzewa te w przeważającej części były słynnymi w Nowej Zelandii szlachetnymi drzewami totara, które rosną bardzo wolno. Faktycznie to drzewo totara o okolo 1 metra średnicy przed eksplozją Tapanui musiało rosnąć ponad 1000 lat. Niektóre z tych drzew wywróconych w 1178 roku przekraczały 2 metry średnicy. To zaś oznacza, że były one już spore kiedy Jezus przebywał na Ziemi. Po ponad 850 latach leżenia martwymi, drewno z tych drzew (obecnie więc mające ponad 2000 lat) jest ciągle tak twarde, że lokalni przedsiębiorczy rzemielśnicy używają je dla wytaczania i rzeźbienia. Zwykle wykonują z nich najróżniejsze pamiątki dla turystów. Stąd jeśli ktoś ma wystarczająco dużo szczęścia aby natrafić na takiego przedsiębiorczego rzemielśnika, wówczas za kilka dolarów może kupić sobie pamiątkę wykonaną z drewna które pamięta czasy Jezusa. Jednak nawet jeśli ktoś nie kupi sobie takiej pamiątki, ciągle powinien przyglądnąć się dobrze owym starym drzewom totara z nowozelandzkiego krajobrazu, ponieważ zamrożone w nich jest wiele historii i zaskakujących zdarzeń - po szczegóły patrz strona oznaczona w menu nazwą Tapanui.

Rys. #G4

Rys. #G4. Tak oto wyglądają stare kłody szlachetnych drzew zwanych totara, jakie powykorzeniane były w 1178 roku przez podmuch eksplozji Tapanui. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Na przekór swych owierzchni faktycznie wygladającej na ich wiek, w środku mają one twarde i zdrowe szlachetne drewno czerwonego koloru. Jakość tego szlachetnego drewna jest jeszcze wyższa niż drewno dębowe z Europy. Miejscowi przedsiębiorczy rzemielśnicy używaja to szlachetne drewno do wytaczania najróżniejszych pamiątek wysoce cenionych przez turystów z powodu ich piękna. Aby pokazać jak owo zdrowe czerwone drewno wygląda, usunąłem fragment powierzchni z przedniej części powyższej kłody. Zauważ, że poza ową kłodą widoczny jest fragment okrężnej krawędzi nieco odstającej z poziomu pastwiska. Wgłębienie jakie owa krawędź otacza, to właśnie krater Tapanui. Powyższa stara kłoda drzewa totara zwykła leżeć jedynie około 400 metrów od krawędzi tego krateru.


#G3. Niezwykłe "kamienie ceramiczne":

       Wyobraźmy sobie eksplozję wehikułu UFO lecącego na niskiej wysokości tuż ponad powierzchnią lasu. Jego pędniki wypełnione po brzegi energią magnetyczną i rozlokowane na kształt czaszy reflektora, nagle uwalniają potężną falę uderzeniową o sile kilku milionów ton TNT skierowaną wzdłuż linii sił ziemskiego pola magnetycznego. Fala ta jak współczesny pocisk kumulacyjny wbija się w ziemię wyrywając w niej ogromny krater. Odłamy gleby poprzednio zalegającej ten krater, wymieszanej z fragmentami rosnących na niej drzew wyrzucone zostają w powietrze i rozbryźnięte na ogromne odległości od miejsca ich oryginalnego zalegania. Podczas lotu w powietrzu ze wszystkich stron oblewa je żar i ciśnienie eksplozji. Otoczone rozżarzonym powietrzem o ogromnym ciśnieniu bryły te w przeciągu sekund zamieniają się w kamienie których powierzchnia topnieje od gorąca. Pęd rozpalonego powietrza zaczyna modelować je w piękne aerodynamiczne kształty. Po opadnięciu i ostygnięciu wyglądają więc jak piękne naturalne rzeźby, o fantazyjnych kształtach i żywych kolorach. Z uwagi na ich fizykalne własności przypominające bryły porcelany, w Nowej Zelandii dosłownie nazywane są one "porcelanowymi kamieniami" (po angielsku "china stones"). We wszystkich swoich polskojęzycznych publikacjach dotyczących legendarnej eksplozji UFO koło Tapanui autor nazywa je "kamieniami ceramicznymi".
       Na totaliztycznej stronie internetowej tapanui_pl.htm - o eksplozji Tapanui pokazane jest zdjęcie takiego ceramicznego kamienia (kliknij tutaj aby oglądnąć owo zdjęcie).


Część H: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z zafalowań "przestrzeni czasowej" spowodowanej eksplozjami wehikułów czasu:

      


#H1. Powtarzalne choć krótkotrwałe pojawianie się w Nowej Zelandii zwierząt dawno już wymarłych:

       Wehikuły UFO jakie eksplodowały koło Tapanui reprezentują tzw. wehikuły czasu. Z kolei eksplozja wehikułu czasu wzbudza potężne zakłócenia w "przestrzeni czasowej", a więc również zakłócenia w ciągłości upływu czasu na danym terenie. Czas zaczyna tam wówczas falować tak jak fale na jeziorze. Ów falujący czas z kolei posiada zdolność do wynoszenia do naszych czasów najróżniejszych zwierząt (lub ludzi), jakie normalnie żyją w odmiennych czasach. Przykłady takich wymarłych już zwierząt krókotrwale pojawiajacych się w naszych czasach obejmują gigantyczne ptaki moa, a także przedpotopowy stwór drapieżny podobny do krokodyla.
       Na totaliztycznej stronie internetowej tapanui_pl.htm - o eksplozji Tapanui pokazane są zdjęcia gigantycznego ptaka moa (kliknij tutaj aby oglądnąć jedno z tych zdjęć).
       W tym miejscu warto sobie uświadomić, że fluktuacje czasu występują w pobliżu każdego byłego miejsca eksplozji wehikułu czasu. Z kolei w historii Ziemi eksplodowało już sporo takich wehikułów czasu w najróżniejszych miejscach naszego globu (po szczegóły patrz podrozdziały C7 do C7.3 w monografii [5/4]). Dlatego takie prehistoryczne zwierzęta pojawiają się i znikają nie tylko w Nowej Zelandii, ale także i w całym szeregu najróżniejszych innych miejsc naszej planety. Najbardziej znanym z nich jest słynny "Nessie" z jeziora Loh Ness w Szkocji, a także podobny do dinozaura potwór z jeziora Cini w Malezji.


#H2. Dzisiejsze obserwacje wymarłego ptaka moa:

       Już dawno wymarłymi zwierzętami najczęściej pojawiającymi się w Nowej Zelandii w wyniku owych zafalowań przestrzeni czasowej są ogromne ptaki Moa. Co jakiś też czas w Nowej Zelandii ludzie widzą owe ptaki, lub odnajdują ich ślady - na przekór że ptaki Moa całkowicie wymarły w 1178 roku, tj. zaraz po owej eksplozji UFO koło Tapanui. Stąd jednego dnia ludzie je spotykają i widzą, następnego dnia nie daje się już ich odnaleźć. Najnowszy przypadek kiedy to dwóch australijskich naukowców odnalazło świeże ślady tzw. "scrub moa" w nowozelandzkiej puszczy z okolic Urewera, opisany został w artykule zatytułowanym "Urewera moa 'probably emu' ", opublikowanym na stronie A5 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z środy (Wednesday), January 9, 2008. Te same świeże ślady moa opisane również zostały w jeszcze jednym artykule o tytule "Big birds puzzle experts" (tj. "Ogromne ptaki zastanawiają ekspertów") który ukazał się na stronie A8 nowozelandzkiej gazety The New Zealand Herald, wydanie z czwartku (Thursday), January 10, 2008.
       Powinienem tu dodać, że jeden z moich znajomych, w 1987 roku sfotografował świeży szlak z wyraźnymi odciskami stóp, wykonany przez gigantycznego ptaka moa.


#H3. Historyczne obserwacje wymarłego ptaka moa:

       Obserwacje od dawna wymarłego już ptaka moa przynoszonego do naszych czasów przez takie zafalowania przestrzeni czasowej wcale nie są ograniczone tylko do naszych czasów - znaczy do czasów kiedy wyobraźnia ludzi jest inspirowana przez wystawy muzealne i przez filmy dokumentarne w telewizji. Faktycznie to owe wymarłe ptaki moa są widywane w Nowej Zelandii od początku europejskiego osadnictwa w tamtym kraju. Dla przykładu, takie właśnie zafalowanie czasu najprawdopodobniej jest odpowiedzialne za nastepującą wiadomość która pojawiła się w nowozelandzkiej gazecie "The Southland Times", wydanie z dnia 5 marca 1875 roku, strona 3, cytuję: "Christchurch, 4 marca. Oświadczenie pojawiło się w Globe od godnego zaufania korespondenta, którego jednakże Globe nie ujawnił, że ślady moa zostały odkryte w lasach Oxford Bush, czterdzieści mil od Christchurch, dnia 2 marca. Trzy osoby podobno widziały te ślady, każdy mierzący sześć cali, z odstępem pomiędzy każdym śladem pomiędzy siedmiu a dziewięciu stóp. Ślady te były sprawdzane na dystansie pół mili". (W oryginale angielskojęzycznym: "Christchurch, March 4. A statement appears in the Globe from a trustworthy correspondent, whom however the Globe does not vouch for, that moa’s tracks had been discovered at Oxford Bush, forty miles from Christchurch, on the 2nd March. Three people are alleged to have seen footprints, each measuring six inches, the distance between each footprint being from seven to nine feet. The tracks were followed for half-a-mile.")


#H4. Trwałe przyniesienie do naszych czasów jaszczura "tuatara" zwanego "kluczem do wiedzy":

       Jednym z bardziej znaczących przykładów materiału dowodowego popierającego sporadyczne pojawianie się w naszych czasach ptaka Moa, jest równoległe pojawienie się w Nowej Zelandii innego stworzenia, które również mogło zostać pochwycone z odległych epok geologicznych i przeniesione do obecnych czasów w efekcie takich zaburzeń (zafalowań) przestrzeni czasowej. Jest nim sporej wielkości stwór jaszczurowaty pokrewny do dinozaurów i nazywany "tuatara". Został on dokładniej opisany w podrozdziale C7.3, w punkcie E1 z rozdziału I, oraz w punkcie E1 z podrozdziału G5 monografii [5/4]. Żył on już na Ziemi około 150 milionów lat temu, zaś niektórzy z jego krewniaków pojawili się aż 225 milionów lat temu. W sensie wieku jest on więc mniej więcej rówieśnikiem dla węgla kamiennego, czyli rodzajem "żywej skamienieliny".
       Zgodnie z teoriami zaproponowanymi w monografiach [5/4] i [1/4], jaszczur tuatara najprawdopodobniej został przeniesiony do naszych czasów z odległych epok geologicznych w efekcie zaburzenia (zafalowania) owej tzw. "przestrzeni czasowej" w chwili eksplozji koło Tapanui wehikułu czasu (po więcej danych patrz np. punkt #6 w rozdziale K z [5/4]). Gdyby teorie te były prawdziwe, wtedy oczywiście możnaby je udowodnić lub obalić odpowiednimi badaniami - przykładowo poprzez sprawdzenie czy istnieją jakieś dobrze udokumentowane i niezawodnie datowane szczątki Tuatara pochodzące z czasów poprzedzających eksplozję Tapanui. (Ja od dawna rozglądam się za jakimiś dowodami że takie szczątkami istnieją. Jednak, jak dotychczas, ku swemu zdumieniu, faktycznie nie zadołałem natrafić na żaden ślad istnienia w Nowej Zelandii jakichkolwiek szczątków tuatara starszych niż 900-letnich.)
       Intrygującą ciekawostką "Tuatara" jest, że tłumaczenie znaczenia jego (maoryskiej) nazwy brzmi "klucz do wiedzy". Ja wyjaśniam sobie to znaczenie w następujący sposób. Maorysi utrzymywali (i utrzymują zresztą do dzisiaj) żywe kontakty ze swoimi kosmicznymi "Tohunga", tj. kosmicznymi nauczycielami i nadzorcami z UFO. Jako, że owi "Tohunga" posiadają wiedzę UFOnautów, doskonale wiedzą oni, że "Tuatara" pojawiły się w Nowej Zelandii w wyniku silnego zafalowania przestrzeni czasowej. Jako takie, nasze zrozumienie mechanizmu ich przybycia do naszych czasów stanowi "klucz do wiedzy". Kiedy zaś Maorysi zostali o tym poinformowani, z czasem zapomnieli uzasadnienia dlaczego "Tuatara" są "kluczem do wiedzy", niemniej przez zwykły szacunek do swoich "Tohunga" utrzymali ową nazwę dla tej "żywej skamienieliny".
       Żywe tuatara można zobaczyć w aż kilku miejscach Nowej Zelandii. Prawdopodobnie najłatwiej dostępnym z tych miejsc jest muzeum w Invercargill (o bezpłatnym wstępie), które utrzymuje swoją własną sporą populację żywych tuatara. Oto zdjęcie żywego jaszczura "tuatara" o około 40 cm długości, utrzymywanego w owym "tuatarium" z muzeum w Invercargill (kliknij tutaj aby zdjęcie to oglądnąć).


Część I: Ciekawostki Nowej Zelandii spowodowane skażeniem przez eksplozję Tapanui gleby i wód owego kraju niezwykłym polem telekinetycznym (które wyzwala gigantyczne mutacje organizmów żywych):

      


#I1. Gigantyczne mutacje stworzeń zamieszkujących Nową Zelandię:

       Podczas eksplozji Tapanui cała powierzchnia Nowej Zelandii została skażona telekinetycznie. Owe telekinetyczne skażenie zawarte jest w glebie Nowej Zelandii do dzisiaj. Ma ono tą niezwykłą zdolność, że wyzwala gigantyczne mutacje organizmów żywych. Dlatego najróżniejsze organizmy jakie zamieszkują Nową Zelandię od czasu do czasu mutują do gigantycznych rozmiarów. Stąd kiedy ktoś przebywa w Nowej Zelandii, może się tam spotkać z takimi ogromnymi mutacjami. Najsłynniejsze i naczęściej spotykane z nich są liczne mutacje super-ptaka Moa. Jedna z jego mutacji wyrastała do rozmiaru żyrafy. (Moa normalnego rozmiaru są wielkości indyka.) Ptaki te mogą być oglądane w praktycznie każdym muzeum z terenu Nowej Zelandii. Mutacje innych organizmów mogą być oglądane głównie w gazetach, jako że muzea nie są zainteresowane w ich eksponowaniu. Przykładem takich mutantów pokazywanych głównie w gazetach, może być gigantyczny rak pokazany na "Rys. #I1", czy gigantyczne grzyby "purchawki" ("puff-balls") jakich kolorowa fotografia jest pokazana na "Rys. #I2". (Opis owych "purchawek" publikowany był w artykule "Sprouting puff-balls" z nowozelandzkiej gazety z Dunedin o nazwie Otago Daily Times wydanie datowane w czwartek (Thursday), 26 marca 1998 roku, strona 11, sekcja "Regional News". Artykuł ten ciągle jest dostępny "on line" na stronie internetowej owej gazety.) Pamietam też że wkrotce po moim przybyciu do Nowej Zelandii w 1982 roku, jakaś gazeta (bodajże była to The Press z Christchurch) opublikowała fotografię jadalnego grzyba wielkości dorosłego człowieka. Ów rodzaj grzybów rośnie równiez w Polsce, gdzie nazywany jest "prawdziwek". Znam go doskonale bowiem jako mały chłopiec zbierałem go bardzo często. Maksymalny rozmiar jaki osiąga on w Polsce wynosi około 30 cm wzrostu. Stąd ów nowozelandzki gigant był około 6 razy wiekszy niż normalnie. Mechanizm jaki powoduje owe gigantyczne mutacje organizmów żywych opisany jest dosyć dokładnie w podrozdziale JE9.3 z monografii [1/4].
* * *
       W mojej prywatnej opinii, temat gigantycznych mutacji z Nowej Zelandii, zamiast bycia wyciszanym, powinien być pilnie badany. Jest tak ponieważ właśnie obecnie nasza planeta przechodzi przez gorączkę inżynierii genetycznej ("genetic engineering" lub "GE"). Chodzi bowiem o to, że gigantyczne mutacje z Nowej Zelandii mogą ukrywać wskazówki co nas czeka w przyszłości jeśli pozwolimy aby GE dziko rozprzestrzeniała się po naszej planecie jak nieposkromiony pożar.
Rys. #I1.

Rys. #I1: Gigantyczny mutant raka morskiego lokalnie nazywanego "packhorse crayfish". (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Waży on 6.3 kilograma i mierzy 1.34 metra długości (normalnych wymiarów rak tego gatunku jest około 10 razy mniejszy). Został on złapany przez Mr Brian Hoult z Hikurangi, koło Three Mile Reef w morze od Bream Bay, na północ od Whangarei krótko przed 27 września (September) 2003 roku. Opisy tego raka, ilustrowane powyższą fotografią, najpierw opublikowane były w gazecie The Northern Advocate (P.O. Box 210, Whangarei, New Zealand) która posiada prawa copyright na powyższe zdjęcie. Ja zaś znalazłem je w artykule "Monster crayfish could be 100" jaki pojawił się w innej nowozelandzkiej gazecie The Dominion Post, wydanie z soboty, 27 września (Saturday, September 27), 2003 roku, strona A9. Powyższy gigantyczny rak jest tylko pojedyńczym przykładem z ogromnej liczby gigantycznych mutacji jakie bez przerwy pojawiają się w Nowej Zelandii z powodu telekinetycznego skażenia jej terytorium spowodowanego eksplozją Tapanui z 1178 roku. Ponieważ sprawa inżynierii genetycznej - Genetic Engineering (GE) staje się tak paląca ostatnio, w mojej opinii owa sprawa gigantycznych mutacji nowozelandzkich powinna być pilnie badana.
       Zdjęcie innego równie gigantycznego raka morskiego po polsku nazywanego homarem, zaś po angielsku crayfish lub lobster, pokazane zostało w artykule "New home for old timer of the deep" (tj. "Nowy dom dla staruszka z głębin") opublikowanym na stronie A4 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z piątku (Friday), February 15, 2008. Ten inny rak ważył około 6 kilogramów, był długi na 60 cm, oraz uważano że liczył on około 50 lat. Jego mięso przy cenach w dniu jego złapania około $60 za kilo, warte było $360. Złapany on został koło północnego końca Kapiti Island, oraz udostępniony żywy do oglądania przez wizytujących "Marine Education Centre" w Island Bay, Wellington, Nowa Zelandia.

Rys. #I2.

Rys. #I2: Fotografia gigantycznych grzybów popularnie nazywanych "purchawkami". (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Była ona opublikowana w artykule "Sprouting puff-balls" z doskonałej gazety nowozelandzkiej z Dunedin o nazwie Otago Daily Times wydanie datowane w czwartek (Thursday), 26 marca (March) 1998 roku, strona 11, sekcja "Regional News". Gazeta Otago Daily Times jest właścicielem praw copyright do powyższego zdjęcia. Odnotuj że owa gazeta posiada doskonale utrzymywaną stronę internetową jaka udostępnia wszystkie jej dawne artykuły począwszy od 1 lipca (July) 1997 roku. Powyższy artykuł, ale bez zdjęcia, jest więc dostępny "on line" na owej stronie internetowej.
       Interesującym w powyższym zdjęciu jest, że widać na nim iż owe gigantyczne purchawki rosną wzdłuż obwodu okręgu. To bowiem oznacza, że ich mutację do gigantycznych rozmiarów spowodowało lądowanie dyskoidalnego wehikułu UFO drugiej generacji, którego pędniki nasyciły glebę polem telekinetycznym. Na indukowanie takich gigantycznych mutacji grzybów przez telekinetyczny napęd wehikułów UFO wskazuje też fakt, że mutacje takie sporadycznie pojawiają się również poza Nową Zelandią. (Wszakże telekinetyczne wehikuły UFO lądują praktycznie we wszystkich częściach świata.) Jako przykład patrz artykuł zatytułowany "It's a $430,000 fungus - the biggest truffle found for 50 years nets a small fortune at auction" opublikowany na stronie B2 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, issue dated on Monday, December 3, 2007. Pokazane jest tam zdjęcie 1.5 kilogramowej białej truffli, o średnicy około 30 cm, znalezionej w Palaia koło Pisa we Włoszech. Normalne białe truffle ważą 30 do 80 grams i osiągają średnicę nie większą niż 5 cm. Stąd owa gigantyczna trufla miała średnicę większą około 6 razy, podczas gdy wagowo była większa około 18 razy od normalnej białej trufli.

Rys. #I3.

Rys. #I3: Łąka cała pokryta kolistymi lądowiskami telekinetycznych wehikułów UFO. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Ja stoję w centrum pierwszego z owych lądowisk. Kilka dalszych takich pierścieniowatych lądowisk UFO jest widocznych po mojej prawej stronie. Takie lądowiska telekinetycznych wehikułów UFO są podstawowym materiałem dowodowym, że to telekinetyczne skażenie otoczenia jest odpowiedzialne za przyspieszony wzrost ogranizmów żywych z Nowej Zelandii. Jest tak ponieważ, jak powyższa fotografia to dokumentuje, roślinność z pierścienia gleby poddanej działaniu telekinetycznego pola napędzającego wehikuły UFO rośnie do około 12 razy szybciej i wyżej niż otaczająca ją roślinność.

Rys. #I4.

Rys. #I4: Gigantyczna mątwa (po angielsku "squid") złapana w nowozelandzkich wodach. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Powyższa fotografia pochodzi z artykułu "Tales of cannibalism from the deep sea" (tj. "Wieści o kanabiliźmie z głębin morskich"), jaki pojawił się na stronie A15 nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie ze środy, 8 października (October) 2003 roku. Owa gazeta The Dominion Post jest też właścicielem copyrights do powyższego zdjęcia. Pokazana tutaj mątwa jest około 10 metrów długa, zaś jej ostre szpony w przeciągu sekund potrafią rozedrzeć na strzępy ciało człowieka.

Rys. #I5.

Rys. #I5: Gigantyczny pstrąg tęczowy z Nowej Zelandii. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) (Copyright The Press, Christchurch, New Zealand.) Był on 1.02 metra długi, ważyl 17.5 kg, oraz nieoficjalnie został uznany za światowy rekord. Został on złapany w Kanale Tekapo, przez Pana Tony Washington, z Geraldine, New Zealand. Powyższa fotografia pochodzi z artykułu "Fisherman angling for a world record" ("Rybak złapał światowy rekord") pochodzący ze strony A4 nowozalandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku, 18 November 2003. Jednak ów artykuł bazował na podobnym artykule o tytule "Record Fish hooked on a reel-in" ("Rekordowa ryba złapana na wędkę") jaki pojawił się na pierwszej stronie z wydania datowanego November 18, 2003 gazety z Christchurch nazywającej się The Press, której reporter wykonał powyższą fotografię. Stąd owa The Press posiada też prawa copyright do powyższego zdjęcia. Omawiane artykuły stwierdzają, że poprzedni rekord światowy dla pstrąga tęczowego wynosił 17 kg, oraz że był on złapany w dokładnie tych samych wodach co powyższy. Z kolei na stronie A8 wydania gazety nowozelandzkiej The Dominion Post, datowanego we wtorek, 2 grudnia 2003 roku, fotografia gigantycznego brązowego pstrąga (brown trout) jest publikowana pod tytułem "Tukituki titan". Dane na temat jego wagi lub wymiarów nie zostały tam podane. Jednak szacując z porównania go do osoby która go trzyma, jest on co najmniej wielkosci pstrąga pokazanego na powyższej fotografii, jeśli nie nawet większy. Kolorowa fotografia i dane jeszcze innego ogromnego pstrąga tęczowego, opublikowane zostały w artykule "Farmed trout" z nowozelandzkiej gazety The Dominion Post, wydanie z wtorku, dnia 27 grudnia (Tuesday, December 27), 2005 roku, strona A2. Pokazany tam pstrąg miał 12 kilogramów wagi, zaś jego całkowita długość wynosiła około 82 cm.
       Aby uświadomić sobie jak gigantycznych rozmiarów jest ów pstrąg pokazany na powyższym "Rys. #I5", wystarczy wspomnieć że w 2003 roku najmniejsza długość pstrąga ciągle dozwolona do łapania przepisami "Fish and Game New Zealand" wynosiła 30 cm (co nadaje takiemu pstrągowi wagę mniejszą niż 0.5 kg). To zaś oznacza, że powyzszy gigant był ponad 3 razy dłuższy od takiego minimalnego dorosłego pstrąga, oraz ponad 35 razy cięższy od niego. Odnotuj że owa minimalna długość ryb jest zawsze tak definiowana przez naukowców i prawników, aby opisywała ona typowego dojrzałego dorosłego osobnika, jaki miał już możliwość wytarcia się i wyprodukowania następnej generacji. Gdyby więc powyższe różnice wielkości i wagi pstrągów odnieść do ludzi, oznaczałoby to znalezienie w Nowej Zelandii ludzkiego giganta, który jest ponad 3 razy wyższy od typowego dorosłego człowieka (czyli ma wzrost około 5 metrów), oraz czyja waga przekracza około 35 razy wagę typowego dorosłego człowieka (czyli wynosi ponad 2.8 tony). Aby było dziwniej, zgodnie z legendami koło Timaru w Nowej Zelandii zwykł istnieć szczep tego typu ludzkich olbrzymów. Był on nazywany "Te Kahui Tipua".
       W tym miejscu warto dodać, że angielskojęzyczne wyrażenie "catch 30 pounder" (tj. "złapać 30-to funtowca") jakie bezpośrednio referuje do złapania pstrąga o wadze 30 funtów, lub więcej, w rzekach Szkocji, w dawnym języku angielskim stanowiło symbol niemożliwości. Jedynie ostatnio zostało ono zastąpione powiedzeniem "if pigs could fly" (tj. "gdyby świnie mogłyby latać") które jest najnowszym symbolem niemożliwosci.
       Tzw. "sceptycy" skonfrontowani ze zdjęciem powyższego pstrąga prawdopodobnie zignorują wyjaśnienie, że to telekinetyczne skażenie naturalnego środowiska Nowej Zelandii, tj. produkt uboczny eksplozji Tapanui, spowodowało wzrost takich gigantycznych organizmów. Prawdopodobnie by też argumentowali, że ryby rosną podczas całego życia. Jeśli więc da im się wystarczająco dużo czasu i wystarczająco dużo pokarmu, wówczas mogą osiągnąć dowolny rozmiar. Aczkolwiek musimy zgodzić się z takimi argumentami w odniesieniu do niektórych ryb, nie mogą one być ekstrapolowane do innych gigantycznych stworzeń Nowej Zelandii. Dla przykładu, nikt nie może argumentować, że jeśli weźmie się młodego indyka, da mu pod dostatkiem jedzenia i pozwoli mu się rosnąć dowolnie długo, wówczas osiągnie on wielkość nowozelandzkiego super-ptaka Moa. (Oryginalna wielkość tzw. "bush Moa" z jakiej wszelkie olbrzymie Moa potem się wymutowały, była właśnie wielkości indyka.) Z kolei istnieje na tyle wiele odmiennych gatunków stworzeń wyrastających w Nowej Zelandii do gigantycznych rozmiarów, że musi w tym kryć się "coś wiecej" niż zwykły przypadek. Moja teoria o telekinetycznym skażeniu Nowej Zelandii, jakie po raz ostatni na masywną skalę miało miejsce w 1178 roku podczas eksplozji UFO koło Tapanui, jak dotychczas jest jedyną teorią naukową która wyjaśnia czym właściwie jest owo "coś więcej". Ponadto owa teoria posiada potwierdzenie w najróżniejszym empirycznym materiale dowodowym, dla przykładu w ponad 12 razy wyższym i szybszym wzroście roślin na byłych lądowiskach telekinetycznych UFO.


#I2. Ludzkie giganty Nowej Zelandii:

       Nowozelandzka gazeta o nazwie Timaru Herald, w swoim wydaniu datowanym 24 lutego 1875 roku, strona 3, pisze co natępuje, cytuję:
       "Odkrycie resztek ludzkich. Bardzo duży szkielet został znaleziony wczoraj jakieś 7 stóp pod powierzchnią piasku na półwyspie rzeczki Saltwater Creek. Pan Bullock, woźnica, podczas gromadzenia piasku dla potrzeb budowlanych, wpadł na ten relikt przeszłych wieków i przywiózł fragmenty do miasteczka. Mieliśmy możliwość ich przeglądnięcia, i zostaliśmy uderzeni przez ich symetrię nie mniej niż przez ich ogromne rozmiary. Wyglądają jak należące do osoby gigantycznych rozmiarów; jednak jak narazie sę niekompletne co czyni trudnym wyznaczenie wymiarów jego ciała. Kości szkieletu są bardzo rozłożone, fakt jaki rozpatrywany w powiązaniu z suchością miejsca w jakim został znaleziony, prawdopodobnie sugeruje jego znaczny wiek. Powinniśmy mieć więcej do powiedzenia na temat tego interesującego odkrycia w naszym następnym wydaniu."
       (W oryginale angielskojęzycznym: "Discovery of Human Remains. A very large skeleton was found yesterday, about 7 feet below the surface of the sand on the Saltwater Creek spit. Mr Bullock, the carter, in removing some sand for building purposes, dropped across this relic of a past age and brought the fragments to town. We have had an opportunity of inspecting them, and were struck by their symmetry no less than their great size. They appear to have belonged to a man of gigantic statue; but are so far incomplete as to render it difficult to ascertain the dimensions of his frame. The bones are much decayed, a fact which taken in connection with the dryness of the situation where they were found, probably indicates for them a great antiquity. We shell have some more to say about this interesting discovery in our next issue.")
       Ja badałem sprawę owego ludzkiego giganta kiedy w latach 1999 do 2001 zatrudniony byłem w Timaru. Wyniki tamtych swoich badań opublikowałem w rozdziale B traktatu [7/2]. Zgodnie z tamtejszą miejscową tradycją słowną, szkielet tego giganta był szacowany jako należący do osoby około 8 metrów wysokiej. Miał on tak ogromną czaszkę, że normalna ludzka czaszka całkowicie się mieściła w jego ustach. Należał on do tajemniczego szczepu miejscowych gigantów, jaki przez Maorysów nazywany był Te Kahui Tipua. Szczep ten zamieszkiwał okolice Timaru aż do około 18 wieku. Liczne szkielety owych gigantów z Timaru zostały odkryte, jednak wkrótce potem znikały one w tajemniczych okolicznościach. Najbardziej ostatnie odkrycie dwóch takich gigantycznych szkieletów ludzkich miało miejsce w latach 1960-tych, w obszarze Timaru nazywanym "Maori Park". Miejscowa gazeta Timaru Herald, także rozpisywała się szeroko na ich temat, zaś wielu miejscowych ludzi ciągle pamięta tamte opisy. Niestety, ja nie byłem w stanie pozwolić sobie na wkład pracy długotrwałego poszukiwania jaki byłby wymagany dla znalezienia szczegółów wydawniczych oryginalnych artykułów na ich temat. Wkrótce po odkryciu, jak wszelkie inne szczątki nowozelandzkich gigantów, także i te zniknęły w tajemniczych okolicznościach. Obecnie nikt nie potrafi wskazać co z nimi się stało. Ja podjąłem wysiłek prześledzenia dalszego losu giganta opisanego w powyżej cytowanym artykule z 1875 roku. Kiedy jednak byłem bardzo bliski odnalezienia osoby która posiadała ogromną dolną szczękę owego giganta jako rodzaj makabrycznej pamiątki, niespodziewanie zostałem usunięty z pracy w Timaru i zmuszony zostałem do przeniesienia się do innej miejscowości aby zarobić na swój chleb codzienny. Wygląda więc, że owa sekretna czarna moc jaka zniewala naszą planetę i o jakiej piszę na stronie internetowej evil_pl.htm, nie życzy sobie abyśmy dowiedzieli się czegokolwiek na temat istnienia ludzkich gigantów w Timaru.
       Podobne były losy olbrzymich szkieletów Maorysów jakie znalezione zostały w jaskini grobowcowej z Portu Waikato, jakieś 70 mil na południe od Auckland. One też tajemniczo poznikały. Owe szkielety z Port Waikato opisane zostały w artykule [2VB5.1.1] "Caves could reveal secret of tall Maoris" (tj. "Jaskinie mogą odsłonić sekrety olbrzymich Maorysów"), opublikowany w gazecie N.Z. Truth, wydanie ze środy (Wednesday), 29 September 1965, strona 13. Także wszelkie odkrycia pozostałości gigantów dokonane poza Nową Zelandią spotyka podobnie mizerny los. Przykładowo w książce [3VB5.1.1] pióra William'a R. Corliss'a, "Incredible Life: a Handbook of Biological Mysteries", Source Book Project (P.O. Box 107, Glen Arm, MD 21057, USA) April 1981, ISBN 0-915554-07-0, na stronach 34 do 35 widnieje historyczna wzmianka, że Patagonię w Południowej Ameryce już w czasach historycznych zamieszkiwali wielkoludzi powyżej 4 metrowej wysokości. Ostatnia historycznie udokumentowana styczność Europejczyków z takim wielkoludem miała miejsce w 1559 roku, zaś ich groby i szkielety ciągle jeszcze znajdowano w 1615 roku. Ciało jednego z ostatnich z owych gigantów Patagońskich chciano nawet przetransportować do Hiszpani. Niestety statek który je przewoził, zapewne za sprawą okupujących nas UFOnautów, natknął się na silną burzę u wybrzeży Północnej Afryki i zatonął. W ten sposób zaginął i ów najbardziej ewidentny dowód na istnienie gigantów na Ziemi. Z kolei w Syrii do dzisiaj istnieje sarkofag bibilijnego giganta, Abla. (Tego który został zabity przez normalnej wielkości brata Kaima - patrz Biblia, Genesis, 4:8.) Sarkofag ten jest długi na jakieś 5 - 6 metrów. Jego kolorowe zdjęcie opublikowane zostało w książce [4VB5.1.1] pióra Andrzeja Olszewskiego, "Paradoksy tajemnicy wszechświata" (Warszawa 1998, ISBN 83-900944-2-8, 314 stron; Konsultacje w sprawie dystrybucji: Wydawnictwo A. Olszewski, 00-976 Warszawa 13, skr. pocztowa 87). Aby jednak powstrzymać docieranie turystów do tego sarofagu i stąd powstrzymać upowszechnianie się po świecie informacji o jego istnieniu, za sprawą okupujących nas UFOnautów obszar w jakim się on znajduje zamieniony został w pilnie strzeżoną strefę wojskową obecnej Syrii.
       Dzisiejsza medycyna uznaje aż kilka odmiennych powodów, dla jakich ludzie mogą wyrastać na gigantów. Wśród tych trwała telekinetyzacja nie jest jednak uznawana. Istnieje jednak jeden rodzaj empirycznego materiału dowodowego, który wskazuje właśnie trwałą telekinetyzację jako powód dla mutowania się ludzkich gigantów w Nowej Zelandii. Dowodem tym jest empiryczne odkrycie dawnych Maorysów (przekazywane nam w formie ich tradycji słównej), że jeśli szczątki ludzkiego giganta pochowane są w ich ogródkach warzywnych, wówczas warzywa również wyrastają do gigantycznych rozmiarów. (Właśnie z powodu owego empirycznego odkrycia, starożytni Maorysi zwykli zakopywać fragmenty ludzkich gigantów w ich ogrodkach warzywnych.) Najbardziej istotny w tym odkryciu jest mechanizm z użyciem jakiego zdolność do wyrastania do gigantycznych rozmiarów jest przenoszona z resztek ludzkich gigantów na warzywa. Jeśli bowiem dany ludzki gigant wyrósł z powodu jakiejś choroby, wówczas jego resztki nie byłyby w stanie wzbudzić wzrostu gigantycznych warzyw. Jednak jeśli dany ludzki gigant był gigantem z powodu trwałego natelekinetyzowania, wówczas natelekinetyzowane pierwiastki zawarte w jego ciele zostałyby zaabsorbowane przez warzywa, indukując w nich również wzrost do gigantycznych rozmiarów. To zaś oznacza, że istnieje empiryczny materiał dowodowy, jaki wskazuje na wyrastanie ludzkich gigantów właśnie z powodu trwałego natelekinetyzowania ich ciał. Wiecej na temat trwałej telekinetyzacji można znaleźć w podrozdziałach NB1 i NB2 z tomu 11 monografii [1/4].


#I3. Dlaczego mutowanie się gigantów ludzkich, zwierzęcych i roślinnych dostarcza materiału dowodowego na istnienie innego świata, Boga, nieśmiertelnej duszy, itp.:

       Oficjalna nauka ziemska nie uznaje ani istnienia telekinezy ani zdolności telekinetycznego skażenia naturalnego środowiska do zaindukowania mutacji gigantów. Dlatego powstawanie gigantycznych mutacji ludzkich, zwierzęcych i roślinnych wyjaśnia ona na różniejsze sposoby bez uwzględnienia istnienia oraz wpływu telekinezy. Jednak jeśli przeanalizuje się materiał dowodowy jaki dostępny jest już obecnie na naszej planecie, wówczas staje się oczywiste, że pierwotnym powodem powstawania dużej proporcji mutacji genetycznych, zwłaszcza o trwałym charakterze, jest właśnie zjawisko telekinezy. Jak zaś wyjaśnione to zostało na stronie internetowej o Koncepcie Dipolarnej Grawitacji, telekineza istnieje tylko ponieważ równolegle do naszego świata fizycznego istnieje również jeszcze jeden niewidzialny świat, przez ów koncept nazywany "przeciw-światem", zaś przez ludzi i religie nazywany "zaświatem" "innym światem", itp. To właśnie w owym przeciw-świecie rezyduje Bóg oraz to do niego po śmierci przenoszą się nasze dusze. Z tego powodu fakt pojawiania się na Ziemi gigantycznych mutacji najróżniejszych stworzeń jest faktycznie jednym z całego szeregu biologicznych dowodów na istnienie przeciw-świata, Boga, nieśmiertelnej duszy, itp. Cała lista owych dowodów jest zaprezentowana i dyskutowana w punkcie #F2 odrębnej strony internetowej o Biblii autoryzowanej przez samego Boga.


Część J: Ciekawostki Nowej Zelandii wynikające z prawdopodobnego zaistnienia w owym kraju jeszcze wcześniejszych od Tapanu eksplozji statków kosmicznych:

      


#J1. Czyżby jeszcze jeden krater po eksplozji UFO?

       Istnieje jeszcze jeden duży starożytny krater położony na Wyspie Północnej Nowej Zelandii, którego pochodznie wcale nie jest jednoznaczne. Wygląd tego krateru pokazany został na zdjęciu z "Rys. #J1". Problem z nim jest, że posiada on wszelkie cechy krateru po ekspolozji UFO, a jednocześnie nie wykazuje posiadania cech charakterystycznych dla kraterów wulkanicznych. Czyżby więc było to jeszcze jedno miesce eksplozji wehikułu UFO, podobne do Tapanui, tyle że kilka tysięcy lat starsze niż Tapanui?

Rys. #J1.

Rys. #J1: Widok z lotu ptaka na tajemniczy krater jaki istnieje na Wyspie Północnej Nowej Zelandii. (Kliknij na tą fotografię aby zobaczyć ją w powiększeniu.) Powyższa fotografia została opublikowana na stronie 48 w interesującej książce pióra Phillip'a Andrews, zatytułowanej "TARAWERA and the terraces". (Książka ta dostępna jest bezpośrednio od jej autora pod adresem 27 Alastair Avenue, Rotorua, Nowa Zelandia, w cenie $21.00). Podpis pod tym starożytnym kraterem informuje że jest on zlokalizowany koło "Te Whekau lagoon", znaczy w trójkącie pomiędzy trzema jeziorami, mianowicie Tarawera, Okareka, oraz Okataina (tj. około 50 kilometrów na wschód od Rotorua). Chociaż ów obszar jest sejsmicznie bardzo aktywny, faktycznie powyższy krater nie wykazuje posiadania cech typowych dla pochodzenia wulkanicznego. Jego cechy są jednak ogromnie podobne do cech krateru Tapanui pokazanego na "Rys. #G1" powyżej. To indukuje najróżniejsze zapytania, przykładowo czy jest to możliwe że dzisiejsza aktywność sejsmiczna Rotorua spowodowana została właśnie poprzez zniszczenie płyty tektonicznej w owym obszarze przez potężną eksplozje UFO jaka miała tam miejsce w starożytności. Powyższa fotografia jest zreprodukowana za pozwoleniem Philip'a Andrews (p-j.andrews@xtra.co.nz), który wykonał tą fotografię "Te Whekau lagoon", jednak nie uważa że przedstawia ona cokolwiek innego niż zwykły krater po eksplozji wulkanicznej.


Rys. #J2

Rys. #J2: Fotografia krateru Schooner z USA, uformowanego poprzez napowierzchniową eksplozję nuklearną. Jest ona objaśniona bardziej szczegółowo w rozdziale C z monografii [5/4]. Ilustruje ona że najważniejsze cechy konfiguracyjne takiej napowierzchniowej eksplozji nuklearnej zaczynają się upodabniać do cech ujawnianych przez kratery z rysunków "Rys. #J1" i "Rys. #G1". Pechowo, nasza dzisiejsza cywilizacja nie jest jeszcze w stanie formować kraterów poprzez eksplozje napowietrzne. Jednak możemy ekstrapolować atrybuty takich kraterow z eksplozji napowietrznych poprzez ekstrapolowanie atrybutów kraterów z podziemnych i napowierzchniowych eksplozji. Jak wówczas się okazuje, takie kratery z eksplozji napowietrznych powinny wyglądać dokładnie tak jak owe pokazane na ilustracjach "Rys. #J1" i "Rys. #G1". Jednak tylko napowietrzne eksplozje wehikułów innych cywilizacji są w stanie wytworzyć wystarczającą gęstość przestrzenną energii jaka jest wymagana dla wytworzenia krateru. To praktycznie oznacza, że kratery z rysunków "Rys. #J1" i "Rys. #G1" muszą pochodzić z napowietrznych eksplozji wehikułów UFO (tj. nie istnieje żaden inny sposób na jaki kratery takie mogłyby zostać uformowane).


Część K: Podsumowanie, oraz informacje końcowe tej strony:

      


#K1. Podsumowanie tej strony:

       Ja osobiście nie spotkałem się jeszcze z krajem w którym współistnieje ze sobą tak szeroka i tak duża różnorodność tajemniczych obiektów i niewyjaśnionych zjawisk. Jakaż szkoda że położenie Nowej Zelandii na peryferiach świata uniemożliwia włączenie się większej liczby badaczy z innych krajów do wyjaśniania tejemnic tego kraju. Jak też szkoda, że rodzimi naukowcy Nowej Zelandii wybrali pełne godności ignorowanie wszystkiego co tajemnicze lub niewyjaśnione w ich włąsnym kraju i udawanie że problem badania niewyjasnione zupełnie tam nie istnieje.


#K2. Dalsze ciekawostki Nowej Zelandii o których istnieniu słyszałem, jednak których brak funduszy i czasu dotychczas nie pozwolił mi przebadać:

       Powyższe tajemnice wyczerpują listę tych jakie zdołałem dotychczas przebadać i opisać. Niestety, proces ich uzdatniania do zaprezentowania w internecie zajmuje wiele czasu. Wszakże wszelkie badania nowozelandzkich tajemnic jakie tutaj raportuję dokonuję wyłącznie jako osobiste hobby naukowe, znaczy w swoim własnym czasie przenaczonym na odpoczynek, oraz na mój prywatny koszt. Ponadto staram się ukrywać prowadzenie tych badań jak tylko jest to możliwe. Chodzi bowiem o to, że raz zostałem już wyrzucony z pracy na Uniwersytecie Otago w Dunedin, właśnie za prowadzenie tego typu badań i za opublikowanie monografii [5] o eksplozji UFO koło Tapanui (po szczegóły tamtego usunięcia z pracy patrz podrozdzial A4 w monografii [1/4]). Nie chcę więc aby tamte nieprzyjemne doświadczenia ponownie mi się powtórzyły z powodu moich obecnych badań. Niemniej, chociaż postęp jest wolny, badania ciągle prą do przodu. W chwili obecnej jest mi już wiadomo o kilku następnych intrygujących tajemnicach Nowej Zelandii, jakie umieściłem w kolejce do przebadania na ile mi to czas i moje skromne osobiste środki finansowe pozwolą, oraz jakie zaprezentuję tutaj zaraz po tym jak zakończę ich badanie. Dla przykładu, wiem już o: (1) mitycznym niewidzialnym krysztale zlokalizowanym w geograficznym centrum Nowej Zelandii, jakiego podobno można dotknąć, jednak nie można zobaczyć (być może że kryształem tym jest komora oscylacyjna działająca w tzw. stanie telekinetycznego migotania - po szczegóły patrz strona telekinesis_pl.htm - o telekinezie indukowanej technicznie); (2) tajnej szkole Maoryskich szamanów jaka wciąż operuje ukryta w dziczy Nowej Zelandii, a do jakiej egzamin wstępny polega na psychokinetycznym zrzuceniu ze stołu kamienia wielkości pięści bez fizycznego dotknięcia owego kamienia; (3) dwóch piramidach z Coromandel Peninsular; (4) tajemniczego Wielkiego Muru Nowej Zelandii który jest jak miniaturowa wersja Wielkiego Muru Chińskiego, Muru z Peru, czy Muru Hadriana z Brytanii (zbudowanego w 122 roku AD); and (5) gigantycznej rzeźby spiącego olbrzyma o jakiej piszę w podrozdziale V3 mojej monografii [1/4]. Dlatego być może warto aby czytelnik powrócił do tej strony ponownie, jako że wówczas najprawdopodobniej znajdzie na niej opisy znacznie większej liczby tego typu tajemnic.


#K3. Dane kontaktowe autora tej strony:

       Aktualne adresy emailowe autora tej strony, tj. dra inż. Jana Pająka (a przez okres 2007 roku - Prof. dra inż. Jana Pająka), pod jakie można wysyłać ewentualne uwagi lub zapytania, podane są na stronie: o mnie (Prof. dr inż. Jan Pająk). Tam również dostępne są adres pocztowy i numery telefonu autora.


#K4. Copyrights, disclaimer, itp.:

Informacja copyright. Każda fotografia jaka podpiera tutaj ktorąś z konkluzji moich badań, jednak która NIE pochodzi z moich własnych zbiorów, posiada nosiciela praw copyrights wyszczególnionego pod nią. Pozostałe fotografie pochodzą z moich monografii, stąd prawa copyright z owych monografii odnoszą się także do nich.
* * *
Disclaimer. Odnotuj że poglądy wyrażone na niniejszej stronie NIE są podzielane przez właścicieli innych niż moje fotografii pokazanych tutaj, nawet jeśli właściciele owych fotografii zgodzili się abym wykorzystywał ich zdjęcia. Chociaż fotografie reprezentują najbardziej obiektywny materiał dowodowy, ciągle sytuacje jakie one uchwyciły mogą być interpretowane na kilka odmiennych sposobów.
* * *
Niniejsza strona należy do większego łańcucha stron internetowych poświęconych najróżniejszym tajemnicom i ciekawostkom (oferując m.in. nieodpłatne monografie na ich tematy). Łańcuch ten obejmuje strony zestawione w "Menu 2".
* * *

If you prefer to read English,
click on the flag

(jeśli preferujesz angielski,
kliknij na poniższą flagę)

Data zapoczątkowania budowy tej strony internetowej: 10 października 2003 roku.
Data najnowszego aktualizowania tej strony: 27 lutego 2008 roku.
(Sprawdź pod adresami z "Menu 3" czy już istnieje nawet nowsza aktualizacja!)